Sieraków – Debiut 1/4 IM

Published on: 12 czerwca 2015

Filled Under: Triathlon, W Biegu

Views: 2642

Tags: , , ,

Sieraków – kilkadziesiąt kilometrów od Poznania. Pamiętam jak dziś, jak przyjeżdżałem tam w ubiegłym wieku corocznie na wakacje z rodzicami. Często PKS-em. Jak tylko po lewej stronie wyłaniało się wielkie jezioro to wiedziałem dobrze, że jesteśmy już u celu. Kilka minut później pojawiała się tabliczka Sieraków i zaraz był przystanek naprzeciwko wejścia do ośrodka TKKF. Zaraz po lewej stronie wielki stadion wokół którego ganiałem jak głupi, a mama nie mogła mnie zatrzymać. Po prawej stronie kręgielnia z dwoma torami (bez żadnej jak to teraz w wielkich centrach handlowych elektroniki). Obok kręgielni recepcja – mały zielony domek. Zara po prawej stronie, dosłownie 300 metrów dalej tajemnicze zejście do lasu z dziurą w ogrodzeniu, za które nie można było nam dzieciakom wychodzić. Po lewej stronie od recepcji wielki drewniany budynek – stołówka o specyficznym zapachu. Wierzcie lub nie, ale to wszystko nadal się tam znajduje. No może poza recepcją, która teraz jest dwupiętrowym drewnianym domkiem. Zapach ze stołówki wciąż taki sam. Na ośrodku te same domki – mniej lub bardziej odrestaurowane. Kręgielnia nadal stoi, tylko trochę zarośnięta krzakami.

IMG_4458

Do Sierakowa po latach wróciłem po raz pierwszy rok temu. To było ponad 20 lat później … Wszystkie wspomnienia wróciły. Rok temu byłem tam kibicować Łukaszowi w jego starcie na 1/4 IM. Wtedy też po raz pierwszy zobaczyłem jak wygląda triathlon na żywo. Wystrzał armaty, muzyka z głośników i wbiegający zawodnicy do wody – to jest po prostu nie do opisania. To trzeba przeżyć – to jest jeden z tych momentów, kiedy ciary przchodzą po plecach. Ja pamiętam wtedy, że zacząłem płakać – zresztą łzy miałem w oczach prawie przez cały dzień. Cały ten triathlon wydawał mi się wtedy magiczny (nadal mi się taki wydaje). Najpierw wchodzisz do wody – nie dość, że walczysz z żywiołem, to jeszcze setki innych zawodników robią to samo. Mówili, że w Sierakowie to jest niezła pralka, że każdy płynie po każdym… to mnie jakoś nie przerażało i już wtedy stwierdziłem, że to właśnie to miejsce będzie imprezą w której zadebiutuje w popularnej w Polsce triathlonowej ćwiartce.

image4

Przygotowania do tego dnia trwaly ponad pięć miesięcy. Pływać – pływałem – jestem ratownikiem wodnym. Notabene w Sierakowie właśnie zrobiłem lata świetlne temu kartę pływacką (dobrze pamiętam jak trzeba było przepłynąć cały basen między pomostami pod wodą). To właśnie w tym jeziorze robiłem też uprawnienia do niczego nie uprawniające zwane żółtym czepkiem. Na rowerze też jeździłem, aczkolwiek dzisiaj mogę powiedzieć, ze w momencie kiedy wsiadasz na szosę to tak naprawdę uczysz się jeżdżenia na nowo – sam fakt, że jesteś przypięty butami do pedałów już powoduje na początku kolosalną różnicę. Bieganie- to było jedyne, którego byłem pewien i w zasadzie z marszu mógłbym iść na te dziesięć i pół kilometra.

drig

Do Sierakowa przyjechaliśmy już w czwartek wieczorem. Piątek miał być dniem odpoczynku, nie męczeniem się już podróżom. Tu rada dla wszystkich jadących w przyszłości do Sierakowa – zabierzcie ze sobą coś na kolację. Po zjechaniu z autostrady nie ma nic do jedzenia poza McDonaldem. My już drugi rok z rzędu daliśmy się na to nabrać :) Na całe szczęście restauracja w hotelu Kama, kilkaset metrów od ośrodka była jeszcze otwarta. Jak dorwaliśmy o 21 łososia z ryżem to czuliśmy się jak dzieci, które nigdy nie widziały wcześniej jedzenia :)

image1

Piątek to dzień odpoczynku – krótkie rozpływanie, odbiór pakietów i przygotowanie sprzętu na nadchodzący start. Cała impreza rozgrywana jest na terenie ośrodka w którym spaliśmy. Panuje tam niesamowita atmosfera, która powoduje, że nie ważne w którym miejscu się znajdujesz, czujesz, że będzie działo się tu zaraz coś wielkiego.

image3

image2

image7

Gdy rano poszedłem po kawę dla trenera i zobaczyłem wielkość strefy zmian to już przeszły mnie ciary. O dziwo, nie czułem jakiegoś stresu, jak to bywało przed maratonami – jedyne co czułem to ekscytacje. To w końcu w miejscu mojego dzieciństwa za kilka godzin przełamię kolejną barierę. Pokonam ciągiem prawie kilometr pływania, przejadę rowerem 45 kilometrów a na koniec pobiegnę trochę ponad dziesięć. Sierakowa nie da się tak łatwo opisać – to po prostu tam jest. Byłem też w zeszłym roku w Poznaniu – wszyscy się tak ekscytują tą imprezą – ja tam nie czułem ducha triathlonu, przez to, że wszystko jest rozłożone na dużym terenie – tu w Sierakowie wszystko jest w zasięgu ręki. Kibice bez problemu mogą obserwować zmagania na wszystkich dyscyplinach.

image10

image9

image8

Nadszedł dzień statu. Pobudka o 6 na start nie robi na mnie większego wrażenia, bo zazwyczaj jestem już na treningu :) Szybkie śniadanie – kilka bułek z miodem, do tego herbata z cukrem i czas powędrować do strefy zmian sprawdzić czy wszystko z rowerem jest w porządku i zostawić resztę potrzebnych rzeczy. Stwierdziliśmy z Łukaszem, że nie ma sensu wieźć dwóch pompek, więc moja została w Warszawie. I to był błąd :) Co się namęczyłem z jego pompką, żeby napompować swoje koła to już moje. Myślę, że musiałem komicznie wyglądać jak siadałem na pompce :) Zgrzałem się masakrycznie i aż musiałem się rozbierać – wtedy świeciło jeszcze słońce i wszystko zapowiadało się na to, że pogoda będzie przednia :)

IMG_4766

Kiedy zeszliśmy na plaże, na jakieś 20 minut przed startem po słońcu nie było już ani śladu. Zachmurzyło się i zaczęło masakrycznie wiać. Sporo osób było przerażonych, bo nie dość, że na jeziorze zrobiła się całkiem mocna fala, to w takim wietrze na rowerze mogło by nie być przyjemnie. Wystartowała pierwsza fala … Bojki wydawały się jakoś oddalone w kosmos, no ale co zrobisz – trzeba będzie płynąć :) Zanurzyłem się na trochę w jeziorze popływałem kilka metrów w lewo i prawo i przeszedłem już do strefy startowej. Nasz start zaplanowany był na 9:10.

_18K9147

_O0C8323

_18K9169

Wystrzał z armaty – szybki wbieg do wody – kiedy część osób już płyneła, ja za radą treneiro jeszcze wbiegałem do wody – po co się męczyć za wcześnie. Przez to później musiałem trochę mocniej popłynąć nad innymi. Na początku jak to zwykle lekka panika – raz szybciej, raz wolniej. Raz na kogoś wpływałem, raz ktoś na mnie. Dopiero mniej więcej w połowie drogi do pierwszej bojki zaczęło mi się dobrze płynąć. Z jednej strony siedziałem komuś w nogach, a z drugiej widziałem, jak ktoś płynie równolegle do mnie – dzięki temu można było utrzymać w miarę stałe tempo.

_O0C8332

Z wody wyszedłem po 18 minutach – moim pierwszym celem było wyjść poniżej 20 minut – ostatnio jednak celowałem gdzieś w 17:30 – 18:30 więc pływanie zrealizowane zgodnie z założeniem, choć wiem, że można było to zrobić lepiej. Jednak pierwszy start na takim dystansie to też okazja do zbierania doświadczenia. Następnym razem będzie lepiej.

P54A5256

Po pływaniu morderczy dobieg do strefy zmian. Kto to pomyślał, żeby kazać ludziom wbiegać pod górę w piankach, kiedy moje tętno graniczy już z maksymalnym. O dziwo nie było tak strasznie, choć bieganiem bym tego nie nazwał a raczej dreptaniem pod górkę.

Dobrze wiedziałem gdzie jest mój rower w strefie. Szybko wbiegłem do odpowiedniej alejki i patrząc na numerki dobiegłem do swojego miejsca – tam jednak nie było mojego roweru – NO JAK TO ?!? – przeszedłem pod rowerami do alejki obok, ale tam znów inne numerki. Jak się okazało stałem wcześniej przy swoim rowerze, jednak, że był to pożyczony rower to chyba mój mózg podświadomie szukał mojego własnego lovelo :) Szybkie ogarnięcie się – jedyny kłopot jaki miałem to z założeniem skarpetek – wniosek? Następne starty jazda na bosaka.

D3S_2103

Do startowej belki było kilkaset metrów do biegu. Nie mam jeszcze opanowanej sztuki wskakiwania na rower z przypiętymi butami, więc musiałem biec w butach z blokami na nogach. Nie było tak źle. Poszło to nawet sprawnie i już siedziałem na rowerze.

7L3W0098

To czego się obawiałem to, że będę musiał wyprzedzać. Cały czas myślałem o draftingu, że muszę być dziesięć metrów za zawodnikiem, który jest przede mną. Nie wiem czemu, ale jakoś strasznie mnie to stresowało. Jak się okazało, jak tylko wsiadłem na strzałę to musiałem już praktycznie cały czas jechać po lewej stronie, bo non stop wyprzedzałem innych zawodników. Nie kontrolowałem w ogóle prędkości. Jedynie co widziałem to kolejne piątki (między czasy na 5km). Byłem dość zdziwiony po pokazywały one czasy, których po pierwsze w życiu nie widziałem, a po drugie nie mieściły mi się one w głowie. Chciałem jechać mniej więcej po 9:22 (32km/h) a tu cały czas pokazywało się poniżej dziewięciu minut.

EZ3A4373

Dwie piątki wyszły w graniach 10 minut – ale to te z potężnymi podjazdami. Z roweru zszedłem po godzinie i szesnastu minutach, co było dla mnie wielkim zaskoczeniem. Spodziewałem się wyniku tak o dziesięć minut gorszego. Wybiegając ze strefy zmian spojrzałem na zegarek na mecie i coś zaczęło mi świtać, że te 2:30 jest do złamania. Wystarczyło pobiec po 4:30 i było by po sprawie, a przecież zakładałem, że biec będę coś koło 4:15-4:20.

11001734_997341476984208_9030495132299991853_n

Zaczął sie bieg – wybieg do lasu przez tajemniczą dziurę w płocie, której nie wolno było mi przekraczać gdy byłem małym dzieciakiem ;) Pierwszy kilometr (z górki) 4:27 – myślę – spoko, zaraz się rozkręcę, ale tym razem o rozkręcaniu nie było mowy. Nie dość, że było ciasno to co chwile jakiś podbieg, zakręt i jak już zaczynałem biec szybciej to zaraz mnie spowalniało. Trasa biegu nie jest łatwa – mocno krosowa – do tego dwie pętle i dwa razy znów ten wybieg z wody. Za drugim razem szczerze myślałem, żeby się zatrzymać :)

EZ3A7315

Na całe szczęście po wbiegnięciu na górę było ze sto metrów na wyrównanie oddechu i można było zebrać się do finishu. Z niego jestem najbardziej zadowolony – samotne wbieganie na metę i to w ładnej biegowej pozycji :) Z samego biegu jednak nie jestem zadowolony – 48 minut to czas daleki od oczekiwanego. 45 minut to jest coś w okół czego powinienem oscylować w najgorszym przypadku. Jest z czego urywać, więc będzie tylko lepiej :)

P54A6614

Metę przekroczyłem z czasem 2:32:30 – gdzieś na początku myślałem o 2:30 w debiucie, jednak jak rozmawiałem ze wszystkimi, to mówili – nie w Sierakowie – ciężki rower i ciężki bieg. Cel w głowie był poniżej 2:40. Jak się okazuje, nawet na tej ciężkiej trasie było to do zrobienia – trzeba było się trochę bardziej zebrać na biegu, bo nawet tętno było niziutkie.

_18K9809

Z wyniku jednak jestem bardzo zadowolony – na metę wbiegłem z uśmiechem na twarzy, z dobrym wynikiem. Nie zarżnąłem się :) Debiutowałem tak jak chciałem – ciesząc się tym co robię. W sezonie przede mną jeszcze trzy ćwiartki i to tam będzie trzeba iść w trupa :)

_18K9808

8936_997392466979109_5722954114191226791_n

Nie wiem jednak, czy bardziej stresująca dla mnie nie była niedziela. Cały zeszły sezon to wyjazdy na zawody z Treneiro. Jak on startuje, to sam czuje się jak bym był tam razem z nim. Staram się być w różnych miejscach na trasie, żeby dopingować i wtedy stresuje się jeszcze bardziej niż jak sam startuje. U mnie amatorszczyka nie ważne jest czy będę 178 czy 215. A tu odbywała się walka o złoto w Mistrzostwach Polski na 1/2 IM. Kiedy schodził z roweru na 5 pozycji sporo osób już dawno rozdało medale, ja jednak wiedziałem, że prawdziwa walka dopiero teraz się zacznie. Kalach Pendolino pokazał jak się biega i pokonał dystans krosowego półmaratonu w czasie 1:17 … ciekawe, czy ja kiedyś po płaskim będę tyle biegać :))

11148755_777322125699702_5945636380792655743_n

Moment, kiedy wbiegał na metę jako wice mistrz Polski wciąż wywołuje łzy w moich oczach. Udało się. W ten weekend nie tylko ja spełniłem swoje marzenie. I to jakie marzenie… ja debiutowałem, a Łukasz wywalczył srebro – łamiąc jednocześnie jako drugi człowiek w Polsce granicę 4 godzin w Ironmanie – choć z tym mogło być ciężko. Przed metą podszedł do nas na uściski, a tu czas tyk tyk tyk – więc darliśmy się, żeby szedł już na matę bo tu CZAS CZAS CZAS !!! :)

Nie będę przynudzać więcej – powiem tylko tyle – realizujcie swoje marzenia! Jeżeli coś wydaje się Wam niemożliwe to tylko się Wam wydaję. Jeżeli czegoś naprawdę chcecie to ciężka pracą można to osiągnąć.

image11

Za mną debiut w ćwiartce i jeszcze kilka startów w tym sezonie. Ten rok na pewno traktuje rozgrzewkowo – nabieram doświadczenia. Przyszły rok będzie rokiem ścigania i śrubowania czasów :) A co – amator też może być dobry :)

Jak zawsze – jeśli podobał Ci się wpis – daj proszę lajka poniżej :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *