Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana

Published on: 13 maja 2014

Filled Under: W Biegu

Views: 2540

Tags: , , ,

Kto nie ryzykuje ten nie pije szampana …. od tego należy zacząć,  z prostej przyczyny. Post ten będzie o dwóch rzeczach, które sobie uświadomiłem w miniony weekend. Będzie o podejmowaniu ryzyka i o pętlach… a dlaczego? Wszystko za sprawą sobotniego biegu.

W sobotę miałem okazję brać udział w maratonie … nie byle jakim maratonie, bo w sztafecie, w której w 6 osób staraliśmy się pokonać dystans 42 km 195 m w jak najszybszym czasie. A to wszystko biegając 2.5km pętle. Gdyby miała biec to jedna osoba musiała by pokonać 16 pełnych pętli i jeszcze jedną niepełną – trochę tego jest :)

DSC07427

Zawsze wydawało mi się, że bieganie po pętli może być nudne i uciążliwe. Nawet planując swoje rozbiegania zawsze unikałem biegania w tą i z powrotem, zawsze sugerowałem się tym, żeby biec jedna dużą pętle, żeby trasa była urozmaicona no i jakoś zawsze to miało dla mnie logiczną całość, że zatacza się jedno wielkie koło czy jakiś inny kształt na mapie a nie kręci kółka … no może poza bieganiem na stadionie :) 

Zamiana, nie zawsze jest taka zła

Kiedy wracaliśmy w piątek z Warsaw Track Cup okazało się, że na tydzień przed Krakowskim maratonem zmienili trasę… w internecie zawrzało, że nie poważne, że tak się nie robi na profesjonalnych biegach. Ba! Sami z trenejro zaczęliśmy tak mówić. Myślę – nie no, dwie pętle – bez sensu. W piątek wolałem biec jedna długą pętlę – pewnie dlatego, że już byłem psychicznie nastawiony na to jak ma wyglądać trasa biegu.

Podobna zamiana trasy miała miejsce przy okazji biegu sobotniego Ekidenu. Pierwotnie planowana była pętla długości 5 km – na krótko przed biegiem, z uwagi na remont mostu trasa pętli została skrócona o połowę – tu jakoś nie zastanawiałem się nad tym, czy mi to jakoś zmienia w głowie czy nie – są dwie pętle – to trzeba biec je dwie.

DSC_0345

Pętla, nie koniecznie musi być zaciskowa

I właśnie podczas tego biegu udało mi się uświadomić dwie rzeczy. Po pierwsze bieganie po pętlach (pod warunkiem, że nie jest ich dużo) nie jest takie złe. Szczególnie, jak biegnie się po nieznanym terenie. Wiadomo, że podczas pierwszej połowy dystansu jaki mamy pokonać mamy siłę żeby przebiec go raczej bez problemu. Zabawa zazwyczaj zaczyna się po połowie, i tu właśnie z pomocą przychodzi ta druga pętla. Nie można o niej myśleć w kategorii – kurde znowu muszę biec dokładnie tą samą trasę. Pętla, która de facto wiele z nas zaciska się na sobie, powinna tylko mi pomóc. W końcu mam już za sobą połowę dystansu – wiem dokładnie co mnie czeka. Wiem, kiedy i na ile mogę sobie pozwolić.

10291196_838429732852437_7645442635035345079_n

Na sobotnią piątkę miałem postawiony dość ambitny cel. Złamać 20 minut. Jest to jedna z tych magicznych barier, którą trenująca osoba chce pokonać. Jak tylko dorwałem szarfę to wystrzeliłem  jak głupi i zamiast pokonać pierwszy kilometr w 4:00 to zrobiłem go w 3:50 – co dało się odczuć w drugiej połowie biegu. Kiedy kończyłem pierwszą pętlę byłem na linii mety równo po 10 minutach. Zaczynałem powoli czuć osłabienie, i tutaj z pomocą przyszła pętla. Wiedziałem, kiedy będzie pod górkę i kiedy z górki. Dzięki temu wiedziałem jak rozplanować siły na dalszą część biegu…

 

10259715_838429999519077_8119052577539790964_n

Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana

Na 3/3.5 km widziałem, że zwolniłem … niby to kilka sekund, ale tutaj każda sekunda była ważna – wtedy pomyślałem – zostało mi niecałe 8 min biegu. Jak będę dalej biec tym samym tempem to nie uda się złamać tej dwudziestki. Wtedy postawiłem wszystko na jedną kartę. Trzeba w końcu zaryzykować. Szybka analiza, i stwierdziłem, że jak nie spróbuję to nie dowiem się czy jestem w stanie dać z siebie jeszcze więcej. Wiedziałem, że teraz czeka mnie kawałek prostej i będzie z górki, a później tylko kilka zakrętów. To właśnie pierwsza pętla pozwoliła obrać strategię na końcówkę biegu. Zaryzykowałem, udało się – ostatnie kilkadziesiąt metrów pokonałem w tempie 3:17 – jak by ktoś mnie zapytał przed biegiem, czy będę w stanie biec końcówkę tak szybko, to bym powiedział, żeby poszedł się walnął w głowę. Szampanem dla mnie było minięcie mety widząc na zegarku 19:57… i jeszcze do tego słowa wolontariuszki zabierającej mi szarfę – Jesteś trzeci – gratuluję

Bieganie 5tki nie jest takie łatwe, jak Twoim głównym celem jest maraton. Do maratonu kształtuje się głównie wytrzymałość, do 5tki jest już potrzebna też mocna siła i prędkość. Mi ten bieg dał bardzo dużo – pozwolił oswoić się z nową prędkością. Kiedyś miałem tak, że jak myślałem sobie o prędkości która zaczynała się cyferką 4 z przodu to już zaczynałem po cichu lamentować – przecież tak szybko, a już na pewno tak długo to się nie da biegać. Teraz wiem, że się da i że to wszystko siedzi w głowie, skoro cały bieg pokonałem w tempie z 3 z przodu :)

2 półmaratony

Teraz mogę powiedzieć, że nawet ciesze się, że w Krakowie będą dwie pętle. Dwa półmaratony do przebiegnięcia w 90% z tą sama trasą. Pierwszy pozwoli mi zapoznać się z tym co gdzie jak, dzięki temu będę wiedział jak rozegrać drugą polówkę. Kiedy zwolnić a kiedy włączyć już opcję daj z siebie wszystko. 

Tak więc jeśli myślicie o biegach, gdzie macie do pokonania pętle, że to kiepskie rozwiązanie to spróbujcie na to spojrzeć z drugiej strony. Może tak naprawdę to jest coś co Wam tylko pomoże? (nie mówię oczywiście o maratonie w 4 pętlach, bo to już może być męczące :-))

I polecam kiedyś spróbować porzucić zachowawczość – zaryzykujcie kiedyś na biegu i pokonajcie sami siebie i swoją głowę – warto !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *