New York Marathon – część pierwsza

Published on: 3 listopada 2015

Filled Under: Podróże, W Biegu

Views: 3151

New York Marathon – marzenie dużej liczby biegaczy to największy na świecie maraton pod względem liczby startujących w nim uczestników. Co roku na starcie zlokalizowanym na Verrazano Bridge łączącym Staten Island z Brooklynem staje blisko 60 000 uczestników. Na przełomie października i listopada do Wielkego Jabłka zjeżdżają się biegacze z całego świata. Na ulicach wielkiego miasta wyraźnie widać, że zbliża się święto biegania – dzień którym żyje całe miasto – zarówno biegacze jak i mieszkańcy.  

Każdy z pragnących pobiec w tym maratonie ma na pewno inne powody. Korona Maratonów Świata (World Major Marathons), najliczniejszy maraton na globie, chęć połączenia wizyty w mieście, które nigdy nie śpi razem z bieganiem. Można tak wymieniać i wymieniać. Dla mnie to był powrót do biegowych korzeni. To w Nowym Jorku kupiłem swoje pierwsze buty biegowe. To w tym mieście spędziłem sporą część swojego studenckiego życia. Po maratońskim debiucie w Poznaniu wiedziałem, że kiedyś stanę na linii startu NY Marathon.

IMG_0554

Mógłbym napisać Po maratońskim debiucie w Poznanie wiedziałem, że będę chciał pobiec w Nowym Jorku maraton. Wyznaje jednak zasadę, otwartego mówienia o swoich marzeniach i celach, nie biorąc pod uwagę, że są one poza moim zasięgiem. Jeżeli postanowię coś to zrobię wszystko co możliwe, żeby prędzej to osiągnę. Jestem zodiakalnym skorpionem – hasło po trupach do celu idealnie obrazuje moją determinację do zdobywania marzeń, poznawania świata i w końcu przesuwania granic.

O tym dlaczego Nowy Jork pisałem zaraz po przylocie do Ameryki – kto nie czytał niech nadrabia (klik klik), bo wszystko co tu się dzieję, i będzie dziać dalej to swojego rodzaju naczynia połączone. Wspominałem o tym, też jak dostać się na maraton Nowojorski. Opcji jest kilka, mnie na szczęście udało zdobyć pakiet dzięki loterii już za drugim razem. Tamtej nocy kiedy było losowanie nie brałem innej opcji pod uwagę. Wiedziałem, że dostanę tego ważnego maila, mówiącego: CONGRATULATIONS, LUKASZ! You’ve been selected to run the 2015 TCS New York City Marathon.

a

Za wielką wodą wylądowaliśmy już w środę wieczorem. Kilka dni przed maratonem przy sześciogodzinnej zmianie czasu to idealne rozwiązanie, żeby móc zaaklimatyzować organizm do nowego otoczenia. Nie sama zmiana czasu jest istotna, ale także warunki atmosferyczne. Wilgotność powietrza zupełnie inna, nie wspominając już o temperaturze. Mieliśmy to szczęście, że pogoda idealnie nam dopisała. W ciągu dnia mogliśmy cieszyć się blisko dwudziestostopniowymi upałami. 

image1Podróżowanie po świećie połączone ze startowaniem w zawodach ma mnóstwo zalet, ma jednak też jedną poważną wadę. Kiedy przyjeżdżamy kilka dni wcześniej, chciałoby się korzystać z miasta na ile tylko się da. Robienie długich wycieczek po mieście przed maratonem nie jest to jednak najlepszy pomysł – nogi powinny odpocząć przed tym, co czeka je podczas pokonywania czterdziestu dwóch kilometrów. Pierwsze dwa dni spędziliśmy szwendając się po mieście, czerpiąc z niego najwięcej ile mogliśmy. Udało nam się odwiedzić mecz koszykówki, czy Broadwayowy musical. Jako, że ze zmianą czasu nie byliśmy jeszcze wszyscy do końca zaprzyjaźnieni, tylko mnie udało się wytrwać i obejrzeć całe przedstawienie. Zosia przespała pierwszą część, natomiast Mati podsypiał w drugim akcie. Cieszy mnie jednak fakt, że Mateusz, który wcześniej nie bardzo chciał iść, mówiąc, że to nie dla niego już podczas spektaklu mówił, że jest super i, że się jara, a następnego dnia powiedział, że kiedyś jeszcze musi odwiedzić jak nie Broadway to Londyński West End.

image2

Kilka dni przed wyjazdem do Nowego Jorku zapisałem się na 5km bieg towarzyszący maratonowi. Cena pakietu początkowo odstraszała, postanowiłem jednak skorzystać z okazji i przebiec się po Manhatanie raz jeszcze. Jako, że maraton nie był moim celem na ściganie się, spróbowałem powalczyć o nową życiówkę na piątkę.

Bieg startował o 8:30 spod głównej siedziby Narodów Zjednoczonych. Kilkanaście minut przed ósmą wyszedłem z domu, który oddalony był niecałe 2 km od miejsca startu. Idealna odległość na rozgrzewkę. Truchtając w dół Manhatanu z 76 ulicy do 47 mniej więcej w połowie zatrzymałem się i ujrzałem widok, który udało mi się uwiecznić na jednym z lepszych, o ile nie najlepszych zdjęć jakie udało mi się w życiu zrobić. Uwielbiam fotografować, dlatego zawsze mam ze sobą podczas biegania iphona, którym uwieczniam ważne dla mnie chwile. Raz, że mogę się nimi z Wami podzielić, a dwa, są dla mnie pamiątką do końca życia. Przeglądając zdjęcia na komórce przypominają mi się dokładnie momenty, które towarzyszyły robieniu danego zdjęcia.

12063447_1688774698003465_7476914879220980490_n

Chwilę po ósmej byłem już na linii startu. Stefy startowe rozciągnięte były na odległości blisko kilometra, a każda była oznaczona kolejną literą alfabetu. Miałem to szczęście, że startowałem ze strefy A, a tak naprawdę z pierwszej linii. Krótkie przemówienie dyrektora New York Marathon, odśpiewanie narodowego hymnu i punktualnie o 8:30 zawyła trąbka i wystartowaliśmy.

image4

5 kilometrów – 3 mile z małym haczykiem – tyle dzieliło nas od mety ulokowanej w Central Parku – tej samej, przez którą następnego dnia przebiegaliśmy podczas maratonu. Na całej trasie dosłownie trzy zakręty. Marcin z polskiego teamu 3run.pl, który nam mocno pomógł podczas pobytu w NY zapewniał mnie, że trasa jest szybka i płaska.

image6

Pierwszy kilometr 4:00 – lekko pod górkę. Przebiegamy koło Grand Central Terminal. Skupienie na biegu jednak nie pozwoliło mi rozejrzeć się za bardzo i zorientowałem się, że biegniemy koło głównej stacji kolejowej NYC dosłownie kilka metrów po tym jak ją minęliśmy. Skręciliśmy w X aleję  – w oddali było już widać Central Park – nadal lekko pod górę. Mijam znacznik pierwszej mili – czas pokazuje 6:26 – szybkie przekalkulowanie – wychodzi, na to że biegnę zgodnie z planem, żeby na mecie rozmienić dwadzieścia minut. Na drugim kilometrze garmin łapie czas 4:07 – lekko zwolniłem, przyśpieszam więc i trzeci kilometr zaraz przed wbiegnięciem do Central Parku łapię na 3:44. Czuję jednak, że nogi są lekko ciężkie, a właśnie zaczynamy krosową część tego biegu w Parku. Widzę, że zwolniłem, ale mam siły żeby przyśpieszyć. Szybka analiza w głowie i świadomość tego, że następnego dnia mam do pokonania maraton mówi, żebym jednak odpuścił i nie doprowadził do zakwaszenia. Dwa ostatnie kilometry – góra dół biegnę już ze średnią 4:30 przybijając piątki kibicom. Dobiegam z czasem 21 minut 10 sekund. Wiem, że było to do urwania, ale przynajmniej nogi nie są zmęczone i gotowe na maraton.

image8

image9

image9

Na mecie czekają Mateusz z Zosią – jemy śniadanie w Central Parku i tego dnia postanawiamy już odpocząć. Dzień wcześniej odebraliśmy pakiety startowe tak więc do wieczora mamy czas, aby nasze nogi nabrały mocy. O tym jakie wrażenie zrobiło na nas expo możecie przeczytać tutaj (klik kilk). Nie zostało nam nic innego jak wieczorem udać się na pasta party, na które byliśmy umówieni z lokalnymi biegaczami z 3run.pl.

image10

image11

Jaki maraton – takie pasta party. To nie była masówka z makaronem. Knajpa całkiem wystawna bym powiedział i na pewno gdybyśmy sami przygotowywali sobie węglowodanową ucztę wyszlibyśmy finansowo na tym lepiej. Czasami jednak warto trochę zainwestować dla samej przyjemności spotkania się z innymi biegaczami i celebrowania chwili. Licząc na nasze obiad był dość drogi – 40 dolarów, aczkolwiek patrząc na liczbę dań jakie dostaliśmy to w porównaniu do innych restauracji w Nowym Jorku wyszło całkiem przystępnie. Udało nam się spędzić bardzo przyjemne 2 godziny poznając się przy tym lepiej. Marcin – lider grupy podpowiedział jak wygląda sam start, kiedy trzeba stawić się na prom, czy w końcu co ze sobą zabrać. Mimo, że mam już spore doświadczenie maratońskie to takie informacje w przypadku maratonu w NY są bardzo przydatne. Tu wszystko jest dokładnie zaplanowane. Prom, autobus na start, depozyt czy wejście do strefy. Wiedząc to od osoby, która już to przeżyła łatwiej było nam zaplanować niedzielę. Na sam koniec dostaliśmy od producenta szampana wielką 3 litrową butlę, która rozlaną na kieliszki wznieśliśmy wszyscy toast za maraton. Właściciel, kiedy dowiedział się o spotkaniu ponad czterdziestu osób amerykańskiej Polonii razem z rodakami postanowił podarować nam taki mały drobiazg :).

image13

Wróciliśmy do domu. Była 21. Wszyscy byliśmy już podekscytowani tym co będzie działo się dnia następnego. Każdy złożył swoje ubrania w kostkę, zapakowaliśmy worki do depozytu. O 5tej rano czekała nas pobudka, żeby zdążyć dotrzeć na prom, który zaplanowany mieliśmy na 6:30. W Ameryce czas letni na zimowy zmienia się tydzień później niż w Polsce, więc dostaliśmy w gratisie dodatkową godzinę snu. Przed dwudziestą drugą zgasło światło, a my zapadliśmy w błogi sen. To już jutro miał nastąpić ten dzień, na który wszyscy tak długo czekaliśmy …

Podobało się? Kliknij lajka poniżej, a już jutro zapraszam na relację z samego maratonu.

PS. Jesteś tu nowy? Zasubskrybuj RunEatowy kanał na instagramie (RunEat.pl) oraz na snapchacie. Znajdziesz tam jeszcze więcej zdjęć, motywacji i inspiracji, a na snapku relacje na żywo z wyprawy ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *