Nic co ludzkie nie jest mi obce

Published on: 22 sierpnia 2016

Filled Under: Lifestyle, Na Talerzu

Views: 5835

„Jak można jeść te śmieci?”, „Ohyda! Trucizna się nie spali, tylko zatruje. Do tego ten syf jest niesmaczny, nieetyczny i nie powinieneś, będąc wzorem sportowca, reklamować tego gówna” … To tylko dwa z kilkudziesięciu komentarzy po tym, jak w piątek wrzuciłem zdjęcie z restauracji ze złotymi łukami…

Niesamowite jest to, jak łatwo jest mówić, że to i owo jest okropne, chemiczne i tak można by wymieniać epitety, które stereotypowo chodzą na temat – w tym przypadku fast foodowych restauracji. Nie chce żeby ktokolwiek zrozumiał mnie źle … nie jestem za odżywianiem się w tego typu miejscach, ale czy na pewno, jak raz na jakiś czas zjemy coś innego to od razu nasz organizm ucierpi?

Niech pierwszy rzuci kamień ten kto jest bez winy … pamiętacie pyszne babcine serniczki (nie wiem jak smakuje sernik bo ich nie jem). Albo przypomnijcie sobie wigilijne kolacje. Pierogi, kapusta, ryba … trochę tego znajduje się na talerzu co nie? I co wtedy można jeść bez karnie, bo to wyjątkowy dzień i zdarza się raz do roku? A ta seria kilku piwek? To już nie jest trucizna?

No jeśli w wigilię można to uznaję, że czasem mogę zjeść w przydrożnej restauracji szybkiej obsługi, kiedy przy autostradzie innym wyborem jest hot dog ze stacji benzynowej. Czytałem też, że już lepszy był by kebab, czy pizza … Cóż … de gustibus non est disputandum … o gustach się nie dyskutuje, ale szczerze to wolę zjeść sieciowego hamburgera, w restauracji, która trzyma na świecie standardy, niż kebsona z budy, w której nie mam, żadnej pewności o pochodzeniu składników.

14045638_1794387170775550_2390917397962004298_n

Na stole przede mną leżało kilka kanapek, tortilla, herbata, kubek z napojem i małe frytki. To chyba oczywiste, że takiej ilości bym nie zjadł sam – i tu nie ma znaczenia, czy to jedzenie w knajpie, czy w domu. Po prostu po takiej ilości jakiegokolwiek jedzenia zwyczajnie pewnie bym zwymiotował.

Jeść trzeba … każdy dietetyk wam to powie, że lepiej zjeść coś nie do końca odpowiadającego waszym codziennym nawykom, niż nie jeść nic … zazwyczaj w podróż zabieram ze sobą jakieś pudełko, ale są sytuacje, kiedy można sobie radzić i bez nich … i UWAGA … zjedzenie w fast foodzie nie musi od razu oznaczać jedzenia ŚMIECI. Zamówienie tortilli z grillowanym kurczakiem bez sosów pozwala mi zjeść zbilansowany posiłek, który nie jest żadną bombą kaloryczną. 30 gram białka, 12 tłuszczu (w wersji z sosami, więc zakładam, że bez około 4-6ciu)  i 45 gram węglowodanów – to dla osoby prowadzącej aktywny tryb życia całkiem sensowny posiłek. Dla porównania wrócę do wspomnianego serniczka … (14 g białka / 15 g tłuszczu / 29 g węglowodanów). To jak – naprawdę jedząc w złotych łukach zjadłem śmieci? Jak widać olimpijczycy, też czasem pozwalają sobie na chwilę rozpusty …

Screen Shot 2016-08-22 at 08.14.09

Ktoś napisał, że po kupieniu 2 kanapek sumienie go gryzło … Jeżeli na co dzień prowadzisz zdrowy tryb życia, wiesz co jesz, to nikomu nic się nie stanie jeżeli zje coś innego … nikt nikogo do niczego nie zmusza, ale błagam nie myślmy stereotypowo … nikt nikogo do niczego nie zmusza, ale jeśli masz na coś ochotę to to po prostu zjedz …

Kończąc … wolę by RunEat był miejscem, na którym pokaże, że też zdarza mi się zjeść w macu, zje parówkę na śniadanie czy tabliczkę czekolady, niż pokazywać tylko to co „dobrze wygląda” … Pamiętajmy, że wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, a nic co ludzkie nie jest nam obce …

zdjęcie tytułowe - https://userscontent2.emaze.com
Previous post:
Next Post:

3 Responses to Nic co ludzkie nie jest mi obce

  1. Magda pisze:

    Run eat zgadzam się, choć sama też w MaCu nie jadam to pracuje w firmie która jest jednym z dostawców McDonald’s na świecie i wierz mi, że standardy są baaaardzo wysokie, każdy składnik przechodzi przez drobne sito zanim zostanie zatwierdzony. Może i chemia trochę ale przynajmniej masz pewność, że się nie strujesz. Co jak co ale sprawdzają najdrobniejsze szczegóły.

  2. md pisze:

    A ja myślę że przykre jest to, jak ludzie lubią się przyczepić. Potem trzeba tłumaczyć coś, co w ogóle nie powinno być warte wyjaśnień. Nie wiem. Może nie jestem takim „fachowcem żywieniowym” jak niektórzy, ale złote łuki mnie nie rażą. Rzadko tam jestem, ale jak już się zdarzy, nie czuję, że powinnam się ukrzyżować z tego powodu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *