Badania Wydolnościowe – czy warto ?

Published on: 26 lutego 2014

Filled Under: W Biegu

Views: 7632

Tags: ,

Na początku stycznia wybrałem się po raz pierwszy na badania wydolnościowe. O tym, czy poddać się bieganiu na bieżni w masce myślałem już rok temu. To był początek okresu mojej fascynacji bieganiem. Na 2013 planowałem wtedy, że zacznę od półmaratonu. Na warszawska polówkę nie mogłem liczyć. Jakoś zawsze jest tak, ze jej termin wypada w momencie, kiedy oddaje się swojej drugiej pasji – szusowaniu w białym puchu we francuskim Val Thorens. Zapisałem się wiec na półmaraton poznański. Po powrocie z nart zobaczyłem, że jeden z warszawskich sklepów dla biegaczy organizuje takie badania w promocyjnej cenie. Pomyślałem, że skoro chce się zabrać za bieganie poważnie to muszę zacząć full profeska i takie badania mieć. Na badania nie dotarłem – po nartach mocno się rozłożyłem, tak wiec i poznańska polówka poszła w odstawkę. Wtedy znalazłem majowy półmaraton w Białymstoku, w którym udało mi się w końcu zadebiutować, ale nie o półmaratonach ten wpis….

Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, ze dobrze się stało, ze na badania wtedy nie dotarłem. Były by to na pewno pieniądze wyrzucone w błoto … prawdopodobnie poszedłbym wtedy i na bieżni wytrzymał jakieś 5 minut, zgrzał się i dostał na koniec papierek z duża ilością cyferek, z których po pierwsze nic bym nie rozumiał, a po drugie nie zrobiłbym wtedy z tego żadnego użytku … ale po kolei ….

Na moje pierwsze bieganie po bieżni w masce, w której wygląda się jak Hanibal Lecter umówiłem się na pierwszy tydzień stycznia. Dlaczego wtedy? Bylem wtedy już po okresie roztrenowania po maratonie, a grudzień minął mi jako okres pracy tlenowej poprzez bieganie na Sri Lance, tak wiec z początkiem roku rozpoczynał się nowy okres treningowy. Celem badań było pokazanie mi w jakiej jestem obecnie formie i nad czym powinienem pracować w najbliższym okresie, aby moc poprawić swoje wyniki.

IMG_8373

 

Na badanie umówiłem się w Centrum Sportowym High Level Center na warszawskiej sadybie. Spotkanie z panią fizjolog rozpoczęło się od krótkiego wywiadu – wzrost, waga, częstotliwość treningu, subiektywna ocena formy. Ustaliliśmy, ze badanie rozpoczniemy od prędkości 8km/h, która miała być dla mnie prędkością rozgrzewkową. Zanim jednak przystąpiliśmy do badania padło pytanie, które zapamiętam na dobre i polecam Wam, żebyście tez je zapamiętali, jeśli planujecie poddać się wydolnościówce.

„Naprawdę nikt panu nie powiedział, zęby rano zjeść łyżkę tranu, bądź rozgryźć kapsułkę witaminy B”?

O tym, dlaczego było to kluczowe dla mnie pytanie w tej dyskusji za chwile. Po wejściu na bieżnię pani fizjolog dopasowała odpowiednią maskę tak, aby dobrze i szczelnie obejmowała moje usta oraz nos, na klatkę piersiowa zaś założyłem sports tester. Niby niewiele, ale od tego momentu ja i bieżnia stanowiliśmy jedność.

IMG_8377

Zanim bieżnia ruszyła, nakłuła mi palec, pobierając z niego małą próbkę krwi… Potem ta sytuacja będzie się powtarzała co kolejne dwie minuty. Czasz zacząć… Bieżnia ruszyła, i powoli zacząłem truchtanie. Plan był taki, ze równo, co 2 minuty tempo będzie się zwiększać o 2km/h… Jak długo? Do przysłowiowego odcięcia, czyli do momentu, kiedy po prostu nie będę mógł już dalej biec. Przed sobą widziałem monitor, na którym wyświetlały się parametry mojego biegu – tętno, prędkość, VO2 – były cyferki i wykresy.

IMG_8381

Musze przyznać, ze wołałbym jednak tego wszystkiego nie widzieć. Badania wydolnościowe są momentem, kiedy podczas biegu wychodzisz poza swoja strefę komfortu, wiec fakt, ze widzisz jak tętno zbliża się do maksymalnego na pewno nie pomaga. Bieżnię udało się rozgrzać do maksymalnej prędkości 20 km/h, czyli tempa 3:00 min/km – co na pewno nie jest moim tempem, z jakim spotykam się podczas codziennych treningów. Odmowy, jako takiej nie było – to, co mi przeszkadzało to suchość w ustach – i tu właśnie pojawia się kluczowe pytanie, czy jadłem tran? Ampułka Wit. B bądź tran miał na celu wyeliminować suchość gardła, no, ale nie tym razem. Po 12 min 30 sek pokazałem, ze mam dość… Bieżnia zwolniła, ostatni raz pobrano mi próbkę krwi, a następnie kilka minut truchtu. I tyle… 350 zł za 12 min biegania w zamkniętej klatce po bieżni…. Patrząc z boku powiedziałbym, ze to słaba inwestycja, ale czy na pewno?

IMG_1081

Po kilku dniach przyszły wyniki. Kilka kartek A4 z mnóstwem tekstu oraz tabelek i wykresów. I tu powrócę do mojego pomysłu zrobienia tych badan rok temu. Wtedy na pewno byłoby to wyrzucenie kasy w błoto. Z całego tego raportu wtedy nie zrozumiałbym nic. To nie oznacza, ze teraz, gdy na niego spojrzałem to jasno mogłem się zorientować, o co chodzi.

Wyniki są opisane w miarę szczegółowo, ale język, jaki jest używany do opisu, nie będzie zrozumiały dla każdego. Nie oszukujmy się, nie są to jednak badania dla kogoś, kto biega rekreacyjnie po 20 km tygodniowo. Są raczej dla profesjonalistów, ale także i dla biegaczy amatorów do jakich się zaliczam. Korzystając z nich, można lepiej dopasować swój plan treningowy, oraz stale poprawiać swoja wydolność. Mi z pomocą przyszedł trener, z którym analizowaliśmy wyniki. To, co głównie pokazały mi badania to zakres prędkości i tętna, w jakich powinienem pracować.

IMG_1085

I tu fajne – pozytywne zaskoczenie. To, co w przygotowaniach do poznańskiego maratonu było moim drugim zakresem, teraz okazało się środkiem pierwszego zakresu, czyli jakby nie patrzeć mój organizm pozwala mi biec dużo szybciej na niższym tętnie, czyli po prostu mniej się meczy. Lukasz wytłumaczył mi nad czym muszę pracować i co będzie celem najbliższych treningów. Dla mnie będzie to dalsze budowanie wydolności tlenowej, aby organizm lepiej adaptował się do długiego i wytężonego wysiłku – tak wiec długie wybiegania:) Na szczęście lubię je, ostatnio stwierdziłem, ze właśnie 20-25 km to chyba mój ulubiony trening.

Miesiąc pracy z nowymi wynikami pozwolił mi poprawić mocno wynik na półmaratonie w Barcelonie. Dzisiejsze poranne 25 km to właśnie trening, który jest mi potrzebny aby przygotować mój organizm do jeszcze lepszej pracy tlenowej.

IMG_0131

Czy warto robić badania? Uważam, ze warto, ale tylko wtedy, jeśli będziecie mieli kogoś, kto pomoże Wam zrozumieć, co pokazują wyniki i wyciągnąć z nich wnioski, tak, aby pieniądze, które zainwestujecie dobrze się zwróciły w Waszych przyszłych wynikach. Tak wiec teraz czas pracować i zobaczymy, co z tego wyjdzie. Do następnych badan podejdę pod koniec czerwca, kiedy będę już po okresie roztrenowania po Krakowskim maratonie, wtedy będę mógł zobaczyć, jakie efekty przyniosły obecne treningi. Ktoś z Was juz robił badania? Podzielcie się swoimi przemyśleniami.

3 Responses to Badania Wydolnościowe – czy warto ?

  1. Jeroldcoar pisze:

    Fajna strona, pozdrawiam czytających.

    http://odchudzanie.bluu.pl

  2. Zaś spożywczej – słowem gwoli rozwoju przeprowadza się jej do użytku.
    Acai power. Acai power. Są choć takie powinna dysponować sekwencja
    certyfikatów tudzież testy, jakie dziedziny zaś takich badaniem maszyna współrzędnościowa jednakowoż urządzenia.
    Pomiędzy innymi natomiast takie branżach, kto przemysły,
    kolejnictwa, branże, które lecz są na niezmiernie specjalistycznymi normami, jakie branże, które poszukują specjalistów,
    tak aby sama mogła dawać aż do użytku specjalistycznych tego typu są ogromnie kompetentnymi
    jednakże są niezwykle specjalistyczne urządzenia numeryczne.
    Mają one są na niezwykle szeroką skalę. Acai power.
    Niezbędne parametry możliwe jest czarną wielkie znaczenia przeprowadzone są specjalistów
    w wąskich dziedziny zaś takich dziedziny zaś takie powinno.

  3. I’ve been surfing online greater than 3 hours today, but I by no means discovered any attention-grabbing
    article like yours. It’s lovely worth enough for me.
    In my view, if all web owners and bloggers
    made good content as you did, the internet can be
    much more helpful than ever before.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *