Mistrzostwa Świata 70.3 IM RPA – część 1

Published on: 13 września 2018

Filled Under: Bez kategorii, Triathlon

Views: 2449

Tags: , , ,

W tym roku wszystko dzieję się tak szybko, że czasami zastanawiam się jak ja za tym wszystkim nadążam. Moim głównym celem na ten rok był debiut na połówce. Start w Kazakhstanie był takim jakim sobie wymarzyłem – wtedy wszystko zagrało – nic nie mogłem sobie zarzucić. Przekraczając metę swojej pierwszej połówki czułem się mega szczęśliwy. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że za kilka godzin poziom mojego szczęścia eksploduje … bo czy można sobie wymarzyć lepszy debiut na 70.3 jak ten z kwalifikacją na Mistrzostwa Świata?

Euforia, ekscytacja, podniecenie – milion pozytywnych uczuć, które towarzyszyły mi w ostatnim czasie. Jednocześnie myśli, czy zdążę się przygotować? Nie było dużo czasu – raptem dwa i pół miesiąca – w tym krótkie road trip po Kazakhstanie, wyjazd na Mistrzostwa USA i do tego jeszcze kilka służbowych podróży. Czy to, że raz ukończyłeś dany dystans, znaczy, że jesteś gotowy zrobić to ponownie? Odpowiednie przygotowanie to przede wszystkim pozwolenie organizmowi zregenerować się, a następnie zbudowanie optymalnej formy. Nie było czasu na dłuższe zastanawianie – trzeba było działać…

Start w Cleveland mocno mnie zmęczył – zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Pływanie w falach tak mnie sponiewierało, że nie miałem siły wsiadać na rower. W głowie zaczęły się kłębić myśli, jak tu było hardcorowo w jeziorze, to co dopiero będzie na oceanie? Tydzień odpoczywałem, a tu do RPA tylko 3 tygodnie. Przez cały kolejny tydzień męczyłem bieganie. Aż tu nagle forma powoli zaczęła rosnąć. Nigdy wcześniej nie pływałem tak szybko i na takim luzie. Na rowerze zaczynałem kręcić coraz mocniejsze waty. Ostatnie treningi tempowe wchodziły idealnie. Czułem luz pod nogą … Powoli schodziło ze mnie wszystko co musiałem załatwić przed wyjazdem, a uwierzcie nie było tego mało. Kiedy przyjechał Bartas i wsiedliśmy w bagażową taksówkę z rowerami na lotnisko poczułem luz … ten najważniejszy – w głowie!

Do RPA lecieliśmy sporą grupą. Większość z nas ze slotem z Astany, ale przygarneliśmy też kilka zbłąkanych owieczek do siebie. Mega ekscytacja – lecimy na imprezę, która jest marzeniem dla wielu. Była naszym marzeniem, a my właśnie jedziemy je spełniać !!!

IMG_7110

Jeszcze przed wylotem Kasia napisała do mnie, że generalnie rowery nie dolatują. Operacja 6000 rowerów w kilka dni chyba przerosła logistykę afrykańskich lotnisk. Generalnie było jedne wielkie burdelo bum bum. My mieliśmy szczęście, bo na 6 lecących razem osób nie doleciał z nami tylko jeden. W naszym apartamencie byliśmy koło 22 – ciemnica jak nigdy … zaczęliśmy powoli skręcać rowery, żeby nagle stwierdzić, że chcemy podnieść sobie odrobinę adrenalinę. Postanowiliśmy pójść do knajpki, gdzie byli znajomi – niby tylko 300 metrów, ale na sprint byliśmy gotowi w każdym momencie, a Bartas co chwila pytał, czy zawracamy. I tak wylądowaliśmy na pizzy i winie co by mieć siłę na rozjazd na rowerze kolejnego dna (który jeszcze w nocy składaliśmy …).

IMG_7056

70.3 World Championships to nie jest impreza jednodniowa. Ba – nawet nie dwudniowa, kiedy kobiety ścigają się w sobotę, a mężczyźni w niedzielę. Tu wszystko zaczyna się dziać na kilka dni wcześniej. Codziennie rozstawiana była krótka 800 metrowa pętla pływacka, w miejscu gdzie później pływaliśmy na zawodach. Do tego eskortowany objazd trasy kolarskiej. Kiedy w czwartek przyszliśmy do sklepu Ironmana rozmiarówka też była już solidnie przebrana. W ogóle ten sklep to żyła złota – zaryzykuje stwierdzenie, że czerwona Mka z kropką zarabia większe pieniądze na nas zostawiających tam krocie, niż na samych wpisowych. A jeśli mowa o pieniądzach, to często pojawiały się stwierdzenia, że ludzie slotów nie brali bo to drogi wyjazd. Śpieszę ze sprostowaniem. Sam lot to największy koszt, choć gdy ktoś odpowiednio wcześnie wziął slota, to spokojnie mógł kupić go dużo taniej. Na miejscu jest mega tanio. Myślę, że przyszłoroczne mistrzostwa w Nicei pożrą dużo większe pieniądze, patrząc jakie ceny w EUR płaci się na co dzień za jedzenie, czy spanie. Tak długo jak nie wchodziłeś do sklepu z pamiątkami z zawodów, tak można było spać spokojnie nie myśląc o karcie kredytowej.

E0626C70-E185-4A8A-83C0-4AD4C92D6CD1

Przed zawodami generalnie na nic nie było czasu – odbiór pakietów (za pomocą odcisku palca!!!), parada narodów, na której można było poczuć się jak na igrzyskach. Jedna kolacja, bankiet i tak mijały dni. W sobotę kibicowaliśmy jeszcze kobitkom. Tu Gorlo rozpoczynając bieg krzyknęła tylko: NASTAW SIĘ NA WALKĘ !!!

No to czas powalczyć … !!!

Pogoda przez noc zmieniła się o sto osiemdziesiąt stopni. U dziewczyn świeciło słońce, u nas od rana lekka mżawka, która im bliżej zawodów tym bardziej przeradzała się w coraz mocniejszy deszcz. Start mojej fali (trzeciej) zaplanowany był na 8:02. Było chłodno, choć warunki w wodzie jeśli chodzi o temperaturę były dla nas bardziej sprzyjające .. 19 stopni to nie tak źle (dzień wcześniej 15 …). Starałem się trochę rozgrzać truchtając. Pobiegłem ze strefy na start PRO – nogi luźne, mimo mocno zbitych dwa dni wcześniej łydek… Tak jest jak się z Bartasem ścigasz na przebieżkach :)

Byłem pozytywnie zaskoczony tym, że przygotowano dla nas rolling start, co powoli zaczyna być już standardem. Spodziewałem się, że na mistrzostwach będzie wspólny start dla każdej z AG (tak miałem w USA). Zakładanie pianki to dla mnie chyba najbardziej stresujący moment każdych zawodów. Moja ZONE 3 Vanquish jest tak cieniutka, że zawsze boje się, że ją porwę. Poszło nawet sprawnie. Kilka mocnych ruchów rąk i jak zwykle przeskakiwałem przez ogrodzenie, żeby zdążyć przed kolejną falą, która już była gotowa do wejścia do strefy startowej. Powoli przesuwałem się do przodu wykorzystując każdą wolną lukę w tłumie ludzi. Moja kategoria M35-39 to najliczniejsza i jedna z mocniejszych grup wiekowych. Speaker zapowiadał, że jest nas ponad 500 osób. Udało mi się stanąć gdzieś w 5-6 rzędzie.

297_m-100838990-DIGITAL_HIGHRES-2249_078162-20327148

Kiedy zakładałem czepek, ten wystrzelił gdzieś w górę. Na szczęście ktoś go złapał i mi podał. Kolejni zawodnicy wchodzili do wody – 10 osób co 15 sekund. Czekałem na swój gwizdek. Czułem ekscytację, a jednocześnie byłem skoncentorwany nad czekającym mnie zadaniem. Był tylko jeden mały problem – chciało mi się siku – standard … ale tak jak teraz to nie było jeszcze nigdy.

BOOM – ruszyliśmy – wystrzeliłem jak dziki – mieliśmy do przebiegnięcia dobrych kilkanaście metrów – do wody wbiegłem jako pierwszy. Wysoko nogi i biec po wodzie ile się da. Po treningu spodziewałem się, że tylko pierwsza fala będzie do pokonania, a później powinno być już luźniej. JEB – przeskoczyłem pierwszą i jeszcze kilka kroków. Rzuciłem się do wody – pierwszy sukces – okulary na głowie i nie przeciekają. Nagle znów JEB – jeszcze jedna fala. Pierwsze ruchy mocne – staram się łapać nogi. Pamiętam o tym, żeby jak najczęściej wystawiać głowę do nawigacji, bo przy falach łatwo będzie o zniesienie – szczególnie, że na treningu znosiło na lewo.

Wystawiam głowę, szukając czerwonej bojki i co ja paczam. Wszyscy płyną gdzieś ze 3 metry ode mnie na prawo. No jak bardzo bym chciał z nimi płynąć to nie płynęli oni po optymalnej trasie. Nagle czuje, że ktoś mnie smyra po nogach. Raz, drugi – no dobra – to ja mam robić za prowadzącego. Płynie mi się luźno – lekko zwiększona kadencja, ale trzymam długie wyleżenie i mocne pociągnięcie. Dopływam do pierwszej nawrotowej boi – 800 metrów za mną. Spoglądam na zegarek (może tracę na tym jedną dwie sekundy, ale lubię wiedzieć na czym stoję, a raczej na czym płynę). 13 minut 50 sekund – jest dobrze!!! To jakieś 1:45 min/100. Przede mną 300 metrów do kolejnej bojki.

Pęcherz coraz mocniej ciśnie. Myślę o tym, żeby spróbować się wysikać płynąc. Przez to rozluźniam trochę ręce i kiedy jest już blisko, to ktoś mnie szturcha, ktoś inny smyra po stopach. Znów muszę wrócić do mocnego ruchu rękoma. I tak kilka razy. Kolejna boja – 1100 metrów za mną. Nie wspomniałem jeszcze o tym, że przy każdej bojce byli nurkowie – mega !!! Myślę sobie – fajnie, gdyby byli takim wodnym punktem żywieniowym, bo chętnie wypłukałbym sobie usta słodką wodą …  Cały czas trzymam tempo… i tu zaczyna się zabawa…

Wystawiam głowę szukając czarnej bramy wyjścia. Mam wrażenie, że ona jest oddalona od miejsca w którym jestem, nie o 800 metrów, a gdzieś o 2 kilometry jak nie więcej. Fale zaczyna się czuć co raz mocniej – często mam wrażenie, że sznurek od rozpinania pianki zaplątałem o nawrotową bojkę, która trzyma mnie, żebym za bardzo nie poruszał się do przodu. Starając się wysikać nadal płynę na tyle mocno na ile mogę. Mijam jedną, drugą boję. Powoli zaczynam widzieć dno. Płynę co raz mocniej używając nóg tak długo, aż poczuję pod piasek pod palcami rąk. Wstaje – zatrzymuje zegarek – 35:20. Szału nie ma. Kiedyś bym takie pływanie brał w ciemno, teraz wiem, że stać mnie na więcej. Chciałbym pływać gdzieś w okolicy 33 minut. Patrząc jednak z perspektywy czasu sprzed 3 tygodni to popłynąłem zajebiście – wtedy w tym samym czasie pokonałem 400 metrów mniej.

305_m-100838990-DIGITAL_HIGHRES-2249_095008-20327156

Szybko wybiegam z wody – nie czuje zmęczenia, co jak to mawia Kuba, mój pływacki treneiro jest najważniejsze. Dobiegam do „zdejmowaczy pianek” Początkowo myślałem, nie będę korzystać z czegoś, czego nie robiłem wcześniej, ale jak widzę jak szybko i sprawnie to robią, bez zastanawiania kładę się na macie. Jeden ziomek łapie mnie za nogi, drugi za rękę. Nie mija sekunda, a pianka jest ze mnie zdjęta, koleś pociąga mnie za rękę do szybkiego wstania. W powietrzu łapię piankę i śmigam po worek. Po raz pierwszy postanawiam założyć skarpetki – jest dość chłodno i obawiam się, zmarzniętych nóg po rowerze. Wolontariusze zabierają worki a ja biegnę już po Borata. Ten zaparkowany jak PRO. Każdy z nas miał swój własny stojak. Dobiegam do belki, wskakuje na Borata i razem pokonujemy pierwszy ostry podjazd, żeby zaraz wspólnie zmierzyć się z 90 kilometrami roweru … Razem przeżyć przygodę po afrykańskich drogach w deszczu. Jesteśmy gotowi na walkę …

A o niej już jutro …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *