Frankfurt półmaraton – Happy, but not satisfied

Published on: 10 marca 2015

Filled Under: W Biegu

Views: 3023

Tags: , , , ,

Ostatnio coraz częściej zaczynam dostrzegać powiązania jakie występują między rzeczami które robię biznesowo w pracy, a tym w jaki sposób trenuję. Pracując w korporacji od dobrych już 8 lat (za kilka dni mam pracową rocznicę) muszę się przyznać do tego, że jestem typowym zadaniowcem i osobą zorientowaną na wynik. Na co dzień w pracy jest to bardzo pomocne, bo otwarcie stawiam sobie pewne cele, gdzie zarówno ja, jak i moi współpracownicy wiedzą do czego dążę i jakie są moje oczekiwania wobec pracy, która ma mnie przybliżyć do osiągnięcia wyznaczonego celu.

Cele

Podobnie jest z bieganiem. Cele wyznaczamy sobie w różnych momentach. Jedni wyznaczają sobie cel na początku okresu treningowego… (dość często słyszę – na jaki czas trenujesz teraz?). Ja do tego raczej podchodzę nie w kontekście celu, a raczej jakiegoś kierunku. Nie sposób mówić o konkretnym czasie półmaratonu, czy wiosennego maratonu, na początku treningów w styczniu. Po drodze może się zadziać tyle rzeczy, że wyznaczanie konkretnego czasu po prostu nie ma wtedy racji bytu. Oczywiście, gdzieś na początku okresu treningowego w głowie pojawia się myśl – ale fajnie było by połamać 3:20 w maratonie, ale doświadczenie pozwala mi do tego nabrać trochę dystansu i o konkretnych mierzalnych celach wypowiadać się dopiero bliżej samego startu.

IMG_4876 copy

Z celami jest też tak, że muszą one być wyznaczone w sensowny sposób. Posiadając do ostatnie niedzieli życiówkę w półmaratonie 1:34:18 mógłbym wyznaczyć sobie cel rozmienić 1:34, ale czy jest to cel ambitny? Urwanie 18 sekund to raczej nie jest szczyt marzeń (na moim poziomie biegania). Z drugiej strony celem mogło by być 1:25, ale czy ten z kolei cel był by osiągalny? Cel powinien być wyznaczony w taki sposób, abyśmy byli w stanie go osiągnąć, ale nie po najmniejszej linii oporu. Powinien wymagać ciągłego doskonalenia samego siebie, aby móc z satysfakcją powiedzieć po zrealizowaniu, że zrobiliśmy dobrą robotę, i jesteśmy szybszymi (nie mylić z lepszymi) biegaczami.

Cel na Frankfurt

Kiedy dążysz do jakiegoś celu, często osiągasz go małymi kroczkami. Te kroczki cieszą w danej chwili – i dzięki nim dostajemy siły napędowej do dalszego działania. Ale do pełni satysfakcji, często potrzeba jeszcze trochę czasu, żeby móc powiedzieć – tak to jest to – osiągnąłem to do czego dążę.

Ostatnie kilka miesięcy treningów pokazywały mi, że mogę biegać co raz szybciej – forma rosła i gdzieś w głowie zapalała się lampka, że zbliżenie się do magicznych 90 minut jest realne. Wieczorna wymiana zdań z Treneiro w sobotę przed startem wyznaczała cel na tą połówkę w granicy 1:31:30 – 1:32:10. W tłumaczeniu na tempo oznaczało – zacząć po 4:20-4:22 i po 15km przyśpieszać.

IMG_4890 copy

Bieg 

Pierwsze dziesięć kilometrów biegło się całkiem na luzie, pierwszy lekko za szybko, ale tak jest zazwyczaj z pierwszym kilometrem :) Na 10km, byłem o 1 sekundę szybciej jak założenia więc praktycznie jak w szwajcarskim zegarku. W okolicach dziesiątego kilometra był malutki podbieg, a raczej wybieg z bulwaru na ulicę położoną kilka metrów wyżej i wybił mnie on starsznie z rytmu. Tempo spadło około 8 sekund na km, i mimo, że nie było jakiegoś większego zmęczenia strasznie ciężko było mi wrócić do zakładanego tempa. Bieg zaczął być strasznie rwany, raz szybciej raz wolniej i koniec końców powoli traciłem. Następnie pojawił sie 15 km i podbieg (jedyny na trasie, który mógł dać w kość). Podbieg ciągnął się przez dobre 600 metrów i jak dla mnie był porównywalny z warszawską Agrykolą. Może nie był on aż tak bardzo nachylony, ale jego długość powodowała, że poczułem go w nogach i tu straciłem do zakładanego tempa nie 10 a 18 sekund, i wiedziałem, że będzie już ciężko to odrobić. Po osiągnięciu szczytu potrzebowałem jeszcze trochę czasu na ogarnięcie i siebie i głowy i postanowiłem już powoli atakować i przyśpieszać – w końcu zostało mi jakieś 26 minut biegu i już teraz powinno być z górki. Tempo powoli zaczynało przypominać to z założeń. A jak o nich mowa – to plan był, że od 20km daje z siebię już wszystko.

IMG_4916 copy

To był chyba najdłuższy kilometr, jaki biegłem kiedykolwiek :) Masło maślane, w końcu kilometr ma zawsze 1000 metrów, ale ten dłużył się niemiłosiernie. Dodam tylko, że będąc na 19km jesteś już pod stadionem, a tu jeszcze czekało nas obiegnięcie całego stadionu przez 2.1km. To właśnie ten ostatni kilometr był już w większości na terenie stadionu i w głowie już czujesz, że jesteś na mecie, a tu jeszcze trzeba tyrać :) Ostatnie 1100 metrów udało się pobiec w tempie poniżej 4 min/km co pokazuje, że gdzieś tam w środku była moc na szybsze bieganie wcześniej. Na mecie pojawiłem się z czasem 1:32:33.

Happy but not satisfied 

I tu przejdę do sedna. W ostatnim wpisie, mówiłem, że byłbym hipokrytą mówiąc, że nie biegnę z nastawieniem na wynik. Z celami w bieganiu jest o tyle łatwo, że są cyferkami i można łatwo skwantyfikować. czy cel został osiągnięty, czy nie. Tym razem celu nie udało się osiągnąć, aczkolwiek stanowi on nową życiówkę. Masochistą nie jestem i nie będę mówić, że się nie cieszę, bo nowy wynik cieszy, ale jestem też świadomy tego, że można było to zrobić trochę szybciej. Wiem gdzie są błędy, które łatwo jest wyeliminować, i dzięki temu liczę na to, że na kolejnym biegu uda mi się osiągnąć zakładany cel. Tak więc podsumowując wynik – Szczęśliwy, ale nie usatysfakcjonowany (do końca)

IMG_5078 copy

Niemiecki ordnung

Sam bieg muszę przyznać, że był dość dziwny pod względem organizacyjnym – może dlatego pakiet kosztował tylko 15 euro? (w sumie to taniej niż w polsce za polówkę). Na dzień przed startem, na błoniach stadionu nie działo się nic – nie było biura zawodów – nie było expo – nie było nic. Strona internetowa biegu wyłącznie po niemiecku, żadnego potwierdzenia na mailu o zapisie – no nic – zupełnie nic. Od koleżanki dowiedziałem się, że pakiety będą dopiero wydawane w dniu startu o 8 … no normalnie szok :) A tu do wydania numery na 5500 luda … wyobrażacie to sobie u nas? Na bieg niepodległości numery są wydawane na miesiąc przed (11000 biegaczy), a kolejki na  Solcu zawsze na godzinę stania :)

IMG_4860

Start odbywał się falami – o 10 elita (czyli wszyscy Ci, którzy zadeklarowali czas w okolicy 1:15 – oczywiście tego nikt nie sprawdzał :) 2 minuty później pierwsza fala – czas poniżej 1:35. Pierwszy raz startowałem połówkę z pierwszej linii – to mi się podobało :P

IMG_5101-2

Trasa sensownie oznakowana – co kilometr sprayem na podłodze i znaczniki z odpowiednią wysokością, łatwo zauważalne (tu przypominam sobie Amsterdam, gdzie znaczniki były na wysokości 20cm nad zieminią – chyba geniusz to wymyślał :))

Picie – dramat. Pierwsza stacja z piciem na 10km. Na szczęście Monika stała między 6 a 7 kilometrze i podała mi butelkę z wodą – to były jedyne dwa łyki, jakie się napiłem przez całą trasę … Na kolejnych punktach 10 – 15 i 17 km do łapy dostałem kubek z gazowanym izotonikiem, którego zapach jak poczułem i lekko umoczyłem usta to od razu wyplułem. Tak już mam, że pije wodę na trasie, więc tu jak dla mnie minus dla orgów, choć wiem, że była też herbata i woda – mogliby to tylko jakoś lepiej oznaczyć, żeby każdy mógł złapać to na co ma ochotę. Swoją drogą złapałem się na tym, że po bieganiu w Hiszpanii w 2014 roku za każdym razem jak łapałem ten izotoniczny kubek to mówilem do wolontariuszy Gracias :)

IMG_5207

Meta – no właśnie … przybiegam na metę, chwilę po mnie Bartek – robimy sobie zdjęcie z flagą i zastanawiam się gdzie jest medal :) A no nie ma … Nie to, żebym biegał dla medali, ale zawsze to fajna pamiątka, szczególnie jak jest to bieg z życiówką. Było przynajmniej piwo bezalkoholowe – rozlewane w kubki, ale udało mi się zabrać buteleczkę (bo ładna), a nawet dwie dla mnie i Treneiro – taki mój prywatny medal z tego biegu :P

IMG_4906 copy

Ogólnie bieg przypomina trochę nasze lokalne biegi, choć muszę przyznać, że ten w Wiązownej tydzień temu był lepiej zorganizowany :)

Nowy Jork i Bydgoszcz

Sam Frankfurt w dużym skrócie dupy nie urywa. Przechadzając się trochę po mieście w piątek i po biegu w niedzielę odniosłem wrażenie, że jest takim połączeniem Nowego Jorku i Bydgoszczy. W jednej części miasta dużo szklanych wieżowców (nie mylić z drapaczami chmur), a zaraz obok starówka, która przypomina Bydgoszcz :) Miasto jako takie mnie nie porwało, aczkolwiek takie właśnie na przyjechanie pobieganie i zjedzenie czegoś idealne – pytanie tylko czy lokalna kiełbasa to coś na co fajnie zjeść w Niemczech a nie w Polsce.

IMG_4834 copy

Na pewno warto wybrać się na szczyt budynku Main Tower. Na dachu tego budynku znajduje się taras widokowy, z którego można obserwować całe miasto, a przy odrobinie szczęścia i dobrej widoczności w oddali można dostrzec Alpy. Od małego uwielbiałem wjeżdżać na takie tarasy widokowe – zazwyczaj robiłem to dwa razy – raz za dnia, drugi po zmroku. Tym razem obserwowałem z góry zachód słońca – coś przecudownego – polecam :)

Z góry rzuciła mi się w oczy także starówka, która kojarzyłem ze zdjęć, z przeprowadzonego wcześniej małego internetowego researchu. Nie wiem czemu kojarzyła mi się z Bydgoszczą, może poprzez te kratki na budynkach, ale jak dotarłem na starówkę to właśnie miałem takie odczucie jakby podczas 15 minutowego spaceru przenieść się z tętniącego życiem, amerykańskiego wielkiego jabłka to naszej starej dobrej Bydzi :) (notabene właśnie siedzę w pociągu do Bydgoszczy :))

Szybki Weekend

Półmaraton jest o tyle fajnym biegiem, że bez problemu można go połączyć z weekendowym wyjazdem do miasta w którym nas jeszcze nie było. Wystarczy wziąć jeden dzień urlopu – wyjechać w piątek wcześnie rano – połazić trochę po mieście, w sobotę rozkoszować się jakimś fajnym parkiem i włoską restauracją, w niedzielę pobiec w zawodach a na koniec zjeść jakąś dobry po biegowy obiad i na wieczór wrócić do domu :) Szczerze polecam – nawet Frankfurt :) Tani bieg (choć bez medalu :P), trasa sprzyjająca (poza podbiegiem) a do tego ładne widoczki z wieży :) To czego mi brakuje to jakiejś dobrej kuchni – niemiecka to nie jest to co uwielbiam, ale jest całkiem sporo innych restauracji w których miło można spędzić czas.

IMG_4955 copy

Jak wiecie, siedzieć na tyłku za dużo nie umiem, więc na pewno będę na dniach szukał jakiegoś nowego miejsca na wyjazd i bieganie, więc na pewno dam znać gdzie :) No chyba, że ktoś ma ochotę dołączyć za 5 tygodniu do nas w Wiedniu (ja będę biegł maraton, ale jednocześnie odbywa się połówka i sztafety, więc zapraszam :))

IMG_5029 copy

Jak zwykle, jeżeli spodobał Ci się post, daj proszę lajka ;) Każdy kciuk w górę pokazuje mi, że chce Wam się czytać i nakręca do dalszego działania :)

Previous post:
Next Post:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *