Jesteśmy Ultrasami …

Published on: 1 lutego 2015

Filled Under: Podróże, W Biegu

Views: 3165

Tags: , , ,

Dla jednych bycie ultrasem to przebiegnięcie dużego dystansu – zazwyczaj o kimś ultra mówi się, kiedy przebiegnie dystans powyżej maratonu :) My po naszym wyjeździe do Brukseli możemy też stwierdzić, że jesteśmy Ultra biegaczami – bo to był ultra krótki wyjazd :)

Co jakiś czas wchodzę na strony tanich przewoźników i patrze miasto po mieście, gdzie można tanio polecieć – bez jakiegoś konkretnego planu, po prostu patrze czy jest jakaś promocja w sieci – znalazłem tanie bilety do Brukseli i na swoim prywatnym koncie na fejsie wrzuciłem info, czy ktoś chce lecieć pobiegać i wrócić następnego dnia … coś w stylu jedziemy do Sopotu zrobić siku z molo. Nie minęło 5 minut i Robert napisał, że jest na tak – kilka minut później kolejne osoby i tak zebrała się nas grupa sześciu osób.

IMG_0371

Gdy mówiłem znajomym, że lecę do Brukseli pobiegać to pytali czy na jakiś maraton. Na moją odpowiedź, że jadę tylko zjeść śniadanie i zrobić trening to stwierdzali, że jestem nienormalny :) Dla mnie taki wyjazd, nawet jeśli trwa 24 godziny jest mega chillujący a jednocześnie niezłym przewietrzeniem głowy. Bycie ponad 1200 km od domu sprawia, że czuje, że zapominam o codzienności – czuje się jak na urlopie i wcale nie potrzebuje wyjeżdżać na tydzień (oczywiście nie pogardziłbym takim wyjazdem:)), ale taki szybki wypad to coś co mogę – i będę uskuteczniać częściej :)

IMG_0381

Bruksela By Night

Wylot z Warszawy mielśmy o 18:20, tak więc na Belgijskiej ziemi znaleźliśmy się około 20:30 – trochę czasu zajęło nam ogarnięcie skąd odjeżdża nasz autobus, ale w końcu udało się dotrzeć do miasta, gdzie byliśmy około 22:30 – urok tanich lotów jest taki, że lądujesz na jakimś odludziu i później trzeba się dostać do centrum :) Zostawiliśmy tylko rzeczy w pokojach i poszliśmy na miasto :) Nie powiem, że to już była moja pora łóżkowa, ale z życia trzeba korzystać :) Dla odmiany byłem głodny, ale na szczęście reszta też, więc poszliśmy poszukać czegoś do zjedzenia :) Oczywiście o tej porze wszystko już zamknięte, ale udało nam się znaleźć miejsce z frytkami :) Pierwszy z punktów do zaliczenia w Brukseli zaliczony :) W drodze powrotnej do hotelu weszliśmy do baru na jedno piwko :) Dogadanie się z kelnerem nie było za łatwe – francusko mówiące człeki bardzo nie chcą gadać po angielsku :) Na szczęście większość z nas chciała lokalne wiśniowe, ale dogadanie się i poproszenie o ciemne piwo raczej nie było możliwe :)

IMG_0390 IMG_0412 IMG_0451 IMG_0436

 Atomówki

W Brukseli byłem już kilka razy i dopiero za trzecim razem udało mi się dotrzeć do symbolu, z którym miasto mi się kojarzyło – czyli wielkiego modelu atomu :) Przed wylotem sprawdziłem jak daleko jest park od naszego hotelu i wyznaczyłem sobie to jako mój cel na poranny trening. Z początku uważałem, że nie jest to najlepszy pomysł, bo droga nie była najprostsza a na zewnątrz ciemno jak w …, ale postanowiłem spróbować tam dobiec :) Kiedy wszyscy jeszcze spali, ja ruszyłem w trasę :) To był jeden z lepszych biegów jakie miałem w swojej biegowej karierze. Tu mogłem całkowicie obserwować jak nieznajome mi miasto budzi się ze snu. Biegłem na tak zwanej agrafce, czyli wracałem tak samo jak biegłem w stronę celu, tak więc mogłem obserwować jak na początku było pusto na ulicach a w miarę jak robiło się później to na ulicy pojawiały się i samochody i ludzie.

Byłem w obcym mieście, nie wiedziałem gdzie biegnę, poza tym, że ustawiłem w komórce GPSa i miałem ze sobą mapę i mniej więcej wiedziałem gdzie skręcić. Moment, kiedy myślałem, że mam jeszcze około kilometra, skręciłem w zakręt i przede mną pojawił się wielki atom był po prostu mega. Cieszyłem się jak dziecko :) Porobiłem trochę fotek i wracałem do reszty, bo zaraz mieliśmy iść wspólnie pobiegać po Brukseli – zresztą sami zobaczcie jaki to był bieg :) IMG_0481 IMG_0488 IMG_0490 IMG_0491 IMG_0494 IMG_0496 IMG_0514 IMG_0521 IMG_0530 IMG_0536 IMG_0587 IMG_0595 IMG_0598

Biegaj i Zwiedzaj

Gdy wróciłem do hotelu część siedziała już na śniadaniu, a część jeszcze smacznie spała :) Ale wszyscy szybko się ogarneliśmy i poszliśmy potruchtać po uliczkach Brukseli. Zapytaliśmy na recepcji jak dobiec do Parlamentu Europejskiego – pan nam powiedział w którą stronę i, że zajmie nam to około 30 minut. Po 12 minutach byliśmy na miejscu :) Było kilka takich solidniejszych podbiegów, że można było się lekko zmęczyć, ale naprawdę fajnie się i zwiedza. Będąc pod Parlamentem  zobaczyliśmy miejsce do którego chcieliśmy dobiec – wydawało się dość daleko, a po chwili byliśmy już pod kościołem.

IMG_0606

IMG_0610

IMG_0681

IMG_0688

IMG_0695

IMG_0702

IMG_0713

IMG_0720

IMG_0747

IMG_0753

IMG_0754

IMG_0758

Hulaj dusza

W planie mieliśmy jeszcze kilka punktów do zrealizowania – głównie jedzeniowych, więc drugą połowę dnia spędziliśmy już w ciuchach roboczych i poszliśmy pochodzić po mieście w poszukiwaniu smakołyków i jak japońscy turyści strzelaliśmy foty pod miejscami obleganymi przez turystów – w końcu celem było zrobienie sobie selfie w mieście. Pojechaliśmy wspólnie do atomówki, ale nie mogliśmy zapomnieć o gofrach, czekoladkach i dobrym obiedzie :)

IMG_0773 IMG_0781 IMG_0807 IMG_0882 IMG_0908 IMG_0916 IMG_0922 IMG_0926 IMG_0947 IMG_0953 IMG_0972 IMG_0989 IMG_1002

Posłowie

Wyjazd krótki, ale jak sami widzicie, można zrobić bardzo dużo rzeczy. Wszystkie nasze cele zrealizowaliśmy :) Było biegane, były frytki, piwko, czekoladki i mule na obiad :) Cel na przyszłe miesiące jest poszukać innych miejsc na szybkie krótkie wypady – może nawet gdzieś gdzie jest cieplej, żeby choć na jeden dzień uciec z Warszawy podczas zimy :)

I na koniec trochę o pieniądzach, żebyście mogli zobaczyć ile nas taki wyjazd kosztował:

  • przelot i przejazd do miasta – 220 zl,
  • hotel ze śniadaniem 160 zl (można było taniej o jakieś 45 zł, ale złożyliśmy się na jeden pokój na dodatkową noc, żeby mieć gdzie się umyć i zostawić rzeczy na drugą część dnia),
  • gofer – od 1 do 5 euro (zależy od dodatków),
  • piwko – 4 euro,
  • obiad – 30 euro – można pewnie było taniej, ale zjedliśmy w miarę niezłej knajpie i obiad 3 daniowy – przystawka (u mnie krewetki, danie główne – mule i na deser tarta jabłkowa (był do wyboru też creme brule :))
  • wydatki własne :)

Jak widać majątek nie wychodzi, ale też nie jest to powiedzmy bardzo tania opcja. Ja porównuje to trochę do tego, że kiedyś potrafiłem iść na imprezę i zostawić w barze podobne kwoty, a tu mamy niezapomniane przeżycia – po imprezie często się rzeczy nie pamięta :)

Jak tylko znajdę coś nowego to dam znać i może wtedy nawet na cały weekend się pojedzie :)

IMG_1016

Zapraszam

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *