Będzie, będzie zabawa, będzie się działo … :)

Published on: 20 stycznia 2015

Filled Under: #Run2Tri, W Biegu

Views: 2363

Tags: , , , ,

„Będzie, będzie zabawa, będzie się działo … :)” 

Tak wyglądał komentarz do maila, w którym znajdował się styczniowy plan treningowy. Jechałem wtedy do kina obejrzeć „Niezłomnego”. Na komórce otworzyć gigantyczny plik excelowy nie jest łatwo, ale coś tam przejrzałem i od razu zadzwoniłem do Łukasza mówiąc – co tak mało biegania? A w głowie sobie myślałem, że co ma się znowu dziać? Przecież nie jest tego tak dużo, i nie wygląda to na jakoś bardzo obciążające … no właśnie …indyk myślał o niedzieli, a w sobotę łeb mu ścieli …

I w tym momencie należy stwierdzić jedno – od myślenia jest trener, a zawodnik od trenowania :) Innymi słowy – Pan mówi, sługa robi :) Oczywiście praca z trenerem ma tylko wtedy sens kiedy oparta jest na wspólnym ustalaniu celów i tak dystansowania treningów do możliwości i chęci osoby, aby przynosiły one odpowiednie korzyści. Ale nie oszukujmy się – osoba z kilkunasto letnim doświadczeniem na pewno lepiej wie, co może Cie zmęczyć, niż ktoś kto początkuje dopiero w triathlonowych treningach i na razie jedynie patrząc na kartkę stwierdza – e tam lajcik :) 

Tym sposobem treningi wkroczyły na ten etap, gdzie czuć, że jednak trochę trzeba w to roboty włożyć :)

Poniedziałek – siła biegowa – 8km + 10 podbiegów 100m + 5 przebieżek + 2km 

Po niedzielnym 22km bieganiu, które mną troche sponiewierało, kiedy wyglądałem za okno i nadal widziałem wiatr, stwierdziłem, że czas zobaczyć jak to w końcu biega się na bieżni mechanicznej. Kiedyś próbowałem kilkukrotnie, ale było to zanim zacząłem trenować i potrafiłem na niej spędzić nawet godzinę, ale wtedy to był raczej szybki chód, aniżeli marsz.

Dobrze pamiętam też swój pierwszy raz na bieżni, kiedy z niej po 30 minutach zszedłem i nogi mi się po prostu rozjechały i wylądowałem na glebie :)

Tak więc po przeczytaniu Danielsa, który polecał co jakiś czas trenowanie na bieżni, oraz posta Kasi, w którym polecała robienie jakościowych treningów na bieżni, kiedy pogoda nie sprzyja postanowiłem spróbować. Tego dnia odbyłem jednocześnie swoje dwa treningi – pierwszy i ostatni. To po prostu nie jest dla mnie. Może potrzebowałem się przekonać jak to jest. Może musiałem zapomnieć o wietrze. Po prostu wiedziałem, że takie rozwiązanie pozwoli mi w głowie uporządkować myśli o bieganiu z wiatrem :)

image1

Pierwsze 8km mnie już wynudziło kompletnie. Nie dość, że lało się ze mnie jak cholera, to obserwowanie parkujących samochodów naprawdę nie należy do pasjonujących zajęć :) Triatloniści narzekają na trenażery w zimie, ale bieżnia to jest dopiero mordor … Na same podbiegi rozkręciłem już sobie dwie bieżnie – na jednej robiłem podbiegi i szybkie bieganie, po czym zgrabnie przeskakiwałem na bieżnie obok potruchtać trochę. Na szczęście ostatnie 2 km mineły dość szybko.

Wniosek – na bieżni pojawię się następny raz jedynie w przypadku aramegdonu na dworze, albo jako 10 min rozgrzewka przed jakąś wizytą na siłce.

Wtorek – 42 km roweru + 2.9km pływania

Nic nie wskazywało na to, żeby było jakoś bardzo męcząco – interwały rower rano poszedł nawet gładko, choć tu już było jedno ćwiczenie, którego do końca nie dałem zrobić. Tak jak na początku ustawiałem sobie za lajtowe obciążenie na trenażerze, to teraz przegiąłem w drugą stronę i w 8 min cyklach, musiałem jedne 2 min skrócić do 1.5, kiedy na twardym obciążeniu na stojąco miałem szybko pedałować. Cóż – wniosek na przyszłość, nie przeginać z obciążeniem :)

rower

Basen z kolei mną pozamiatał kompletnie. Najpierw kłopot ze znalezieniem pływalni, która o 17 będzie miała wolny tor … odwiedziłem trzy i wszystkie nie miały ani jednego wolnego toru do pływania rekreacyjnego. Na szczęście na jednej Pani się nade mną zlitowała i powiedziała, że ma jeden tor do nauki indywidualnej, ale nikogo nie ma więc mogę na nim popływać… nie spodziewała się chyba, że ktoś w wodzie może siedzieć ponad 90 minut, co razem z przebieraniem daje około 1h45 min. Chyba nikt jeszcze tam tyle nie siedział.

IMG_8066Na początek wydawało mi się, że skoro robiłem już kilka razy po 2.6km, to dołożenie trzech setek nie będzie problematyczne. Od początku było już ciężko – ręce mnie jakoś bolały po tym bieganiu na bieżni, i podświadomie liczyłem, że ktoś w końcu przyjdzie na tą naukę indywidualną i wyrzuci mnie z mojego prywatnego toru i będę miał wymówkę, żeby iść do domu. Stety, niestety dokończyłem trening zmordowany, ale dumny, że udało mi się przekroczyć barierę psychiczną. To pływanie w te i nazad, od ściany do ściany potrafi nieźle zjechać banie :)

Na koniec tylko powiem, że jak wszedłem do domu około 19, to wypiłem dosłownie kilka łyków Rzeźniczkowego piwa i poszedłem spać – po prostu padłem :) – takie to życie wieczorne triatlonisty :)

Środa – 13km – Zabawa Biegowa

Każdy trening biegowy, który wiąże się z szybszym bieganiem jest moim ulubionym :) Po prostu lubię zadania, niż trzepanie kilometrów. To był drugi w tym roku trening, gdzie trzeba było przykręcić trochę nóżką – od razu było szybciej niż tydzień wcześniej, tętno niższe – po prostu trening spełnia swoje zadanie :) Pojawiła się iskierka nadziei, na lepsze bieganie podczas nadchodzącej niedzielnej Chomiczówki :)

image2

Czwartek – 2.1 km pływania + 34km Roweru

Nie powiem z jaką radością szedłem na basen po tym jak zniszczył mnie dwa dni wcześniej :) Tym razem bez ćwiczeń technicznych, ale ze sporą ilością szybszego pływania, bo finalnym elementem treningu było 20 powtórzeń po 50 metrów na czas. Udało się w miarę trzymać równe czasy w okolicy 49-51 sekund, było kilka słabszych, ale winę zwalam na pływające żabką starsze panie po torze, który oznaczony był do pływania szybkiego sportowego :) Jako, że nie było to pływanie na tak zwanego trupa, to wniosek jest taki, że pływanie też się poprawia, i może w efekcie końcowym podczas tri uda się urwać trochę czasu już na początku :)

image3

Na wieczór bardzo lightowe kręcenie lowelkiem – zapomniałem włączyć filmu i kręciłem do mózgogniotu na TVNie – juz nawet nie pamiętam czy to był program Ukryta Prawda, Szkoła czy inny skretyniały program. Naprawdę dziwie się, że cos takiego jest puszczane na wizji … a jeszcze bardziej się dziwie, jak widzę słupki oglądalności tych programów :)

Piątek – Bieganie 8km + 5×100/100

Takie rozruszanie nóg przed biegiem :) Zacząłem wreszcie czuć, że dobrze mi się biegnie :) Jednak lekkie zluzowanie na rowerze zamiast ćwiczeń na siłę i od razu nózka lepiej podaje

Sobota – WOLNE

To był pierwszy wolny dzień od 48 dni … I nie powiem, żebym zamartwiał się faktem, że nie będę nic robił. Tego dnia po prostu mi było trzeba :) Plan był żeby dłużej pospać, ale dłużej u mnie to maksymalnie siódma. Generalnie jest tak, że jak się obudzę to już później nie ma spania. Ale za to jakie widoki z rana można zobaczyć zza okna :)

image4

Podniosłem się i na śniadanie pojechałem do Być Może, żeby dokończyć ustalenia w sprawie naszego wspólnego Bieganie na Śniadanie – na które zapraszam Was już w najbliższą niedzielę 25 stycznia o godzinie 9tej. Więcej przeczytacie w poście – Bieganie na Śniadanie :)

DSC_0157

Popołudnie spędzone w domu trenerskim razem z makaronem i świeżo wyciskanymi sokami, które przygotowałem na ta okazję :)

Niedziela – Bieg Chomiczówki 15km – chwila prawdy

Z jednej strony przed tym biegiem nie mam jakiejś wielkiej spiny bo nie jest on moim ważnym celem startowym. Z drugiej jest on idealnym pokazaniem obecnego stanu wytrenowania. Teraz kiedy w treningu biegowym nie było jeszcze, żadnych mocniejszych akcentów, a kilometraż mam na poziomie 60% tego co kiedyś biegałem zastanawiałem się czy jestem w stanie szybko biegać – nie to, że szybciej niż w ubiegłym roku, ale czy w ogóle jestem w stanie chociaż wejść na poziomy 4:30. Ostatnio szybciej biegałem na maratonie w listopadzie.

dsc_2137

Założenie na bieg było urwać dwie minuty z ubiegłego roku. Oznaczało to, że zaczynać mam po 4:20, na drugiej pętli przyspieszyć do 4:15 a trzecią albo utrzymać albo szybciej.

Pierwszy kilometr poszedł po 4:06 i jakoś za dobrze się biegło, ale postanowiłem starać się wyhamować, żeby nie przypłacić tego na końcówce… drugi dalej za szybko 4:16 … i tak zbliżając się do 5km usłyszałem tylko od Doroty – zwijaj asfalt a nie się uśmiechaj i cisnąłem dalej swoje. Miało być 21:40, a było 21:02 – za szybko, dużo za szybko. Ale o dziwo biegło się dobrze, wydolność spoko, a nawet bardzo spoko, mięśniowo też nic nie bolało. Postanowiłem więc dalej trzymać tempo lekko szybsze od założeń, ale tak żeby mieścić się pomiędzy 4:15 a 4:10. I znów kolejna piątka szybciej. Dorota znowu coś tam krzyczała, za zakrętem zobaczyłem Łukasza, który krzyczał, że nieźle cisnę, odpowiedziałem, ze już zaczyna być ciężej i w tym momencie trochę zwolniłem.

IMG_8969

 

Lekko czuć było zmęczenie w nogach i lekka kolka i co udawało mi się wejść w tempo to był jakiś zakręt, który powodował dość rwane tempo. Spadek nie był bardzo duży bo do około 4:21, ale zawsze to trochę w dół. Na szczęście na ostatnie 2 km udało się odrodzić i przyśpieszyć do tempa blisko 4:00 – ostatni km wyszedł po 3:53 – i tu dzięki Krasus za wydzieranie się i rozkaz do finishu. To naprawdę dodaje mocy. Generalnie to wszystkim bardzo dziękuje na trasie, bo często ktoś krzyczał do mnie :) Pomaga :))

image6Podsumowując bieg, zamiast 2 minut udało urwać się prawie 4, tak więc na początek sezonu prognoza dobra. Teraz czas dołożyć trochę treningów tempowych i powalczyć już niedługo o lepsze wyniki w połówce (Frankfurt – 8 marzec), dyszce (Poznań, 14 marzec) oraz maratonie (Wiedeń – 12 kwiecień). W bieganiu, gdzie staramy się poprawiać wyniki też można mieć fun, o czym będzie w tym tygodniu w kolejnym poście na blogu.

Trochę tego wyszło, ale to był dobry tydzień treningowo startowy :) 54km biegu,  75km roweru i 5km pływania. A do tego dużo, naprawdę dużo  spania :) Mam nadzieję, że u Was też praca wre :)

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *