Mierz siły na zamiary

Published on: 28 lipca 2014

Filled Under: Motywacja, OPINIE, W Biegu

Views: 2517

Tags: , , , ,

„Dlaczego nie startujesz w Poznaniu?” 

Takie pytanie dostałem od kilku osób, jak dowiedzieli się, że na Poznański triathlon jadę tylko kibicować…

Odpowiedź dobrze znałem i mówiłem już to wcześniej … nie interesuje mnie „zaliczenie” triathlonu i odhaczenie na liście rzeczy do zrobienia w życiu. Otwarcie mówię o tym, że wyznaczyłem sobie pewien cel i w przyszłym roku wystartuję w Poznaniu i chciałbym wtedy połamać 2:30 w 1/4 IM.

Ale ten post nie będzie o moich marzeniach i ambicjach na triathlon, ani też o samym triathlonie…

Będzie o tym co zobaczyłem drugiego dnia zawodów, i jeszcze bardziej mnie utwierdziło w tym, że start w tym roku był by niczym innym jak zwykłą głupotą (dla mnie rzecz jasna, bo każdy może podchodzić do swoich celów inaczej). 

Jedną z rzeczy jaka podoba mi się w sporcie, jest to, że stale można podnosić poprzeczkę, że z treningu na trening, z zawodów na zawody stajemy się coraz mocniejsi, coraz szybsi, coraz bardziej wytrzymali … ale to wszystko ma możliwość się zadziać jak będziemy do tego podchodzić z głową.

Rozumiem, że każdy ma inną hierarchię ważności, i tak jak dla mnie wyzwaniem jest zrobienie czegoś w konkretnym czasie, to dla innych wyzwaniem jest odfajkować coś nie zwracając uwagi na czas. Jestem to w stanie zrozumieć przy biegu na 5km, może 10km, ale połówkę IronMana?

Wybaczcie, ale nie jestem w stanie zrozumieć tego, że na starcie stają ludzie, którzy po prostu nie są do tego gotowi. Z drugiej strony, czy mogę mówić, że nie są gotowi, skoro jednak większość z tych, którzy wystartowali pokonali ten dystans? Przekraczanie barier – w końcu to nas rajcuje, tylko jakim kosztem?

To co wczoraj widziałem tak mniej więcej o godzinie 13:30 to po prostu była rzeź niewiniątek – tak, żeby wam zobrazować…. O godzinie 9, najdalej o 9:20 wyruszasz pokonać 1.9km pływania. Potem szybka przebierka i trzeba pokręcić nóżką przez 90km…

O 13:30 część ludzi dopiero znów wskakuje w strefę zmian i zamierza przystąpić do przebiegnięcia 21 km . Temperatura około 34 stopni w cieniu. Do pokonania 4 kółka wokół Poznańskiej Malty…

Stoję jakoś na 1.5km pętli – część zawodników ma już za sobą dwa, trzy kółka, ale są i Ci co dopiero wyruszają. Żar leje się z nieba, ludzie wyglądają jak idź stąd i nie wracaj. Przewracają się. Widząc kurtynę wodną, zatrzymują się, żeby się schłodzić i próbują walczyć dalej.

Fakt, są zwycięzcami, pokonali dystans połowy IronMana – a to nie lada wyczyn, za co szacun dla nich. Ale … Czy ktoś z nich jeszcze kiedykolwiek będzie chciał mieć coś wspólnego ze sportem? Czy będą chcieli wystartować jeszcze raz?

Nie wiem. Nie wiem też czy przed startem chcieli… więc tak naprawdę nie mogę oceniać, ale jak patrzyłem na to jak cierpią to po prostu aż ciarki mi przechodziły po ciele i wtedy tylko się utwierdzałem w tym, że dobrze, że nie startuje właśnie teraz – bo po prostu nie chciałbym widzieć siebie w takim stanie podczas biegu. Pewnie mógłbym to zrobić bez cierpienia, ale jakoś chciałbym widzieć siebie biegnącego podczas ostatniej części, a nie czołgającego do mety…

Podobnie z bieganiem …

Po półmaratonie warszawskim, kolega, który pierwszy raz go pokonał zapytał mnie czy myślę, że jest w stanie pobiec Orlen, dwa tygodnie później – przecież to tylko dwa razy dłużej. Cóż – mówi prawdę – matematyka w zakresie mnożenia przez dwa jasno mówi, że 21,1×2 daje 42,2… tylko, że z tym biegiem już nie jest tak do końca. Tak naprawdę każdy zdrowy człowiek jest w stanie zmieścić się w limicie czasu na maratonie – 6h i nie musi to oznaczać biegu – tylko szybki marsz – około 8min 30 sek na kilometr. Pytanie tylko, jak później odbija się to na ich zdrowiu. Nie musi być tak, że będą cierpieć następnego dnia czy w następnym tygodniu. Ale ich układ kostny na pewno zapamięta jaki dostał wycisk.

Wiem, że patrzę na to wyłącznie ze swojej strony, ale namawiam do tego, żeby zanim zdecydujemy się podjąć jakieś wyzwanie, żeby ocenić czy jest ono realne, czy będziemy w stanie egzystować następnego dnia a przede wszystkim czy będziemy mieć w tym fun.

Także tego, dzisiaj krótko i na temat. I pamiętajcie, w końcu my amatorzy bawimy się w bieganie, w triatlony czy inne sporty bo to lubimy, a nie po to żeby się zarzynać i później nie móc więcej patrzeć np. na buty biegowe.

DSC_0943

 

Previous post:
Next Post:

2 Responses to Mierz siły na zamiary

  1. drproctor pisze:

    Tak się zastanawiam ilu osób powie po tym weekendzie „nigdy więcej”. Dodajmy, że na własne życzenie, a nie dlatego, że ten triatlon taki straszny.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *