Tak hartuje się człowiek z żelaza!

Published on: 6 lipca 2017

Filled Under: Motywacja, Triathlon

Views: 3788

Tags: , , ,

„Cho na kawę” padł komentarz pod zdjęciem, które wrzuciłem rok tem na insta idąc pierwszy dzień do nowej pracy. „Wiedziałam, że zmieniasz pracę, ale to, że będziemy razem pracować? – tego się nie spodziewałam” po chwili dodała Karolina. Okazało się, że w nowej pracy nie tylko moją pasją jest triathlon. Często przy porannej wizycie w kuchni rozmawiamy o naszych treningach. Karo podobnie jak ja uwielbia trenować o wschodzie słońca. Zarażamy naszą triathlonową pasją w pracy! Zaraz przed Enea 5i50 Warsaw opowiedzieliśmy do naszej pracowniczej gazetki o tym czym jest dla nas triathlon i jak łączymy to z codziennymi obowiązkami zarówno służbowymi jak i osobistymi. Magda, która prowadziła z nami rozmowę miała gotowe pytania, choć tak naprawdę to nie łatwo było nas utrzymać w ich konwencji bo buzia nam się nie zamykała …

Triathlon, łączący pływanie, biegi i jazdę na rowerze, to sport zdobywający coraz większą popularność. Jego fanów nie odstraszają wymagające treningi po kilkanaście godzin w tygodniu, miesiące przygotowań do zawodów i mordercze dystanse bez względu na pogodę. Pod triathlon podporządkowuje się wszystko, a odpuszczanie is not an option. Co jest takiego wyjątkowego w tym sporcie i dlaczego warto go uprawiać? O opinię spytałam Karolinę Wojdecką (PR & Communication Manager) i Łukasza Remisiewicza (Inventory Manager) tuż po powrocie z zawodów w Sierakowie i przed startem w 5150 Warsaw.

Zacznijmy od tego, czym jest triathlon?

Zgodnie razem: Triathlon to sport dla tych, którzy nie rozumieją, że jedna dyscyplina sportu jest wystarczająco ciężka J

Karolina: Klasyk (śmiech). Triathlon to połączenie pływania, jazdy na rowerze i biegania. Pływanie pojawia się jako pierwsze ze względu na możliwości adaptacyjne człowieka. Wejście do zbyt zimnej wody po rowerze i bieganiu, gdy jesteś rozgrzany, byłoby zbyt dużym szokiem dla organizmu. A nie zawsze startujesz na Hawajach (śmiech). Są Ironmany w Szwecji, w Bałtyku i w innych chłodniejszych rejonach świata.

Łukasz: Do tego dochodzi przejście z poziomu w pion. W pływaniu triathloniści oszczędzają nogi i pracują rękoma. To, że ktoś jest super pływakiem na basenie, wcale nie oznacza, że będzie super pływać w triathlonie. Jednak większość triathlonistów prawdopodobnie najpierw zajmowała się bieganiem i w pewnym momencie zaczęło im czegoś brakować. A triathlon to wyzwanie.

Karolina: Tak było ze mną. Bieganie mi się znudziło i zastanawiałam się, czy pójść w biegi górskie, czy w triathlon. Trafiłam na swojej drodze na wyjątkowo fajnych, pełnych pasji ludzi i się wkręciłam.

Łukasz: Moja najmocniejsza strona to bieganie. Teraz za nim tęsknię, bo praktycznie go już nie trenuję. Cały czas mam formę biegową i wystarczy, że zrobię 1-2 treningi, by ją podbić na zawody.

Karolina: Ja wyszłam od poziomu kompletnie amatorskiego i na takim czuję się cały czas. W bieganiu nigdy nie byłam na takim poziomie jak Łukasz. Pływanie kraulem było dla mnie kompletnie czarną magią – w dwa lata nauczyłam się go praktycznie od podstaw… Tak samo z rowerem – jeździłam na nim raczej rekreacyjnie – z zakupem „szosy” przyszły dystanse i prędkości.

Łukasz: Bo gdy ktoś wsiada na „szosę”, to uczy się jazdy od podstaw. Nogi masz przymocowane na stałe do roweru (śmiech)

Karolina: Do tego cienka oponka, łatwo ją przebić, prędkość 30 km/h przychodzi nad wyraz szybko, a wiatr nagle staje się największym wrogiem ;)

Magda: Czyli każdej dyscypliny, która wchodzi w skład triathlonu, człowiek się uczy praktycznie od nowa?

Łukasz: Tak, a potem zaczyna się cała zabawa związana ze zmianą tych dyscyplin. Musisz wyjść z wody i wejść na rower, a potem zejść z tego roweru i biec. Twoje nogi są rozgrzane i zaczynasz biec szybko… za szybko, nie w swoim tempie, bo wydaje Ci się, że biegniesz bardzo wolno.

Magda: Czyli w triathlonie liczy się nie tylko kondycja, ale też psychika…

Karolina: Myślę, że psychika jest na pierwszym miejscu. Bo możesz być słabsza kondycyjnie, jak ja względem Łukasza, i biec wolniej. Ale to, że podejmuję się równie długich dystansów i nie zrezygnuję w ich połowie, jest tylko i wyłącznie kwestią głowy.

Łukasz: Podczas maratonu ludzie mają za cel złamać 4 godziny. W triathlonie wyznaczanie sobie granicy czasowej jest bezsensowne. Zakładasz pewien dystans, a potem się okazuje, że nie wiesz do końca, jaka będzie trasa. Przykładowo: w pływaniu bojkę może zdmuchnąć wiatr i nadrobisz z 500 metrów.

Karolina: Jest bardzo dużo zmiennych, które nie wynikają tylko i wyłącznie z ukształtowania terenu. „Pralka” w wodzie sprawi, że dostaniesz w zęby. Ktoś może po Tobie brutalnie przepłynąć lub wciągnąć Cię pod wodę. Na rowerze może pokonać Cię wiatr. Jest dużo elementów, które nie pomagają w tym, by być superszybkim. To jest też kwestia opanowania nerwów.

IMG_4274

Łukasz: Ja 2 lata się powstrzymywałem, by nie przepłynąć po kimś. Ale w tym roku to zrobiłem, bo nie byłem w stanie płynąć – ktoś mnie zatrzymywał.

Karolina: Ja też. Czasami nie masz po prostu wyboru.

Magda: Skoro już wywołaliście ten temat… Jakieś kontuzje?

Łukasz: Ja podchodzę do triathlonu zdroworozsądkowo i współpracuję z trenerem. W bieganiu bardzo dużo ludzi robi sobie zawody co tydzień, a ja mam ustalone 3 starty w sezonie. Nie przeciążam organizmu i przykładam dużą wagę do rozciągania i pracy z fizjoterapeutą.

Karolina: Triathlon to bardzo eksploatujący sport. To kondensacja 3 dyscyplin, więc podstawą jest regeneracja. Z drugiej strony dzięki temu połączeniu organizm rozwija się równomiernie, a ciało fajnie kształtuje. Pływanie rozluźnia mięśnie, które katujesz na rowerze czy bieganiu. Poza 3 dyscyplinami, ważne jest jeszcze wzmacnianie siłowe czy rozciąganie. Poza przeziębieniami wynikającymi z przetrenowania czy osłabienia organizmu, nie miałam żadnych większych kontuzji przez ostatnie 2 lata odkąd startuję w zawodach.

Magda: Wyobrażam sobie, że do tego dochodzi jeszcze praca nad psychiką, by się nie poddawać.

Karolina: Gdy masz zaliczyć rower lub basen o 5.30, to musisz wstać o 4 rano. To coś wewnętrznego – albo to masz, albo tego nie masz. To właśnie czyni z Ciebie triathlonistę.

Łukasz: Gdy jesteś na zawodach i myślisz sobie, że zejdziesz z trasy, to za chwilę pojawia się myśl: „Pół roku wstawałem o 5 rano. To po co mam schodzić?!”

Karolina: Nie sztuką jest stanąć na linii startu i wystartować, niezależnie od dystansu. Sztuką jest dobrze przygotować się do sezonu i od listopada czy grudnia codziennie lub 6 razy w tygodniu poświęcać swój czas, po części pewnie zdrowie i życie towarzyskie po to, by nie mieć kontuzji, za to mieć spokój ducha i pełne opanowanie, wchodząc na start.

Łukasz: Ważne żeby nie zejść z trasy. Ja raz chciałem – podczas biegania. Ale pamiętam słowa mojego dobrego kolegi triathlonisty. Powiedział, że jak raz zejdziesz z trasy, to otwierasz furtkę, która zawsze już będzie otwarta. Jak raz zejdziesz, to za każdym razem potem poddajesz się.

Karolina: Wiesz, że nie możesz się poddać. To przeczy idei Ironman, od której wziął się triathlon. Każdy, kto pokonuje kolejne dystanse, chce być coraz lepszy i zostać człowiekiem ze stali. Nie ma odpuszczania, pomijając sytuacje kryzysowe, kiedy odetnie Cię i nie jesteś w stanie funkcjonować z odwodnienia czy przegrzania. Dla mnie zawsze największym wyzwaniem było pływanie z racji obawy o bezpieczeństwo, temperaturę wody i 1000 osób dookoła. Różnorodność sportów jednak bardzo pomaga. W momencie, gdy wychodzisz z wody, jesteś podekscytowana, że to już za Tobą. Szczęśliwa wsiadasz na rower i marzysz, by go skończyć. Po czym kolejnym etapem jest bieganie i myślisz sobie: „ufff, zostało tylko to”. Dla mnie najgorsza walka psychiczna rozgrywa się podczas biegania, gdy jestem już na pełnym zmęczeniu. I tak naprawdę tylko warunki atmosferyczno-geograficzne, jak ostatnio w Sierakowie upał i trasa pod górkę, powodują, że włącza Ci się myślenie typu „Nie dam rady… Zejdę… Nie zejdę! Dobiegnę!”. Zagryzasz zęby i jedziesz dalej, bo dalej będzie tylko łatwiej.

Łukasz: Dla mnie najważniejsza jest pierwsza zmiana. Pamiętam, jak pierwszy raz to widziałem na żywo. Dla mnie to jest metafizyczne. Wychodzisz z wody, rozpinasz piankę, biegniesz i za 3 sekundy jesteś już na rowerze. Zakładasz rękoma kask, a jednocześnie nogami zdejmujesz piankę. Najlepszy jestem w zmianach – robię to szybko, mam wtedy totalnie wyłączony mózg.

Karolina: Pamiętam mój pierwszy triathlon. To było dla mnie przerażające i niemal zapisałam sobie na kartce, co mam zrobić po kolei, by nie być zdyskwalifikowaną. Później to się robi z automatu.

Magda: Jak często powinny odbywać się treningi i jak łączycie je z pracą?

Karolina: Widziałaś dziś rano (śmiech). Przyszłam do pracy i pierwsze pytanie: „Karolina, wszystko w porządku?” Taaaak, byłam na basenie (śmiech). Jak często? Myślę, że to bardzo indywidualne. Gdy zaczynałam, miałam mniej treningów, ale były bardzo wyczerpujące, bo organizm się uczył. Każda wizyta na basenie była stresem i dużym wyzwaniem. Pokonywanie większych dystansów na rowerze było przełamywaniem barier. Do tego treningi o innych porach niż zwykłam robić, bo muszę je pogodzić z milionem innych rzeczy w tygodniu. Teraz mam to w małym palcu. Trenuję 6 razy w tygodniu, a pomaga mi trener i klub. Podstawą jest ułożenie dobrego harmonogramu.

FD7B9D42-ED15-4916-A4CB-CF4569D45E7F

Łukasz: Jednego dnia robisz dwie rzeczy czy nie?

Karolina: To się zmienia. Im bliżej zawodów, tym zwiększam objętość. Teraz trenuję 5 razy w tygodniu, ale mam zakładki – 2 treningi w ciągu dnia. W tygodniu mam średnio 10 godzin treningów.

Łukasz: Ja trenuję codziennie i mam prawie zawsze dwa treningi w ciągu dnia. W sumie 15 godzin tygodniowo, bez liczenia fizjoterapeuty i ćwiczeń wspomagających.

Karolina: Triathlon jest bardzo czasochłonny. Łukasz i ja jesteśmy na kompletnie innych poziomach, ale zarówno na amatorskim, jak i pro jest to niesamowita ilość czasu.

Łukasz: Zdecydowałem, że w przyszłym roku podwajam dystans. W perspektywie jest Ironman, czyli pełen dystans – 3,86 km pływanie, 180,2 km jazda na rowerze i 42,195 km (maraton) biegania. Nie mam pojęcia, jak mam znaleźć na to czas… By biegać, wyciągasz buty i już. Ale by pójść na rower, musisz ubrać się, napompować koła itd. Organizacja jest mega ważna.

Karolina: Też nie zawsze mieszkasz przy trasie, która od razu pozwala Ci rozwinąć skrzydła na rowerze. Tak samo z basenem, do którego musisz dojechać i ogarnąć się. Musisz być spakowana cały czas na 3 dyscypliny i wiedzieć, którego dnia co robisz.

Magda: Oboje wspomnieliście o trenerach. Czy to oznacza, że nie da się trenować triathlonu bez niego?

Karolina: Da się, ale bardzo łatwo można doprowadzić do przetrenowania lub kontuzji. Amator, najczęściej zaczyna bez trenera, i bardzo szybko narzuca sobie duże objętości. A dobre wyważenie jest podstawą w triathlonie. Nadmiar jednej z dyscyplin skutkuje gorszymi wynikami w pozostałych dwóch. Trzeba wiedzieć, kiedy i co odpuścić, a co nadrobić. Chęci to podstawa, ale trener pomaga ułożyć plan treningowy, jest pomocny przy regeneracji, żywieniu i fizjoterapii.

Łukasz: Ja jestem typowym zadaniowcem, maszyną do robienia. Nie myślę, czy mam dziś zrobić to, czy tamto. Patrzę w Excela. Trener za mnie myśli. Ja mu mówię co mi wyszło, a co nie i wtedy on adaptuje plan. Zajmujesz się trenowaniem, a nie zastanawianiem się.

Karolina: Ja trenuję w grupie. Mobilizuje mnie myślenie w stylu „Oni na mnie czekają, muszę wstać”. Ale pomoc trenera jest ważna, bo do pewnych rzeczy nie byłabym w stanie się sama zmobilizować.

Magda: Porozmawiajmy o Waszych osiągnięciach.

Karolina: To mój drugi sezon triathlonowy, mam za sobą sprinty i 1/4. Podchodzę teraz do dystansu olimpijskiego (1,5 km pływania, 45 km roweru, 10 km biegu) i nie nastawiam się na wyniki. Zakładanie jakichkolwiek czasów nie ma najmniejszego sensu w triathlonie, ale zauważyłam, że sport ten sporo weryfikuje. Mój czas na 10 km okazał się kompletnie a wykonalny w triathlonie. Za to 4 minuty różnicy w pływaniu pomiędzy zeszłym i tym rokiem było fenomenem. Największe zmiany odnotowuję w dyscyplinach, które zaczęłam kompletnie od zera. Udaje mi się wskoczyć na rower i wpiąć w buty, czego nie umiałam jeszcze 2 lata temu. Nie wyrżnęłam się na zakręcie lub nie wjechałam w rów tak jak Łukasz (śmiech). To są małe rzeczy, ale sam dystans jest nagrodą. Są osoby, które patrzą na wyniki i na każdą urwaną sekundę – to też jest super. Każdy ma swoje motywacje.

Łukasz: Trzeba patrzeć na siebie i porównywać siebie do siebie. Rok do roku jestem na zupełnie innym poziomie w każdej dyscyplinie. Na ostatnich zawodach poprawiłem wynik o 1 minutę, czyli o 1 sekundę na kilometrze. To może być śmieszne czy deprymujące, ale formę mam życiową. Trenuje mnie najlepszy chłopak w Polsce w triathlonie na moich dystansach. Więcej nas kosztuje przyjazd na zawody niż to, co on wygra. W Sierakowie nagrodą za 1. miejsce było bodaj 3000 zł. Od 4. do 10. miejsca otrzymujesz niekiedy słoik masła orzechowego. A pakiety startowe nie są tanie…

195FF056-1E5C-495A-AE20-F5F395BC83B8

Magda: Czy triathlon to drogi sport?

Karolina: Moim zdaniem tak. Można zacząć na prostym sprzęcie, ale jeśli zaczynasz w to wchodzić głębiej, warto mieć sprzęt przynajmniej ze średniej półki. Jeżdżenie na góralu, trekkingu czy na ostrym kole w triathlonie nie ma racji bytu, bo więcej się namęczysz niż to warte.

Łukasz: Jedyne, na co trzeba wydać pieniądze na początku, to buty do biegania. Możesz przecież przepłynąć bez pianki. Jak będziesz mieć dobre buty do biegania, to i na rowerze w nich pojedziesz.

Karolina: Ja pierwszy sezon nie miałam butów rowerowych – pojechałam w biegowych. Łukasz śmiał się, że jestem Grażyną triathlonu. Ale wtedy moja strefa zmian trwała 30 sekund (śmiech).

Magda: A kiedy zacząć uprawiać triathlon?

Karolina: Jak tylko ma się na to ochotę, bo chęci są najważniejsze. No może też i zdrowie, ale to tyczy się każdego sportu.

Łukasz: Chęci! Najlepiej zapisać się na jakiś krótki dystans – 1/8 IM (475 m pływania, 22.5 km roweru, 5.25 km biegu). Nie trzeba wtedy robić wielkich treningów, a każdy dystans jest do pokonania z tzw. marszu, choć lepiej jednak coś poćwiczyć ;) Wystarczy 2-3 razy w tygodniu na basenie, weekendowa przejażdżka na rowerze i 2-3 razy w tygodniu bieganie.

Magda: Można wywnioskować, że triathlon to sport mocno indywidualny. Nie porównujecie się do innych, tylko do siebie samych.

Łukasz: To jest chyba kwestia naszego podejścia.

Karolina: Zauważyłam, że wokół zawodów triathlonowych jest atmosfera święta. Jak ludzie kończą maraton, wręczane są im medale i idą od razu do domu. A tutaj masz ze sobą swoją drużynę, znajomych, rodzinę i wszyscy Cię dopingują na trasie, czekają na Ciebie na mecie. Uściskasz się ze współzawodnikami, z trenerem i z całą ekipą. Pójdziecie na piwo, pogadacie, usiądziecie wieczorem nad jeziorem i rano pewnie jeszcze popływacie czy zjecie razem śniadanie. To wszystko ma fajną, niezobowiązującą, towarzyską otoczkę.

Łukasz: To pewnie też kwestia klimatu wyjazdowego. Zastanawiam się, jak to będzie tutaj w Warszawie. W ten weekend pływamy w Zegrzu, jedziemy do Warszawy i biegamy po stolicy.

Magda: A w poniedziałek do pracy…

Karolina: A jak (śmiech).

Magda: Jak Wy dajecie radę? (śmiech)

Karolina: Normalnie.

Łukasz: Ja zazwyczaj pracuję wtedy z domu (śmiech).

Karolina: W piątek, korzystam z home office. Po porannych zakładkach mogę z nogami do góry pracować zdalnie ;)

Magda: Jakieś wyrzeczenia związane z triathlonem?

Łukasz: Wszystko. Jak zaczynasz poważnie traktować triathlon, to wszystko idzie pod triathlon. Mój dzień wygląda tak: wstaję, idę na trening, idę do pracy, idę na trening i idę spać. Godz. 21 „Na Wspólnej” i do widzenia (śmiech)

Karolina: Ja sobie postawiłam za cel nie trenować po południu. Większość treningów mam o poranku, a wynika to wyłącznie z życia rodzinnego. Pierwszy sezon, gdy zafiksowałam się na triathlon, musiałam się wszystkiego nauczyć – harmonogramu, funkcjonowania po nowemu. To było wymagające. Gdyby nie druga połówka, to bym tego nie ogarnęła. Zakupy do domu? Sprzątanie? Heeeej, przecież idę na 4 godz. roweru, nie mam kiedy. Prozaiczne rzeczy schodzą na drugi plan – tego się nauczyłam w zeszłym roku. Dlatego w tym roku większość treningów staram się mieć rano. Wstaję o 4, czasami w pracy przysypiam, ale dzięki temu mogę spokojnie wyjść na spacer po południu, zrobić coś w domu. Pogodzenie wszystkiego jest bardzo trudne. Nie mówiąc już o życiu towarzyskim. Często, gdy chciałabyś się spotkać ze znajomymi na grilla, musisz odwalić 6 godzin treningu w weekend.

IMG_2667

Magda: I nie ma litowania się nad sobą, bo to otwiera furtkę?

Łukasz: Ważne jest zdrowe podejście.

Karolina: Na pewno są osoby, które fiksują, ale my z Łukaszem mamy zdrowe podejście. Chyba ;)

Magda: Gdybyście mieli polecić komuś triathlon, to co byście mu powiedzieli? Dlaczego warto go uprawiać?

Karolina: Bo to sport rozwijający wielopłaszczyznowo – i ciało, i umysł. Trening nie jest nudny, bo na zmianę trenuje się pływanie, bieganie i jazdę na rowerze, a przygotowania można też dopasowywać do pory roku. Oprócz braku nudy i monotonii, zaletą jest wzmocnienie wszystkich partii mięśni i zwiększenie wydolności.

Łukasz: Triathlon to wyzwanie – musisz połączyć trzy dyscypliny po sobie. Można być dumnym ;)

Magda: Wasze największe marzenie triathlonowe?

Łukasz: Nie powiem jak każdy, że Hawaje i Ironman. Moim marzeniem jest kiedyś ukończyć zawody i powiedzieć, że wszystkie dyscypliny poszły mi tak, jak chciałem.

Karolina: Na chwilę obecną na pewno chciałabym zrobić ½ Ironman. Co dalej zobaczymy, bo apetyt rośnie w miarę jedzenia.

Magda: Kiedy Norseman*? ;)

Łukasz: Nigdy… nigdy nie mów nigdy ;)

Karolina: Hahaha! Z takich zabaw preferowałabym Diablaka** – Beskid Extreme Triathlon. Przynajmniej woda cieplejsza :)

* Triathlon w Norwegii na dystansie Ironman – wyskakuje się w nocy z promu, przepływa fiord, a potem wjeżdża i wbiega na szczyt góry 1880 m n.p.m.

**  Diablak – 3.8km pływania w Jeziorze Żywieckim, 180km i 3200m przewyższenia roweru, 44km biegu (1400m przewyższenia)

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *