New York Marathon – część druga (nie ostatnia)

Published on: 4 listopada 2015

Filled Under: Podróże, W Biegu

Views: 3725

Po siedmiu miesiącach oczekiwań nadszedł ten dzień. Pisząc o każdym innym maratonie jaki do tej pory biegłem napisałbym „dzień prawdy”. Sprawdzian tego, co przez ostatnie tygodnie trenowałem. Tym razem był to bieg w którym nie było żadnej walki z czasem. To było dwadzieścia sześć mil z bananem na twarzy. Pięć nowojorskich dzielnic – Staten Island, Brooklyn, Queens, Bronx i w końcu Manhattan. Cztery godziny radości i płaczu ze wzruszenia. Czterdzieści dwa kilometry realizacji biegowego marzenia. 

Była 4:45. Otworzyłem tylko oko i już usłyszałem pytanie Zosi, czy już wstajemy. Czuć było tę ekscytację. Dla niej to debiut, dla Mateusza kolejny maraton z World Major Marathons, a dla mnie biegowe marzenie – dla każdego z nas zbliżał się dzień pełen emocji. Mieliśmy chwilę czasu, żeby się ogarnąć i odwiedzić toaletę po kilka(naście) razy. Herbata z cukrem do tego kilka kawałków ciasta bananowo-orzechowego i już wychodziliśmy z domu. O 5:47 mieliśmy autobus, który zawoził nas na sam dół Manhattanu do stacji promów dopływających na Staten Island, skąd o 9:50 zaplanowany był start maratonu – w tym mojej fali.

image2

Na ulicach było jeszcze ciemno, a w autobusie znajdowali się wyłącznie biegacze. Można było ich poznać po butach i plastikowych przeźroczystych torbach w których nieśli rzeczy, które później mieli oddać do depozytu. Planowo prom mieliśmy zaplanowany na 6:00. Po poradach Marcina z 3run.pl umówiliśmy się wszyscy cała polską ekipą na 6:30 żeby wspólnie jedną łódką popłynąć na Staten Island. Wysiadając z autobusu ujrzeliśmy dosłownie pielgrzymki biegaczy. Z każdej ulicy dochodzącej do South Ferry szli przyszli maratończycy – jeden za drugim. Przy wejściu do hali stali policjanci z psami – każda torba była dokładnie obwąchiwana przez policyjne psy. Widać, że są nieźle przeszkolone, bo nasza śniadaniowa wałówka nie zrobiła na nich większego wrażenia. Początkowo obawiałem, że nie uda nam się spotkać w tak wielkim tłumie, jednak Polska flaga robi swoje i bez problemu odnaleźliśmy się na środku hali.

image1

Udało nam się załapać na prom o 7:00. To był idealny czas na śniadanie. Zabraliśmy ze sobą z domu chleb, dżemy, masło orzechowe i banany. Z widokiem Statuy Wolności w tle jedliśmy na promie, jak menele kanapki. Nie byliśmy jedyni – każdy tak robił. Jedni wcinali banany, inni jogurty, gofry czy popularne amerykańskie bajgle. Spodziewałem się, że prom będzie wypchany biegaczami, a tu niespodzianka. Każdy spokojnie miał swoje miejsce siedzące. Po piętnastu minutach znaleźliśmy się na Staten Island – miejscu startu. Cumując do portu w oddali widać było most Verzano, z którego za dwie godziny startowaliśmy.

IMG_0553

Dopiero po wyjściu z promu można było dojrzeć ten prawdziwy tłum. Tysiące ludzi zmierzało w kierunku podstawionych autobusów, które dowoziły biegaczy do wioski maratońskiej. Staliśmy w dość dużym korku – po 40 minutach udało nam się pokonać 2 kilometry i dotarliśmy na miejsce. Pierwsza rzecz po wyjściu z autokaru to kontrola. Do wioski można wejść jedynie z plastikowym workiem od organizatorów. Każdy z biegaczy jest też poddawany szybkiej kontroli osobistej. Nie wiem, czy było tak przed zamachem w Bostonie, ale uważam, to to bardzo dobre rozwiązanie. Zajmuje dosłownie 30 sekund, a poprawia bezpieczeństwo.

image9

image8

Zmierzając w kierunku mostu podążasz za kolorem swojej strefy startowej. Na początku czekają ciężarówki UPS, które zabiorą Twój worek depozytowy na metę. Nikt jednak nie zostawia w nim wszystkich ubrań. Te lepsze chowamy do worka, natomiast zaczynają królować stare dresy i bluzy z lumpeksu. Do startu jest jeszcze sporo czasu, a początek listopada jednak może być trochę chłodniejszy. Ubrania, które mamy na sobie zostawiamy przed samym wyruszeniem na start w kontenerach. Zostaną przekazane organizacją charytatywnym.

image11

W miasteczku dostępne są: kawa, herbata, kakao i bajgle. Dunkin Donats rozdaje też czapki. Pijąc ostatnią herbatę przed startem spotykam Olę z Pora na Majora, która tego dnia biegnie swój ostatni maraton w ramach Marathon Majors. Jesteśmy w tej samej wiosce, jednak mój CORAL, czyli fala startowa oznaczony jest literkę D, a Oli F. Jeżeli chcesz biec z kimś, a macie różne przydziały, istnieje taka możliwość – musisz jedynie przenieść się do tej wolniejszej strefy. W związku z tym, że żadne z nas nie ma ciśnienia na wynik postanawiam dołączyć do Oli.

Punktualnie o 9 zamykana jest strefa wejściowa. Pozostaje czas na kontemplacje i zebranie przedstartowych myśli. My leżymy i odpoczywamy :) Śmiejemy się, że jeszcze nigdy przed startem w maratonie nie miałem tętna na poziomie 60 uderzeń na minutę.

IMG_0106

Leżąc dostrzegam, że tak naprawdę tu nie ma w ogóle miejsca na rozgrzewkę. Całość to ogrodzona płotem strefa, ma może dwadzieścia na dziesięć metrów i rozdzielana jest linkami pomiędzy poszczególnymi literkami. Nie ma absolutnie szans żeby potruchtać, nie mówiąc już o przebieżkach. Co poniektórzy machają nogami, rozciągają się. Na twarzach ludzi widać radość, ale zarazem stres. Otwarcie o tym mówią.

O 9:30 ruszamy w stronę mostu. Zaczyna robić się ciasno. Doprowadzeni zostajemy pod bramki wjazdowe. Tu następuje chwila przerwy. Odśpiewany zostaje Hymn Amerykański (to już trzeci raz jak go słyszę podczas tego wyjazdu). Nad głowami latają helikoptery oraz drony.

12065639_1688976454649956_2406267310040207168_n

Punktualnie o 9:50 wystrzał startera i powoli zaczynamy przesuwać się w kierunku startu. Nie ma żadnej wielkiej bramy startowej. Dwa łuki z zegarem. Tłum powoli się rozrzedził i przez linię startu przebiegamy już na luzie. Kręcimy filmiki wydzieramy się robimy zdjęcia. Początek to 3 kilometry biegu przez most. Mamy to szczęście, że jesteśmy w fali biegnącej górą. Po prawej stronie widzimy w oddali Coney Island, po lewej Manhattan z wieżowcami i wybijającą się wieżą One World.

image21

Na moście ludzie zrzucają jeszcze ubrania – pierwsi już też sikają :) Nam też się chce, postanawiamy jednak poczekać do pierwszej strefy z toi toiami. Na całej trasie rozstawionych ich jest ponad 3600. Ola chciała pobiec poniżej czterech godzin. Kontroluje nas na każdej mili. Początkowo biegniemy na czas 3:51. Zaraz po zbiegnięciu mostu wbiegamy w Brooklyn – pojawiają się pierwsi kibice. Trasa maratonu biegnie różnie w zależności od fali startowej. Biegniemy po innych uliczkach, żeby w końcu wszystkie złączyły się w całość.

image18

image24

Przez cały czas towarzyszą nam kibice. Dziesiątki – tysiące – miliony!. Na całej trasie maratonu jest ich ponad dwa miliony. Wychodzą z domów, wynoszą picie, banany, jedzenie. Praktycznie każdy ma jakiś transparent. Wszyscy krzyczą LOOKING GOOD :). Co chwila widać też kogoś z Polską flagą krzycząc DALEJ POLSKA. Mieliśmy biec po 5:42 a tłum kibiców sam nas niesie. Międzyczasy kilometrów podczas których nie zatrzymujemy się na fotkę czy siku łapiemy w okolicach 5 min / km.

image12

Biegnąc zagrzewamy kibiców do wspierania biegaczy. Krzyczymy GIVE US POWER czy MAKE SOME NOISE. Rozmawiamy, że cieszymy się, że nie biegniemy na wynik. Z uśmiechem na twarzy, że nie musimy spoglądać na zegarek. Możemy przybijać piątki, podbiegać do ludzi robić sobie z nimi selfie. Bezproblemowo zatrzymujemy się na siku – jedno czy drugie :)

IMG_0155

Na trasie wypatruje też Mateusza Jasińskiego. Podbiegamy, chwilę gadamy strzelamy zdjęcie. Mat pyta, czy może nas nakręcić i czy nigdzie się nie śpieszymy ;) Mamy czas :) Tego dnia mamy dużo czasu!! Biegniemy ile się da.

image10

Przed półmetkiem przebiegamy przez strefę żywieniową, gdzie słyszymy grającą w tle Madonne. Długo z Olą nie myślimy – zatrzymujemy się i zaczynamy tańczyć. Kibice szaleją :) Po chwili ruszamy dalej – jesteśmy już blisko trzynastej mili, na której zorganizowana jest Polska strefa kibica. Zatrzymujemy się – mam łzy w oczach. Daje buziaka Monice i Patrycji i biegniemy dalej.

image14

image23

Pierwsze dwadzieścia jeden kilometrów w Nowym Jorku jest lekko z górki. Oczywiście są podbiegi – początek mostu jest pod górę, później też, ale generalnie czuć luz w nogach i aż korci, żeby przyśpieszyć. Zaraz za 13 milą rozpoczyna się długi podbieg na drugi z mostów. Czuć go lekko w nogach, ale nie jest on jeszcze taki straszny. Później lekko z górki i dalej płasko. Nogi jednak zaczynają odczuwać już lekkie zmęczenie.

image5

image25

image19

Biegniemy dalej razem, w okolicach 15tej mili kolejny długi podbieg na most na którym dość mocno wieje. Tu zostałem lekko z tyłu – Ola pobiegła dalej do przodu. Na moście zrobiłem kilka zdjęć Manhatanu i biegaczy i ruszam dalej. Powoli zbiegamy na Manhattan. Kibice szaleją. Przede mną długa prosta pierwszą aleją do Bronxu. Wzdłuż trasy nie ma wolnego milimetra. Wszędzie kibice, wszędzie transparenty. Co chwila przybijam piątki, zatrzymuje się – strzelam selfiaka biegnę dalej.

image6

image28

Od 30 kilometra prawie cały czas mam łzy w oczach. Nie z powodu bólu. To co się dzieje wokół jest niesamowite. Powoli do mnie dociera, że to dzieje się naprawdę. Biegnę w największym –  maratonie – mam totalnie wyrąbane na wynik. Już wiem, że to będzie najdłuższy mój maraton w życiu. Liczę, że będę na mecie w okolicy 4h15 minut. Debiutowałem z czasem trzydzieści pięć minut lepszym, a życiówkę mam blisko o godzinę lepszą. Czas tego dnia mnie zupełnie nie interesuje. Ten bieg to dla mnie wielkie przeżycie – nie wiem czy jeszcze kiedyś będę miał taką okazję – staram się wykorzystać każdy kilometr, każdy krok tego biegu, żeby nacieszyć się atmosferą.

image24

image27

Nagrywam snapy – kto nie oglądał niech żałuje :) To była świetna okazja do zobaczenia na żywo maratonu nowojorskiego od środka. Nie martwcie się – postaram się to wrzucić online, tymczasem zerknijcie jak te kilka godzin biegu wygląda w 15 sekundowym skrócie.

26 miles in 15 seconds Snapchat 👻 RunEat.pl 👻 #newyork #tcsnycmarathon #marathon #newyorkmarathon #runeat #sneakpeak #running #bieganie

A video posted by Lukasz Remisiewicz 👻RunEat.pl (@runeat.pl) on

Dobiegam do Piątej Alei. Jestem na wysokości 125 ulicy. Zostało już niewiele. Ostatnie trzy mile. Zatrzymałem się zrobić zdjęcie, w tym momencie przebiega koło mnie Ania. Myśli, że mam kryzys. Krzyczy – dawaj Polska biegniemy – ja już też nie mogę. Zaczynam biec z nią, mówiąc, że biegnę dla zabawy. Okazuje się, że jest z Hamburga. Co chwila mówi, że ktoś nam robi psikusa i zabrał nam metę. Wspomina, że nie ma siły, natomiast wygląda całkiem nieźle i trzyma krok. Lekko przyśpieszamy, Ania mówi, żebym biegł, że nie da rady tym tempem. Zostaje z Anią, tempo jednak zostaje nadal to samo. Mijamy 25tą milę – jesteśmy już w Central Parku. Podbiega do nas córka Ani – biegnie chwilę z nami. Przyśpieszamy. Na granicy parku widzimy łuki wskazujące 800 metrów. Jest lekko pod górkę – nie poddajemy się. Przed nami idzie Marcin. Krzyczę do niego, żeby biegł z nami. Chłopak się zbiera i trzyma kroku. Widzę, że ma jeszcze trochę siły i na 300 metrów do mety krzyczę do niego, żeby już cisnął. Wyprzedza nas dobiega do mety. Wbiegam z flagą wysoko nad sobą. Pisząc to, przechodzą mnie ciarki. Na mecie uściski,łzy wzruszenia.

image20

Mówią, że maraton w Nowym Jorku, to taki w którym na mecie nie można się zatrzymać. Wolontariusze podobno każą iść dalej, żeby nie torować. Nam udało się zatrzymać, odpocząć, zrobić zdjęcie i wymienić się telefonami. Chwilę później jednak każdego z maratończyków czeka dość długi spacer do depozytu i wyjścia z parku.

image4

Wbiegając na metę tego maratonu spełniłem swoje największe biegowe marzenie. Cieszyłem się biegiem nie zważając na to, jaki wynik będzie na zegarze. Przebiegając kolejne 42km 195 metrów przebiegłem swój magiczny 9000 kilometr w życiu. Ten bieg dedykuje mojemu przyjacielowi Michałowi, który pięć lat temu wcisnął mi buty do biegania, oraz mojemu przyjacielowi i trenerowi w jednym Łukaszowi Kalaszczyńskiemu. Gdyby nie on, nie byłbym biegowo, tu gdzie jestem.

Ten wpis niech zakończy się na tym – nie będę łączyć emocji i logistyki więc o nowojorskim maratonie od strony organizacyjnej jeszcze poczytacie :) Zapraszam więc jutro na kolejną część Nowojorskiej przygody, a jeśli się podobało kliknijcie poniżej lajka.

10 Responses to New York Marathon – część druga (nie ostatnia)

  1. Pati pisze:

    a daj spokój, popłakałam się! :)

  2. siemion pisze:

    „Because you’re loving…” Genialny tekst!! Kradnę jak Sinatra i Clooney w Ocean’s Eleven. Gratulacje wielkie. Marzenia się nie spełniają, marzenia się realizuje 👍🗽🏆 Motywuje Twoja historia. Graty.

  3. Paweł pisze:

    I się cholero spłakałem przez Ciebie. Raz oglądając snapy, a drugi teraz czytając o finiszu. Piękne przeżycie i mega emocje!

  4. Niepremier pisze:

    Kurczę, nic tylko pogratulować !!!!!
    I nie tyle ukończenia, co uczestnictwa. Ja brałem udział w losowaniu miejscówek w tym roku, ale nie miałem takiego szczęścia. Nawet nie wiem czy istnieje inny sposób dostania takiego „uczestnictwa”, więc będę próbował do skutku.
    Gratki i Pozdro :D

  5. Ania W. pisze:

    Jako Polka mieszkajaca w Hamburgu z szalona euforia cieszylam sie widzac Polakow na trasie nowojskiego maratonu !!! Ogarnialy mnie jeszcze silniejsze emocje widziec narodowe barwy wsrod publicznosci. Jeszcze raz mocne dzieki Lukasz za mentalne wsparcie i cierpliwosc podczas ostatnich kilometrow do tak wymarzonej mety. Jako jeszcze raczkujaca maratonistka moge powiedziec ze kiedy przestaja chciec niesc nas nogi wtedy zaczyna glowa. Wszystko sie udalo, osiagnelam piekny czas na jaki nie stawialam.
    Maraton w Nowym Jorku byl moim marzeniem jeszcze rok temu przed przebiegnieciem mojego pierwszego maratonu w Hamburgu, a przypieczetowalam go po jego przebiegnieciu !!!
    Swietny dokladny opis wydazen !!! Maraton w NY jest czyms wyjatkowym !!!
    Ania z Hamburga

    • RunEat pisze:

      :) Super Ania – mam nadzieje, ze uda mi sie kiedys pobiec w Hamburgu. Wlasnie mialem Ci odpisac bo smsy przyszly na moja druga komorke, ktora dopiero naladowalem :) Podesle na maila filmik jak go zmontuje :)

  6. […] odpocząć po całym sezonie (o tym już niedługo na blogu) udało mi się szybko opisać Wam moje wrażenia (KLIK). To był dla mnie najdłuższy maraton w życiu, ale jednocześnie najbardziej emocjonalny. Przed […]

  7. […] mi, że powoli zaczynałem wariować :) W trakcie tego długaśnego lotu, udało mi się napisać relację z maratonu, przespać się, obejrzeć dwa filmy, poczytać gazety, i nadal nie miałem co ze sobą robić. […]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *