Breaking 3 – pyknie, czy nie pyknie?

Published on: 9 grudnia 2017

Filled Under: Motywacja, W Biegu

Views: 4083

Tags: , ,

Pyknie, czy nie pyknie? – oto jest pytanie, na które odpowiedź poznam już jutro. Decydując się na powrót do Malagi obrałem cel #breaking3. Postanowiłem zrobić wszystko na co mam wpływ żeby przygotować się do próby złamania trzech godzin w maratonie. Z jednej strony mnie to przerażało, z drugiej dało wielkiego motywującego kopa do przygotowań. Czy chłopak, który kiedyś w ogóle nie myślał o sporcie jest w stanie złamać trzy godziny w maratonie?

Podobno cele wypowiedziane na głos mają większą szansę na realizację –  bardziej nakręcają do działania. Nie miałem nigdy problemu z motywacją – nie musiałem się zmuszać do treningów – to właśnie z nich czerpię zawsze największą radość. Prowadząc bloga z pełną świadomością zdecydowałem się na to, że to co robię jest widoczne na zewnątrz. Tak było i w tym przypadku gdzie głośno powiedziałem, że spróbuję złamać (jeszcze) magiczne dla mnie 3 godziny w maratonie.

4 miesiące przygotowań, setki przebiegniętych kilometrów. Wstawanie, a często kończenie treningów przed wschodem słońca. Bieganie w deszczu, śnieżycy, a także przy silnym wietrze – nie szukałem wymówek – wiedziałem, że miałem wyznaczony cel i niezależnie od tego jakie były warunki realizowałem treningi. Pilnowałem tego co jem, pracowałem nad ćwiczeniami ogólnorozwojowymi – coś co zawsze u mnie kulało. Na pewno mogłem zrobić jeszcze więcej, jednak jestem zadowolony z tego co udało mi się zrealizować.

Im cięższy czekał mnie trening do wykonania tym bardziej zmotywowany byłem do działania. Wewnętrznie czułem niepokój, aby podczas mocnych zadań być jak najbardziej skupionym, żeby dobrze wykonać postawione przede mną przez Łukasza zadania. Kalach! Bardzo dziękuje, za solidne przygotowania. Wiem, że to co zrobiliśmy razem przez ostatnie 4 miesiące to kawał solidnej roboty – wiem, że jestem gotowy na ten bieg! Wiem, że jestem silny.

Mam już kilka maratonów za sobą i wiem co to jest za bieg. Maraton nie wybacza nie przygotowania, a z drugiej strony to tylko jeden dzień, do którego przygotowujemy się przez kilka miesięcy. Można nie trafić w dzień, w pogodę … Maraton to kilometry i godziny przygotowań. Sam bieg to tylko uwieńczenie ciężko wykonanej pracy – test dla organizmu i test dla głowy.

Mówiąc o złamaniu trzech godzin chcąc, nie chcąc zbudowałem swojego rodzaju oczekiwania wśród Was, że zamelduje się na mecie najpóźniej o 11:59:59. Można powiedzieć, że ciąży w tej chwili nade mną pewna presja…

Chciałem Wam bardzo podziękować za to, że przez ten cały czas jesteście ze mną. Za słowa wsparcia, za wiarę, a jednocześnie za te słowa, które pokazują, że wątpią w to czy #breaking3 zostanie osiągnięty. Dzięki, za to, że piszecie, że 3 godziny na pewno zostanie złamane – ja jednak do tego podchodzę z respektem. Wiem, że maraton to 99% przygotowań i 1% szczęścia w dniu biegu. Zrobiłem wszystko co trzeba, teraz potrzeba mi tylko, a może aż tego 1% …

Jutro dam z siebie wszystko – na trasie kiedy będę miał kryzys będę sobie przypominać to co zrobiłem podczas przygotowań, oraz to, że jesteście ze mną. To, że trzymacie kciuki, i to, że śledzicie … Postaram się Was nie zawieść, ale  jeżeli nie pyknie to świat się nie skończy. Nie chcę czuć presji. Będę walczyć … w końcu tam gdzie nie ma walki, tam nie ma siły …

Do zobaczenia na mecie …

PS. Zapraszam do typowania czasu, z jakim jutro przekroczę linię mety. Na najbliższy wynik czeka hiszpańska nagroda. Na Wasze typy czekam pod postem na facebooku – czas na ostatni komentarz – 10 grudnia 8:59. Nie będę czytać tych komentarzy do czasu, kiedy pojawię się na mecie :)

3 Responses to Breaking 3 – pyknie, czy nie pyknie?

  1. weronika pisze:

    Tylko powódź może cię zatrzymać ;)

  2. Tomek pisze:

    2:56:57

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *