Braci się nie traci

Published on: 31 sierpnia 2016

Filled Under: Lifestyle, Motywacja, Triathlon

Views: 2186

Dziś nie o zawodach, ani nie o tym jak przygotować się do swojego pierwszego startu. Słowa nie będzie o pomysłach na to gdzie polecieć na weekend pobiegać. Będzie za to historyjka podobna do tych znanych z telewizyjnych produkcji. Weźmy na przykład któryś z rozrywkowych formatów. Kojarzycie – ludzie mają talent i chcą się tym pochwalić całej Polsce … jedni robią to całkiem nieźle, inni powiedzmy, że trochę gorzej. Sprytne oko reżysera wyłapie te najlepsze momenty, a do niektórych dołączy tkliwą historię z nastrojową muzyczką, co by widz się bardziej zainteresował …

Dziś będzie taka historia ot co … Zakładając bloga niecałe trzy lata temu chyba nie spodziewałem się, że sprawy się tak rozwiną. Internety – mnóstwo znajomości, gdzie ludzie widzą się tylko w szklanym ekranie. Tysiące jak nie miliony kliknięć – wszystko w wirtualnym świecie. Ktoś pisze, inny czyta – a za tym wszystkim jednak stoi człowiek … a nawet dużo człowieków.

Blog to właśnie ludzie i co najfajniejsze w tym wszystkim jest nie tylko Ci wirtualni. Kliki pod postami, wiadomości aż w końcu spotkania w realu – przejście do zupełnie nowej rzeczywistości. Wspólne bieganie, wyjazdy, wyjścia na jedzenie – powstają nowe znajomości, a także i przyjaźnie …

ar3

… i tak też było w październiku dwa lata temu, kiedy przyjechałem do Poznania na maraton. Sam nie biegłem, ale zorganizowałem pasta party dla fanów RunEata i uczestników Wyzwania Runners World. Część osób znałem, niektóre widziałem po raz pierwszy na oczy. Siedział sobie jakiś koleś popijając piwko – przedstawił się Arek. Nie znam człowieka, ale myślę sobie – odważny – pije browara, a tu zaraz maraton ma biec i jeszcze kozaczy coś o jakimś niezłym czasie. Spytałem później treneiro kto to był, na co odpowiedział, że to Artur … no kurna – to ten koleś pił piwo, a nie ja i słyszałem jak wyraźnie powiedział, że ma na imię Arek … I bądź tu teraz mądry … *

ar5

… podczas samego maratonu, kiedy kibicowałem na 30 kilometrze wyznaniowcom przebiegł sobie Artur (vel. Arek) i coś tam zagadywał, a ja tylko go opieprzyłem, żeby biegł nie gadał i tak zobaczyliśmy się na mecie …

Dziś ten sam człowiek, jest dla mnie jak brat. Na pytanie jak się zaprzyjaźniliście żaden z nas nie jest w stanie odpowiedzieć. Arek pewnie coś komentował więcej na blogu, któryś z nas zaczął pisać i tak z wirtualnej niespełna dwuletniej blogowej znajomości, powstała przyjaźń, a ja mam wrażenie, że znamy się od małego. Wspólne treningi, wyjazdy na obozy czy starty. Kiedy przyjeżdżam do Chodzieży czuje się jak u siebie w domu :)

ar4

Czemu o tym piszę? Bo ten człowiek ma dziś urodziny i nie wyobrażam sobie, żeby nie wspomnieć o tym na blogu. Ta przyjaźń to jedna z najcenniejszych rzeczy, jaka mi się przytrafiła dzięki blogowaniu. Trenuj dalej, wskakuj na pudła w generalce i obyś zawsze był na pierwszej kartce wyników. Oby udawało się zawsze znaleźć trochę czasu na wspólne wyjazdy – nie tylko te na zawody. No i wiem, że chciałbyś się ze mną kiedyś pościgać, ale w triathlonie na razie muszę uznać Twoją wyższość. Póki co postaram się zrobić Ci dodatkowy prezent urodzinowy i dam możliwość ogolenia głowy na łyso już w grudniu**

Sto lat Arek!

* to nawet dla mnie nadal zbyt skomplikowana historyjka

** mamy taki mały zakładzik motywujący – jeżeli rozmienię 3:10 w Maladze, Arczi pozbywa się włosów. W drugą stronę działa to tak samo. Wynik powyżej 3:10 oznacza moje golenie głowy.

 

Previous post:
Next Post:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *