California Road Trip – LAKE TAHOE

Published on: 4 sierpnia 2017

Filled Under: Podróże

Views: 1463

Tags: , , ,

Podróż życia? Ktoś mi powiedział ostatnio, że mówię tak za każdym razem, kiedy zdobywam nowe miejsce na ziemi. Cóż … tak właśnie jest, że z życia staram się czerpać ile się da, a na świecie jest tyle do zobaczenia, tyle dobrych rzeczy do zjedzenia, jeszcze więcej miejsc do pobiegania, że każde nowa podróż jest dla mnie tą życiową. Na tą chwilę, na ten moment – bo cieszę się tym co dzieje się w okół mnie w danej chwili. Każda podróż jest inna. Hawaje były piękne – tam widziałem najpiękniejszy zachód słońca w życiu (blisko 5000 m n.p.m). Lanzarote to niesamowite miejsce do jeżdżenia rowerem – wulkaniczny pył wokół ciągnącej w nieskończoność pofalowanej drogi na długo zostanie mi w pamięci. Road Trip po Kalifornii to zupełnie co innego. To dziesięć dni w samochodzie, blisko 2300 kilometrów po amerykańskich autostradach czy lokalnych drogach, żeby jednego dnia móc oglądać przepiękne jezioro na wysokości 2000 m n.p.m, a już drugiego oglądać wschód słońca w dzikim Yosemite National Park. To przechadzanie się uliczkami klimatycznego San Francisco na zmianę ze wspinaczką na szczyt Glacier. To przede wszystkim obcowanie z przyrodą, kulturą, a jednocześnie aktywne spędzanie czasu biegając, jeżdżąc na rowerze, czy pływając. Zapraszam na pierwszą część wyprawy po amerykańskich rozdrożach piekielnej Kalifornii. 

To już u mnie tradycja, że staram się łączyć ważniejsze starty, z aktywnym wypoczynkiem i podróżowaniem. Lecąc na drugi koniec świata, żeby pokonać olimpijski dystans pomyślałem, że fajnie by było polecieć jeszcze dalej i zobaczyć w końcu upragnione amerykańskie parki narodowe. Miałem ochotę na samotną podróż – road trip – tylko ja i rower, ale postanowiłem spytać znajomych czy może ktoś nie chciałby dołączyć. Plan był bardzo napięty, ale początkowo nikt się nie zgłaszał. Byłem już nastawiony na czas sam na sam ze sobą, kiedy napisała do mnie całkowicie nie spodziewanie, że załatwiła już urlop i żebym kupił jej bilet! Mamy już za sobą kilka wspólnych podróży i stanowimy idealny podróżniczy duet. Zosia rano śpi, ja w tym czasie trenuje, wracam z kawą ze Starbunia i podbijamy świat. O świcie po olimpijce w Nowym Jorku wsiadłem w samolot i po sześciu godzinach wylądowałem w chłodnym San Francisco, gdzie przy taśmie z bagażami czekał już na mnie Zosiex! Tak San Francisco wydało mi się chłodne – nawet zimne, kiedy po temperaturach w okolicy 30-35 stopni znalazłem się w wietrznej 20 strefie klimatycznej. Na całe szczęście od razu uciekamy z miasta. Już niecałe 30 kilometrów za metropolią było ciepło… ba nawet gorąco.

IMG_6390 2

IMG_6395 2

Nie mieliśmy żadnego konkretnego planu. Wiedzieliśmy co chcemy zobaczyć, gdzie się zatrzymać, ale wszystko było do modyfikacji. Mieliśmy zarezerwowane jedynie noclegi na pierwsze dwie noce przy samym Lake Tahoe, a dalej plan był taki, że nie było planu.

Dziś właśnie będzie o Lake Tahoe. Wspomniał mi o nim kiedyś mój przyjaciel Michał, który notabene jest sprawcą tego, że zacząłem biegać. To on kupił mi pierwsze buty do biegania kilka lat temu w Nowym Jorku. Wspomniał, że to najpiękniejsze miejsce na ziemi jakie wiedział. Kiedy o tym kiedyś rozmawialiśmy popatrzyłem, że odbywają się tam nawet biegi – jest ultra w okół jeziora, jest maraton, połówka, dyszka i nawet chyba piątka, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Musiałem to miejsce zobaczyć, tak więc to ono było naszym pierwszym celem.

IMG_6953 2

IMG_7146 2

IMG_6522 2

Cztery godziny drogi i znaleźliśmy się w malowniczej miejscowości Lake Tahoe South – niskie zabudowanie, widać, że to typowo turystyczny kurort, który działa cały rok. W lecie plażowicze, w zimie to stacja narciarska. Cały wystrój samego centrum przypomina trochę francuskie Val Thorens, z drewnianymi hotelami, sklepami z pamiątkami. Miasto znajduje się na granicy dwóch stanów – Kalifornii i Nevady. To oznacza jedno – kasyna … money, money, money … $ $ $. Zaraz za umowną granicą obok klimatycznych drewnianych domków, wielkie molochy – obrzydlistwo, ale amerykanie, szczególnie Ci starsi uwielbiają w ten sposób spędzać czas.

My zaraz po przyjeździe przebraliśmy się i pobiegliśmy w stronę plaży. Przepiękne widoki – jezioro, góry i powoli zachodzące słońce. Na szybko wróciliśmy żeby zdążyć jeszcze na cały zachód słońca na plaży … BEAUTIFUL !!!

IMG_6526 2

DSC03953

DSC05575

Jezioro jest przeogromne. 75 mil dookoła to jakieś 120 kilometrów … z jednego brzegu nie widać drugiego. Postanowiliśmy je objechać i spontanicznie zatrzymywać się gdzie dusza zapragnie. Schodziliśmy po urwisku, żeby dojść do samej plaży. Mieliśmy problem z powrotem na górę. Kilkanaście kilometrów dalej wjeżdżaliśmy jeszcze wyżej, aby odwiedzić miejscowość Squaw Valley w której w 1960 odbywały się igrzyska olimpijskie. Brało w nich wtedy udział 665 sportowców reprezentujących 30 krajów. Wszyscy spali w jednym malutkim hoteliku, który obecnie nie pomieściłby amerykańskiej reprezentacji. Polska jako jeden z 11 krajów zdobyła medale – jeden srebrny, jeden brązowy.

Na szczycie góry, na którą dostaliśmy się kolejką znajduje się basen. Można było zrobić trening na wysokości !!! :) Przepiękne okolice :)IMG_6812 2

IMG_6946 3

Kilkanaście kilometrów dalej przepiękna zatoczka z urokliwą wysepką. Kawałek dalej wodospady, i piękny widok drogi, po której dwóch stronach znajdują się dwa różne jeziora. Już wtedy wiedziałem, że to będzie mój cel rowerowej wyprawy następnego dnia.

IMG_7252 2
IMG_6990 2

IMG_6967 2

IMG_6810 2

IMG_6763 2

Początkowo chciałem objechać całe jezioro, ale czasowo mogło by zająć to za dużo czasu – przed nami kolejne miejsca do zobaczenia, więc musiałem obejść się smaczkiem i zrobić tylko 60 kilometrów. Krótko, ale intensywnie – górki i to na wysokości – było gdzie kręcić…

IMG_7162 2

IMG_7159 2

IMG_7139 2

IMG_7269 2

Po porannym rowerze wykorzystaliśmy jeszcze okolice i postanowiliśmy chwilę poplażować … (HA!!! RunEat był na plaży … nie żebym leżał, ale plaża zaliczona !!!) I nikt mi już nie powie, że ze mną to tylko zwiedzanie, a zero plażowania !!! Po odpoczynku udaliśmy się w dalszą podróż – kierunek Yosemite, ale o tym to już następnym razem !

Nocleg – Base Camp Tahoe South – https://basecamphotels.com – 130 USD/noc
Jedzenie – Base Camp Pizza Co. – http://basecamppizzaco.com 

2 Responses to California Road Trip – LAKE TAHOE

  1. Dominika pisze:

    Wybieram się właśnie na 3 dni nad Lake Tahoe. Nocleg mamy w South Lake Tahoe, polecasz jakieś sprawdzone trasy biegowe w tej okolicy? :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *