Kiedy czujesz, że stajesz się dużym triathlonowym chłopcem …

Published on: 17 lipca 2018

Filled Under: Triathlon

Views: 3953

Tags: ,

Rok temu siedziałem w samolocie do Nowego Jorku, kiedy pisałem relację ze startu w Bydgoszczy. Niewiele się zmieniło i w tym roku. Jestem jakieś dziesięć tysięcy metrów nad ziemią, patrzę na moje ulubione chmurki i myślę sobie, że SKY IS NOT THE LIMIT. Wracam pamięcią do tegorocznego startu w Bydgoszczy, który był inny niż wszystkie do tej pory …

Między debiutem w 1/2 IM a czwartym już moim startem w Bydzi nie minęły nawet trzy tygodnie. To był dość ciekawy czas – mam wrażenie, że głównie jadłem, nie trenując przy tym za wiele. Pierwszy tydzień spędziliśmy podróżując po dzikim Kazachstanie, próbując wszystkiego co kraj miał nam do zaoferowania. Śniadanie, które często wyglądało jak obiad, później obiad, i na kolację dla odmiany jeszcze raz obiad – wszystko w myśl zasady najpierw masa, później rzeźba, ale czy nie od tego jest roztrenowania? No dobra – przegięliśmy pewnie odrobinę, kiedy ostatniego dnia dosłownie wytoczyliśmy się z restauracji i z czystej przyzwoitości wybraliśmy się na spacer, zamiast jechać uberem … taki był przynajmniej zawód bo po niecałym kilometrze wsiedliśmy już w autobus… To jedzenie było pyszne, a ja kocham jeść, szczególnie lokalnie, więc sam siebie rozgrzeszam :)

Po powrocie do Polski nie wiele się zmieniło – jadłem za dwóch a przy tym nadal nie wiele trenowałem. Na basenie byłem dwa razy zastanawiając się jaki jest sens przebierania się, żeby w wodzie być jakieś 25 minut. Przebiegłem może ze dwa razy po kilka kilometrów i raz wsiadłem na godzinną przejażdżkę z Boratem po bułki do sklepu. To było chyba moje największe roztrenowanie jakie miałem kiedykolwiek i dobrze mi z tym było. Głowa odpoczęła, ciało odpoczęło a ja nabierałem ochoty do powrotu do treningów.

I tak przyszedł tydzień ze startem w Bydgoszczy. Powoli wprowadzałem się w okres przygotowujący mnie do startu w RPA, który początkowo miał być turystyczną triathlonową wycieczką, a z każdym dniem nabiera co raz większej ochoty na dobry wynik. Start w Bydgoszczy miał mi powiedzieć jak wygląda moja forma na początku przygotowań i ile z tego co do tej pory wypracowałem zostawiłem podczas ostatnich trzech tygodni słodkiego nic nie robienia …

Od początku zastanawiało mnie jedno. Mam już za sobą start na 1/2 IM – ta ćwiartka wydaje się jakaś taka krótka – w końcu wszystkiego jest dwa razy mniej. Czy to oznacza, że przepadłem już dla dłuższych dystansów? Wiedziałem jednak, że to zupełnie inna intensywność wysiłku, a do każdego startu trzeba podejść z pokorą.

IMG_2241

Uwielbiam Bydgoszcz – od kiedy tu startuje i jestem członkiem Bydgoszcz Triathlon Team nawiązałem sporo przyjaźni. Moja wizyta nad Brdą nie mogła zacząć się inaczej, jak od kolacji razem z ulubioną zupą tajską. Jak do tego dodać sushi to można śmiało powiedzieć, że to jak przedstartowy carbo loading :) 

Przyszedł dzień startu – bez żadnej spiny, z uśmiechem wyczekiwałem momentu, kiedy wskoczymy do Brdy. Z jednej strony miał być to trening,  z drugiej chciałem powalczyć. W końcu jesteś tak dobry, jak Twój ostatni start.

Razem z Bartasem wskoczyliśmy do wody jako jedni z pierwszych. Podobnie jak w Astanie pływanie w rzece, jednak Brda charakteryzuje się dużo silniejszym prądem niż kazachski Ishim. Czułem, że cwaniak na początku płynie mi w nogach, ale zaraz po drugiej boi wyszedł na prowadzenie i zostawił mnie samego na walkę z prądem i wodorostami. Płynąłem mocno, a często miałem wrażenie, że ledwo co się przesuwam do przodu. Nie wybrałem najmądrzej – zdecydowałem się płynąć po najkrótszej trasie, przy samych bojach kierunkowych – to jednak skutkowało najmocniejszym prądem. Im ciężej na treningu tym później łatwiej! Kiedy dopłynąłem do nawrotowej bojki spojrzałem na zegarek – równo 10 minut. No ładnie – czas masakra, wiedziałem jednak, że powrót będzie zdecydowanie szybszy. Prąd co zabiera to później oddaje. Nadal płynąłem daleko od brzegu przy bojach, Wydłużyłem krok, a jednocześnie pamiętałem o pociągnięci do końca. Tu dopiero było fajne i szybkie pływanie! Kiedy wpłynąłem do zatoczki w której wychodziliśmy z wody zatrzymałem zegarek z czasem 15:39 … WOW !!! Poprawiłem swój wynik z Sierakowa o 40 sekund – przy tym nie byłem zajechany, a jednocześnie okazało się, że z formy pływackiej i mojego nie pływania nic nie straciłem. To dało mi potężnego kopa na kolejny etap zawodów.

36682166_673180903014868_9009953226425892864_o

Zmianę jak zawsze zrobiłem ekspresowo. Podbiegłem do pierwszego wolontariusza, migusiem zdjąłem piankę i juz biegłem do hali Łuczniczka, żeby zamienić worek z pianką Zone 3 Vanquish na Borata. Wydaje mi się, że strefy z systemem workowym, bądź takie, gdzie pianki zdejmujemy w innym miejscu, niż bezpośrednio przy rowerze są dużo szybsze – wtedy jedyną rzeczą jaką trzeba zrobić przy stojaku to założyć kask i wybiec …

Tak też zrobiłem i zaraz znalazłem się na trasie kolarskiej. W tym roku zmieniona – usunięty został podjazd, który mocno dawał się we znaki. Przed nami dwukrotnie do pokonania pętla – 11.2 km w jedną stronę i powrót. W pierwszą stronę czuć było, że sprzyja nam wiatr. Podmuch w plecy na pewno pomagał, kiedy wspinaliśmy się lekko pod górkę. Tu średnie oscylowały w okolicy 36-37 km/h. Chciałem pojechać rower jak najmocniej potrafię, nie zważając na to co będzie działo się na biegu. Miałem założenia dotyczące watów, ale jak zwykle założenia jedno, a ja drugie. Nie wiem czy mój pomiar mocy nie działa, czy o co come on, ale nie potrafię jechać na tych wysokich podczas zawodów. Przy tym jednocześnie osiągam akceptowalne prędkości jak na niskie przy tym waty. Nawrotka i jeb w twarz. Mimo tego, że z górki to czuć było że wiatr nas hamuje. Do tego wszystkiego lekkie wkurzenie – pętla była wydłużona o blisko kilometr. Wiem, że każdy ma takie same warunki, jednak większość z nas patrzy na cyferki na mecie, a te przy dłuższym dystansie zwyczajnie są większe. No nic – feedback chłopakom po zawodach przekazałem :)

ENE185_2011_2018

Druga pętla przebiegała podobnie. Po raz pierwszy czułem pieczenie w nogach i muszę przyznać, że to było fajne uczucie. Koniec końców z roweru zszedłem poniżej 1:20 co dało mi z polara średnią 34.9 km/h – to mój najlepszy wynik na 1/4 IM. Dobre pływanie, dobry rower – pytanie jakie się rodziło – jak to przełoży się później na bieg, ale jak już wspominałem – nie miało to znaczenia…

Założenie od treneiro na bieg to tempo w okolicy 4:15 min/km. Oczywiście zaproponowałem szybciej … co to ja nie fafarafa, że chciałbym spróbować pobiec nawet w okolicy 4 min/km. To takie tempo, które satysfakcjonowało by mnie już na tym etapie przy triathlonowych ćwiartkach.

Pierwszy kilometr zachowawczo – 4:20, żeby później móc się rozkręcać. Bieg to najfajniejsza część tych zawodów – wszędzie kibice, trasa prowadząca po obu brzegach Brdy przez samo centrum miasta. Wspaniali wolontariusze, którzy niesamowicie dopingowali. Piszę to co roku, ale czuje się tu jak w domu, gdzie dosłownie co kilkaset metrów ktoś krzyczy DAWAJ RUNEAT !!!

IMG_3065

Od drugiego kilometra chciałem przyśpieszyć, ale nie szło – biegłem gdzieś w okolicy 4:15 i był to nazwijmy swobodny bieg. Nie było zmęczenia – oddechowo zupełnie bez problemu, ale brakowało szybkości w nogach. Nic dziwnego – 3 tygodnie bez trenowania szybkość zabrało, ale co cieszy wydolność została, a tempo 4:15 min/km to całkiem zacne jak na ćwiarteczkę więc nie narzekam, bo tu też poprawiłem swój wynik sprzed dwóch lat kiedy startowałem na 1/4 (rok temu robiłem 1/8). I tak sobie śmigałem dwa kółeczka wokół Brdy. Jeszcze na pierwszej pętli zgubiłem żel, ale na szczęście kontakt z Renatą i już za 1.5 km czekał na mnie żel w strefie żywieniowej.

Na metę wbiegłem tak jak chciałem z uśmiechem – z uniesionymi rękoma – bez zajeżdżania się – tak jak chciałem – żeby to była zabawa! To co siedziało w głowie mi to pytanie, czemu tak krótko … Przekonałem się o tym, że długie dystanse to jest coś co mnie rajcuje. Dorosłem! Jestem już dużym chłopcem … jeszcze nie triathlonowym mężczyzną. Już nie mogę się doczekać startu w RPA, a w głowie powoli chodzi pomysł na pełnego Iron Mana. Czas stać się TRI mężczyzną. Chciałbym to zrobić w 2020 roku – dać sobie przyszły rok na kilka połówek i stać się człowiekiem z żelaza za półtora roku. Pytanie tylko gdzie …

One Response to Kiedy czujesz, że stajesz się dużym triathlonowym chłopcem …

  1. MamutPro pisze:

    Kibicuję Ci od początku! I będę kibicować dalej! Przez wszystkie Twoje marzenia i plany. Jesteś mym źródłem inspiracji!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *