Show must go on – Wiedeń półmaraton

Published on: 27 marca 2017

Filled Under: W Biegu

Views: 4267

Tags: , ,

W życiu triathlończyka z wyboru a biegacza z zamiłowania dochodzi do swego rodzaju konieczności wyboru. A może nawet nie wyboru, a odpowiedniego ułożenia priorytetów. Tu nie ma miejsca na przypadek – zima to okres kiedy budujesz formę na nadchodzący sezon, wiosna to pierwsze przetarcia na zawodach biegowych. To nie one mają być kulminacją formy, ale mają też pokazać gdzie jesteś przed zbliżającym się tri sezonem. Tu nie ma też miejsca na bieganie co tydzień dyszek i półmaratonów. Wybierasz konkretne daty i bez odpuszczania w treningu walczysz o jak najlepszy wynik. 

Byłem w gazie, jak to mówi trener. I fakt biegało mi się ostatnio niesamowicie dobrze. Wyniki zawodów na 5 km we Wiązownej i 10km w Poznaniu dobrze wróżyły na nadchodzący półmaraton. Początkowo miałem biec w Berlinie (za tydzień), jednak plany startowe trenera zahaczyły o Chiny, więc  tam nie może mnie zabraknąć.

Szukałem czegoś co będzie właśnie 26 marca. W zasadzie to po co szukać, skoro jeden półmaraton biegnie w Twoim rodzinnym mieście, a drugi w mieście w którym uwielbiasz biegać w Poznaniu? Tak się jednak składa, że lubię jeździć po świecie i to z różnych miast przywozić życiówki. Szukałem też trasy, która będzie płaska, a zarówno Warszawa jak i Poznań coś tam nie równego w profilu pokazywały. Koniec końców wybór padł na Wiedeń … trasa rekomendowana jaka szybka, końcówka marca to już odpowiednia pogoda i sama podróż nie zajmuje więcej niż gdybym jechał do Poznania. To był też pierwszy bilet jaki udało mi się ogarnąć za grosze dzięki częstemu podróżowaniu – Miles & More naprawdę działa :)

FullSizeRender

Do Wiednia przyjechałem w piątek – nie ruszałem się za bardzo po mieście. Dzień w większości spędziłem w hotelu pracując, później krótki rozruch po trasie biegu i na chwile skoczyłem zobaczyć czy katedra św. Szczepana jeszcze stoi – na wejście po 320 schodach na szczyt się nie odważyłem, ale kościół jako taki ma się dobrze :)

Sobota minęła dość szybko – z samego rana odebrałem pakiet, poczytałem trochę książkę i udałem się na obiad w okolice Prateru. Prowadzenie bloga jest niesamowitą przygodą i okazją do poznawania nowych ludzi. W zasadzie gdzie nie pojadę to jest ktoś, kto chętnie pomoże. I tak poznałem Michała, który wywiózł mnie poza miasto, żebym nie musiał chodzić a zarazem spojrzeć na wspaniały widok na Wiedeń ze wzgórza Kahlenberg. To tu Sobieski dowodził wojskami w zwycięskiej walce z Turkami, więc i ja opracowałem zwycięską strategię na następny dzień … (no dobra Treneiro opracował, ale byliśmy w niej zgodni).

IMG_1929

Plan był prosty. Od początku do końca trzymać równe tempo po 4:00 min/km. To pozwalało celować w wynik mniej więcej 1:24:30. Samo tempo nie jest już dla mnie przerażające więc z ekscytacją czekałem na godzinę 10 tą 26 marca …

Rozgrzewka przebiegła bardzo dobrze. Nogi luźne, wiatr zaczynał lekko mocniej podmuchiwać, ale było to jeszcze do przełknięcia. W wyjazdach zawsze stawiam na logistykę. Hotel miałem oddalony jakieś 200 metrów od startu. Po rozgrzewce wróciłem jeszcze do pokoju przebrać się w strój startowych i o 9:55 stawiłem się na linii startu. Miałem tą możliwość, żeby ustawić się na pierwszej linii. Łamanym niemieckim dogadałem się z dwoma kolesiami, że biegną podobnym tempem i ustaliśmy, że biegniemy razem. Cheerleaderki coś tam zatańczyły i nastało odliczanie … zehn, neun, acht …. ruszyliśmy …

26.03.2017 Leichtathletik, Donauzentrum, Wien, Halbmarathon 2017 Copyright DIENER / Eva Manhart www.diener.at

26.03.2017 Leichtathletik, Donauzentrum, Wien, Halbmarathon 2017
Copyright DIENER / Eva Manhart
www.diener.at

Do przebiegnięcia trzy pętle – każda po 7 km a na końcu krótka nawrotka do mety. Pierwsza pętla idealnie … początkowy kilometr trochę szybciej 3:53, ale szybko przestawiłem się na wolniejsze obroty i swobodnie trzymałem tempo 3:59-4:00. Czuć było, że wieje, ale starałem się mocną pracą odpierać podmuchy wiatru. To prawdopodobnie kosztowało mnie za dużo energii. Tętno jednak nie pokazywało wielkich odchyleń – 172 uderzenia na minutę to coś czego można by się spodziewać przy tym tempie pod wiatr. Wracając do punktu startu, pierwszą pętle złapałem międzyczas 28:14. Szło idealnie … kolejne kilometry kilka sekund wolniej, kiedy znów trzeba było walczyć z coraz mocniejszym wiatrem. Chłopaki już byli kilkanaście metrów straty … trzeba było już biec w pojedynkę.

26.03.2017 Leichtathletik, Donauzentrum, Wien, Halbmarathon 2017 Start, Andreas Vojta, Copyright DIENER / Eva Manhart www.diener.at

26.03.2017 Leichtathletik, Donauzentrum, Wien, Halbmarathon 2017
Start, Andreas Vojta,
Copyright DIENER / Eva Manhart
www.diener.at

Pierwsza dyszka z małym haczykiem (oznaczenia były tylko na pierwszej pętli, a kolejna była przesunięta o jakieś 50-100 metrów) – 40:14 – idealnie myślę, i sięgam do kieszeni po żel. W tym momencie trochę zwolniłem i jak się okazało do końca biegu już nie mogłem wrócić do zakładanego tempa. Wiało jeszcze mocniej i już miałem wrażenie, że wieje zawsze w twarz, choć tak naprawdę to w drugiej części pętli wiał boczny wiatr.

spped

Przebiegając trzeci raz przez linię startu patrzę na zegar i widzę czas 57 minut – myślę, dobra RunEat zwolniłeś, ale nadal masz szansę na zajebisty wynik. Jak utrzymasz to tempo to będzie 1:25:30 .. no właśnie – trzeba było utrzymać tempo, a moje nogi mimo tego, że głowa chciała, serce chciało – nie chciały przyśpieszyć. Starałem się robić zrywy, żeby wskoczyć na wyższe obroty, ale nici z tego. Wiatr swoje, ja swoje, a tempo nie chciało wzrastać. Tętno na poziomie słabego treningu drugiego zakresu i tak sobie dreptałem po 4:15-4:17 do mety. Chęci przyśpieszenia na ostatnim kilometrze na nic się zdały bo nogi nie chciały … I weź tu z nimi teraz rozmawiaj …

Koniec końców na mecie melduję się z czasem 1:27:36 … blisko dwie i pół minuty urywając z poprzedniego rekordu na dystansie półmaratonu …, ale jednak prawie trzy minuty daleko od zakładanego celu.

IMG_2019

Jestem zadowolony, ale jednocześnie nie usatysfakcjonowany … Jak to mawiał jeden z moich byłych szefów – są wyniki, które dają nam radość, ale wiemy, że stać nas na więcej. Wiem, że w obecnym momencie jestem w stanie szybciej biegać połówki. Może nie był to do końca ten dzień, może wiatr za mocno przeszkadzał, a może po prostu jeszcze trzeba poczekać na większe śrubowanie wyników. Najważniejsze, że cały czas odnotowuje progres i to cieszy. Do tego jak się później okazało zająłem 66 miejsce open i 13 w kategorii na blisko 1000 startujących. Nigdy na to nie zwracam uwagi, bo nie walczę z innymi tylko ze swoim czasem, ale taki wynik cieszy :)

Po samym biegu miałem jeszcze kilka godzin w mieście. Nie obyło się bez sznycla … DUŻEGO sznycla i zabawy na Praterze. Aż żałuje, że byłem tam tak krótko – no cóż – będzie trzeba wrócić!

IMG_2070

IMG_2086 2

Półmaratonem w Wiedniu zakończyłem też wiosenny sezon startów biegowych. Życiówki poprawione na wszystkich dystansach i to bardzo cieszy. Jednocześnie gratuluję Edycie Rataszewskiej, która co do sekundy wytypowała mój sumaryczny wynik z 5,10 i 21,1 km (2:24:31). Do Ciebie lecą startówki Nike Zoom Streak, co by się lepiej i szybciej biegało.

Do biegania wrócę na jesieni, a teraz już skupiam się na sezonie tri. Gratuluję wszystkim wyników i  jedziemy dalej! Nawet jeżeli coś zabrakło, to tylko okazja do dalszej pracy i ciągłego rozwoju.

SHOW MUST GO ON !

One Response to Show must go on – Wiedeń półmaraton

  1. wróżka pisze:

    jak zwykle ciekawy artykuł. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *