70.3 IM Elsinore – Być albo nie być !

Published on: 27 czerwca 2019

Filled Under: Triathlon

Views: 1197

Tags: , , , ,

„Być, albo nie być” – BYĆ i to jak najbardziej … Być lepszą wersją samego siebie … Być zadowolonym z tego co robisz na co dzień … Być szczęśliwym z dokonywanych wyborów … Być usatysfakcjonowanym na mecie 70.3 IM Elsinore usytuowanej u podnóża zamku Hamleta … To wszystko dzięki temu, że kiedy w ubiegłą niedzielę stałem w strefie startowej i powoli zbliżałem się do wejścia do wody powiedziałem sobie … Nic nie muszę … WSZYSTKO MOGĘ !!!

Start w Danii nie był moim pierwszym wyborem na tą część sezonu. Chciałem wystartować tydzień wcześniej w Stanach podczas 70.3 IM EagleMan. Zapomniałem jednak, że tego samego dnia jeden z #TriBrothers ma wesele, na którym nie mogło mnie zabraknąć. Koniec końców dobrze, że nie poleciałem do USA – z powodu silnych wiatrów i dużej fali, odwołana była część pływacka, a rower był nieustanną walką z wiatrem.

Postanowiłem poszukać czegoś w Europie, z w miarę płaską trasą rowerową. 70.3 IM Elsinore z 600 metrów przewyższenia na 90 km to chyba jedna z bardziej płaskich tras w naszej części świata, do tego w Danii jest Legoland, więc wybór był prosty.

Wyobraźcie sobie, że dajecie 2 letniemu dziecku, trzy kolory kredek i trzy kartki. Na jednej rysuje Wam trasę pływacką, na drugiej rowerową, a na trzeciej biegową. Tak mam wrażenie, że działali organizatorzy (podobno dyrektorowi zawodów urodziło się niedawno dziecko …). To chyba najbardziej pokręcone zawody jakie można sobie wyobrazić i w tym tkwi ich na pewno niesamowity klimat.

Pogoda w niedzielę była doskonała – zupełnie jak nie na Danię – zero, albo to absolutnie zero wiatru z początku, około 16 stopni – kiedy wchodziłem do strefy zmian przygotować Malbeca na trasę miałem na sobie długie leginsy, bluzę, kurtkę biegową i buffa na głowie … zupełnie co innego, jak u nas przy tych mega upałach. Z tego całego zimna wpiąłem na odwrót buty rowerowe – dobrze, że w ostatniej chwili spojrzałem, że coś nie gra bo jechanie lewą nogą w prawym bucie i na odwrót mogłoby być całkiem ciekawym przeżyciem.

PROsi wystartowali o 8:30, dwie minuty po nich kobiety PRO, a moja strefa rozpoczynała o 8:40. Zdecydowałem się startować w pierwszej strefie poniżej 31 minut. Tu też można było się podzielić na trzy podstrefy – początkowo chciałem iść do środkowej, jednak zaryzykowałem i wszedłem do najszybszej grupy. Powoli przesuwaliśmy się do końca doku .. w głowie myślałem tylko o tym, że idę na 1900 m pływania … pyk … pyk co 4 sekundy 3 osoby wskakiwały do wody (choć kto chciał mógł do niej wejść po schodach). Doszło do mnie …

Wskoczyłem i od razu mocno kierowałem się na pierwszą boję oddaloną o 50, może 100 metrów. Na całej trasie najdłuższy odcinek jaki mieliśmy do przepłynięcia na prostej miał może 200 metrów… Czekało nas do opłynięcie 19 bojek – pomarańczowe mijaliśmy lewą ręką, żółte prawą … a może na odwrót?

swim

Początkowo nie było problemów z nawigacją – wiadomo było, że płyniemy wzdłuż „wybrzeża”, jednak już po drugim zakręcie wszystko zaczęło się rozmywać. Kiedy wyjmowałem głowę, do nawigacji nie miałem już zupełnie pojęcia gdzie płynę. Wszystkie boje wyglądały dokładnie tak samo. Płynąłem tam gdzie byli przede mną inni zawodnicy.

Kiedy płynęliśmy po prostej był flow – czuje, że płynę mocno – na odcinkach z bojkami czułem, że jest wolniej – wejście w zakręt czasami trzeba było ominąć szerszym ruchem i na nowo się rozpędzać. Pomimo, że byliśmy w porcie, woda była bardzo czysta – pod nami często widać były meduzy. To też była dodatkowa motywacja, żeby płynąć szybciej i nie mieć z nimi bliższego spotkania.

W pewnym momencie to już w ogóle nie wiedziałem gdzie jesem, jednak wystawiając głowę na prawo i widząc zamek, a po lewej mijając statek upewniłem się, że to już końcówka. Docisnąłem na ostatnich bojkach i już dopływaliśmy do miejsca gdzie wolontariusze wyciągali z nas z wody.

107_3rd-2543200-DIGITAL_HIGHRES-3056_000366-29466116

Zegarek zatrzymałem z czasem 31:29 (1:39/100m). Po cichu liczyłem przed zawodami, że rozmienię 31 minut, jednak przy tej ilości zakrętów na trasie uważam to za bardzo dobry wynik. Dodało mi to powera, żeby skupić się teraz na długiej strefie zmian i czekającym najtrudniejszym dla mnie zadaniem – 90 kilometrów na mocno krętej i pofałdowanej trasie.

Pływanie 31:29
M35-39 – 61/227 (26%)
overall 415 /2185 (19%) 

Długa strefa zmian poszła mi prawie dobrze … Szybki dobieg do worka, ekspresowe zdjęcie pianki i już byłem w drodze do Malbeca … Migiem obiegłem strefę i nagle zgłupiałem… zatrzymałem się w miejscu gdzie powinien stać i czekać na mnie, a tam zupełnie inne rowery … Okazało się, że zatrzymałem się o wiele za wcześnie – na szczęście szybko po numerach zorientowałem się, że jeszcze trochę trzeba biec i już byliśmy razem na trasie … Straciłem tu pewnie ok 20 sekund :)

Warunki na rower były doskonałe – o ile w Danii często wieje i letnich dni jest może pięć w roku – to był jeden z tych dni. Początek ok 10 km lekko pod górkę – później już cały czas zabawa góra dół, ale to takie lekkie „rolling hills”. Założenie miałem jechać 180-190 W. Nie interesowała mnie prędkość – przy takiej trasie nie ma to znaczenia – jazda na moc jest zupełnie inna – wtedy wiesz, że jedziesz na miarę swoich możliwości.

127_3rd-2543200-DIGITAL_HIGHRES-3056_018929-29466136

Mimo, że objechałem całą trasę samochodem kilka dni wcześniej, zupełnie nie wiedziałem gdzie jestem. Co chwila jakiś zakręt, mijaliśmy się z innymi zawodnikami – nie miałem pojęcia, czy to są Ci co są przede mną, czy Ci co dopiero nas gonią. Co 20 minut jadłem żel i cały czas kontrolowałem moc.

Od początku czułem nogi – może zrobiłem zbyt słabą rozgrzewkę? Dopiero mniej więcej na 20 kilometrze przestało być to uciążliwe. Czas mi bardzo szybko minął. Sama trasa niesamowicie piękna i na pewno nie można na niej narzekać na nudę. Do pokonania ponad 50 zakrętów 90 stopni i jedna nawrotka. To samo dziecko, które rysowało trasę pływacką musiała ponieść niezła wodza fantazji kiedy dali mu do zaprojektowania rowerową zabawę dla nas :)

bike

Jechało mi się dobrze. Do pokonania dwie pętle – spodziewałem się, że druga niespełna 30 kilometrowa będzie cięższa, a jak się okazało była dużo szybsza. Wtedy też zaczęło mi się jeszcze lepiej jechać i po raz pierwszy w życiu przestałem rower odliczać do końca, a powoli żałowałem, że to zaraz się skończy ..

137_3rd-2543200-DIGITAL_HIGHRES-3056_046826-29466146

Zatrzymałem licznik ze średnią 182W – 186W NP (znormalizowana moc). To ponad 20% mocniej niż kiedykolwiek pojechałem połówkę. Jednocześnie to też większa moc, którą wcześniej generowałem w Sierakowie na trasie dwa razy krótszej. Ta moc pozwoliła na średnią 34.2 km/h. Rower pojechałem o minutę wolniej niż w Kazachastanie, jednak porównując trasę (Astana – płaska jak stół – może 10 m przewyższenia i tylko kilka nawrotek) to jest to dla mnie doskonały wynik.

Rower 2:38:01
M35-39 – 128/227 (56%)
overall 971 /2185 (44%) 

Szybka strefa zmian i już byłem na biegu. Wychodząc na bieg na zegarku czas 3:16:30. Żeby poprawić wynik z deibutu w Astanie (4:47:45) musiał bym teraz połówkę pobiec 1:31:14 (4:19/km). To był też czas który by mnie satysfakcjonował. Chciałbym w połówce biegać w okolicy 1:30 więc tu nie było co się zastanawiać i próbować atakować taki wynik. Początkowo trochę nogi mnie poniosły bo pierwsze 5 kilometrów pobiegłem średnio po 4:10 min/km. Nie patrzyłem na to co pokazuje mi zegarek – biegłem na samopoczucie i na znaczniki które były rozstawione co kilometr pokazując nam (1/7.3/13.6/19.9 kilometr) – pętla miała 6.3 kilometra a my do pokonania 3 pętle plus dodatkowo małą pętlę wokół Hamletowskiego zamku. Tu znów nasz dzieciak miał fantazję rysując trasę.

runOd początku czułem spory ból w czwórkach – oznaczało to, że na rowerze nie było opierdzielania. O ile pierwszą pętlę pokonałem jeszcze komfortowo – tempo powoli zaczęło spadać. Na maksa chciało mi się sikać, ale postanowiłem, że nie będę się zatrzymywać.

Kiedy po raz pierwszy obiegłem zamek, na jakieś 300 metrów do mety wyprzedził mnie Rudy Von Berg, a jakieś 50 metrów za nim Javier Gomez. Chłopaki biegli już na metę … (czas zwycięzcy 3:39:31 i Javi: 3:39:42)

Połowa drugiej pętli to już początek walki z samym sobą, a czasami miałem nawet myśli, żeby przejść do marszu. Trzecie obiegnięcie zamku i już zaczęło co raz mocniej wiać, co czasami przeszkadzało w próbach napędzania się. Kiedy wybiegłem na trzecią pętlę odliczałem już każdy metr. Biegłem od zakrętu do zakrętu i od tabliczki do tabliczki. Pod koniec pętli mija mnie zwyciężczyni – Holly Lawrence, która w ferworze walki (była na 19 km) odpycha mnie na bok, żeby mogła swobodnie pobiec na wąskim fragmencie trasy biegnącym po chodniku.

147_3rd-2543200-DIGITAL_HIGHRES-3056_072279-29466156

Cała trasa była niesamowicie zorganizowana – mnóstwo kibiców, sporo punktów żywieniowych, tylko mocy w nogach powoli zaczynało brakować. Wiedziałem, że zwalniam i że do życiówki już nie będzie szansy, tak więc trzeba było mieć plan B – złamać 1:35 na półmaratonie …

Ostatnie obiegnięcie zamku – ostatni nawrót na latarni morskiej – do mety około 500 metrów – jest chęć przyśpieszenia, ale wiatr centralnie w mordę mało na to pozwala… Zaczynam się w duchu uśmiechać, że to już koniec … wbiegam na czerwony dywan – banan na twarzy – pełna radość. Otwieram ręce i wbiegam na metę zamykając półmaraton w czasie 1:34:59 ….UDAŁO SIĘ !!!

Bieg 1:34:59
M35-39 – 62/227 (27%)
overall 391 /2185 (17%) 

Trochę na bieg jestem zły – bo jak to może być, że popłynąłem lepiej jak pobiegłem na tle innych :) ?? To znaczy, że dobra robota na pływaniu i wstawanie o 5 rano przynosi efekty… To znaczy, że pojechałem bardzo dobrze rower, co odbiło się na biegu … To znaczy, że mam jeszcze więcej motywacji do pracy nad wszystkimi trzema dyscyplinami, a bieg najłatwiej powinien mi przy tym przyjść.

154_3rd-2543200-DIGITAL_HIGHRES-3056_084928-29466163

Na mecie melduje się z czasem 4:51:28 … odliczając strefy zmian to wynik o 8 sekund słabszy jak rok wcześniej w Astanie … a trasa trudniejsza … w końcu było tu ponad 100 zakrętów, a w Astanie to może było ich razem z dziesięć …

Jestem szczęśliwy, usatysfakcjonowany i jeszcze bardziej zmotywowany do dalszych treningów. Nie nastawiałem się na żaden wynik – nie wiedziałem jak pojadę pofałdowany rower, a wyszło całkiem nieźle .. Teraz chwila odpoczynku, kilka startów dla zabawy (najbliższy w Poznaniu) i czas się brać na nowo do roboty bo kolejna połówka już niedługo :)

Bardzo dziękuję wszystkim za doping i treneiro Łukaszowi za trenowanie z głową – zmieniliśmy sporo rzeczy i to bardzo oddało zarówno w treningu jak i wynikach. Do zobaczenia w Poznaniu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *