Misja Chiny (中国使命)

Published on: 6 kwietnia 2017

Filled Under: Motywacja, Podróże, Triathlon

Views: 3424

Tags: , , ,

Wsiąść w środę popołudniu do samolotu, odbyć 16 godzinną podróż do miejsca oddalonego o 9000 kilometrów, żeby w niedzielę być już w drodze powrotnej do domu, dla wielu może wydawać się pomysłem dość szalonym. Choć to szaleństwo, lecz jest w nim metoda. Nad takimi decyzjami nie zastanawiam się długo. Najpierw kupuję bilet, a dopiero później myślę jak to wszystko ułożyć w logiczną całość.

W grudniu przy okazji codziennej wymiany zdań z Łukaszem, padło pytanie, czy lecę z nim na zawody do Chin. Odpowiedź mogła być tylko jedna … Móc pojechać z przyjacielem na drugi koniec świata, dopingować go podczas zawodów w walce o kwalifikacje na mistrzostwa świata, pobiegać w nowym miejscu i posmakować ulubionej azjatyckiej kuchni – takich rzeczy się nie odmawia, nawet jeżeli w pytaniu był pewnie ukryty po trochu żart… Tym samym rozpoczął się dla nas projekt #misjachiny. Łukasz trenował, a ja zabrałem się za logistykę. Trzeba było znaleźć w miarę sensowny przelot, hotel i to wszystko odpowiednio połączyć z trasą zawodów, które odbywały się 1 kwietnia w Liuzhou, położonego 3 godziny lotu od Pekinu.

Choć trudno to sobie wyobrazić, Chiny to kraj w którym nie działa gmail, fejsbunio, a znalezienie informacji o jakiejś wiosce (Liuzhou jest wielkości Krakowa) nie należy do najłatwiejszych. Kupując bilety na samolot kilka razy upewniałem się, że to co widzę na szczątkowych mapach Googla, pokrywa się z tym co widać na stronie IronMana odnośnie tras zawodów. Nie chciałbym wylądować w jakimś innym Liuzhou …

IMG_2359

IMG_2385

Na miejscu znaleźliśmy się w czwartek około 12 czasu lokalnego (+6 godzin w stosunku do Polski). Mając za sobą 16 godzinną podróż wsiedliśmy w podstawiony przez organizatorów autokar rozwożący zawodników po hotelach. Jeszcze w Pekinie, kiedy do samolotu wsiadali pasażerowie, z dużą dozą pewności można było stwierdzić, że połowa samolotu to triathloniści. Zegarek, plecak, czapeczka, bluza, czy pokrowce z kołami to atrybuty, które mówiły nam z kim lecimy. Mówiliśmy tylko do siebie z Łukaszem „o ten też”, „ooo … ta na pewno też startuje”.

Pierwsza przygoda przytrafiła nam się tuż po przyjeździe do hotelu. Mimo rezerwacji przez booking.com, pracownicy recepcji, swoim łamanym angielskim próbowali nam przekazać informację, że nie współpracują z tą stroną, i że nie mają rezerwacji, ale mają wolne pokoje. Wyczuliśmy w tym pewien podstęp, że po prostu wolą nam wcisnąć pokoje po wyższej cenie. Nie mogąc się za bardzo dogadać, wzięliśmy co było i wjechaliśmy na 23 piętro naszego hotelu (koniec końców okazało się, że zapłaciliśmy mniej).

IMG_2457

Do czasu zawodów nie eksperymentowaliśmy za bardzo z jedzeniem. Zaraz obok hotelu odwiedzaliśmy Pizzę Hut, gdzie w karcie było więcej różnych dań niż samej pizzy. Na szczęście był tam też makaron, który według Pauliny i Łukasza uchodził za całkiem znośny. Zaraz po jedzeniu nasi PRO udali się na odpoczynek, a RunEat poleciał zbadać okoliczne tereny, robiąc sobie dyszkę rozbiegania.

W Chinach jest dużo ludzi. Nie – tam jest bardzo, bardzo dużo ludzi. Ciężko jest przejść ulicą, nie mówiąc już o odnalezieniu się tu prze biegacza. Jakoś jednak slalomem udało mi się dotrzeć nad rzekę i tam czułem się jak w raju. Parująca rzeka, w tle góry, chińskie pagody. To było tak klimatyczne, że chciałem, aby ten trening trwał i trwał. Liczyłem na to, że podobne widoki pojawią się jeszcze w kolejnych dniach, ale już się nie powtórzyły. Były inne ! To był wyjątkowy moment, który na długa zostanie w mojej pamięci. Czy ja mówiłem już coś o szaleństwie tego wyjazdu? Dla tej chwili warto było zaszaleć!

IMG_2443

IMG_2543

DSC00145

W dzień przed zawodami pojechaliśmy do wioski zawodów. Tam odbyła się odprawa dla zawodników PRO, odebraliśmy pakiety i zobaczyliśmy jak wyglądają strefy zmian, wybieg z wody i takie tam przed startowe pierdoły. Okazało się, że po przepłynięciu w zimnej (dla mnie lodowatej) wodzie (15 stopni) zawodnicy na dzień dobry będą mieli do pokonania 79 schodów. Podbieg w Sierakowie to przy tym pikuś. Ciekawostką jaką sprzedał dyrektor trasy rowerowej było to, że bezpieczeństwa zawodów będzie strzegło 5 000 policjantów … TAK !!! PIĘĆ TYSIĘCY! Może to i dobrze, bo Łukasz tego samego dnia zaliczył już spotkanie ze skuterem na trasie …

IMG_2593

Zanim się obejrzeliśmy nastała 4:30, 1 kwietnia. I nie był to pryma aprilis. Start zawodów zaplanowany był na godzinę 7:30. Szybkie śniadanie przywiezione z polski i rozpoczęliśmy finał Misji Chiny. Łukasz z Pauliną rowerami w ciemnościach pojechali na start (udogodnienie dla zawodników PRO, że mogą wstawić swój rower w dniu zawodów). My ze Zbyszkiem (szefu GVT BMC) pojechaliśmy taksówką na start. Taksówki w Chinach są mega tanie. W zasadzie gdzie nie jechaliśmy to płaciliśmy około 5 złotych, a przejeżdżaliśmy kilka kilometrów. W porównaniu do tego, że w Wawie za trzaśnięcie drzwiami płacimy 8 zeta to raj.

W T1 byliśmy kilkanaście minut przed szóstą. Rowery na stojak, worki na wieszaki i autobusem od organizatorów pojechaliśmy na start. Wodą oddalony był o 1.9km, jednak po ulicach, omijając góry przy linii brzegowej wyszło około 3.5 km. Przy wejściu do startu bramki wykrywające metal i ochroniarze sprawdzający bagaże. Zawodnicy mogli zostawić worki ze swoimi rzeczami, które później będą przetransportowane na metę. To co zapadło mi w pamięć to możliwość zostawienia okularów zaraz przy wejściu do wody i odebranie ich przy wyjściu z wody. Fakt – większość Chińczyków nosi okulary.

IMG_2872

IMG_2880

IMG_2958

IMG_2928

IMG_2981

Rozgrzewki w wodzie nie było. Kto by rozgrzewał się w 15 stopniach. Na samą myśl przechodzą mnie ciarki. Punktualnie o 7:30 wystartowali, a ja ruszyłem w pogoń z czasem, co by dotrzeć do T1 zanim wyjdzie z wody pierwszy zawodnik. Timowi Donowi (mistrzowi świata) zajęło to niecałe 20 minut. Na szczęście miałem 2 minuty zapasu. Czas złapany i w tym momencie nastąpiło liczenie zawodników PRO a zarazem uczenie się jak kto wygląda. Łukasz wyszedł 13ty z wody mając 3 minuty straty do lidera, i tylko kilkadziesiąt sekund do poprzedniej grupki zawodników. Kolejny sprint, żeby złapać go jeszcze przy wyjściu z T1 …

IMG_3086

Poczekaliśmy jeszcze aż z wody wyjdzie Paulina (5ta po wodzie) i ruszyliśmy na rowerową nawrotkę oddaloną o 1.5km od strefy zmian. Tu na szczęście nie trzeba było biec, bo w tym czasie Łukasz miał do przejechania 45 kilometrów na rowerze. Czekaliśmy w pobliżu bufetu i można było zaobserwować wśród wolontariuszy dwie rzeczy. Z jednej stronie bardzo angażowali się w dopingowanie. Krzyczeli do każdego przejeżdżającego zawodnika. Z drugiej tak bardzo ich to pochłonęło, że mieli problem z podawaniem bidonów. Jeden wolontariusz jednak bardzo wziął do siebie, że ma misję i biegł za rowerzystami, żeby upewnić się, że jadą z pełnym bidonem.

Łukasz i Paulina zrobili nawrotkę, a my wróciliśmy do strefy zmian, w oczekiwaniu na finałową rozgrywkę.

DSC00365

DSC00398

Tu zaczęła się prawdziwa zabawa. Nie tylko dla Łukasza, ale i dla mnie. W czasie kiedy Łukasz pokonywał odcinek długości 5 km (tempo poniżej 3:30 min/km) ja miałem do pokonania most, tak, żeby móc znaleźć się tam zanim będą tam wcześniejsi zawodnicy. Dzięki temu zrobiłem całkiem niezły trening, wykonując 4x1000m w tempie około 4 min/km. Na szczęście przerwa trochę dłużej niż zazwyczaj. I tak przez godzinę i dwanaście minut latałem po moście w jedną i drugą a Łukasz tylko się rozpędzał. Z każdym spotkaniem odrabiał stratę do słabnących na biegu przeciwników.

IMG_3456

IMG_3551

IMG_3613

IMG_3643

Po 3 godzinach 54 minutach i 52 sekundach Kalach wbiegł jako 10ty na metę poprawiając swój rekord życiowy na połówce o blisko pięć minut, a zarazem osiągając trzeci czas biegu, ustępując jedynie Timowi Donowi i Jessiemu Thomasowi. Niecałe 30 minut później na mecie pojawiła się Paulina, która jako 6ta zawodniczka PRO także ustanowiła swój personal best.

Misja Chiny zakończyła się sukcesem, choć tak naprawdę dopiero teraz rozpoczęła się prawdziwa Misja Chiny, gdzie z Łukaszem czuliśmy się trochę jak uczestnicy programu Azja Express, gdzie mogliśmy odkryć prawdziwe obliczę Chin i Liuzhou, ale o tym w kolejnym wpisie.

DSC00424

 

One Response to Misja Chiny (中国使命)

  1. Zazdroszczę przygody :) Od jakiegoś czasu myślę o podróży do Chin, ale mam cykora.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *