Od pierwszego wejrzenia …

Published on: 17 czerwca 2014

Filled Under: Triathlon, W Biegu

Views: 4680

Tags: , , , , , ,

„Oboje są przekonani,
że połączyło ich uczucie nagłe.
Piękna jest taka pewność,
ale niepewność piękniejsza.
 
Sądzą, że skoro nie znali się wcześniej,
nic między nimi nigdy się nie działo,
A co na to ulice, schody, korytarze,
na których mogli się od dawna mijać?”
 

I tak właśnie było z triathlonem. Dokładnie tak jak piszę w swoim wierszu Wisława Szymborska. Rok temu w przypływie spontanu, nie wiedzieć czemu zapisałem się na triathlon w Poznaniu. W momencie kiedy klikałem potwierdzenie płatności uświadomiłem sobie, że przecież dzień wcześniej jest ślub i wesele mojego przyjaciela. Wtedy Kraśnemu powiedziałem, że prezentu ślubnego nie dostanie bo już właśnie zainwestowałem dwie stówy w start, w którym nie wezmę udziału … koniec końców pakiet udało się przenieść na rok następny, czyli obecny 2014.

I tak beztrosko mijał sobie czas, przygotowywałem się do maratonu w Krakowie, a w planach później było, żeby jako tako przygotować się do startu pod koniec lipca. Żeby nie było wymówek, zarezerwowałem już nawet z Michałem pokój w hotelu w pobliżu startu…

I tak będąc w Krakowie, zacząłem się zastanawiać na co mi ten cały triathlon. Mam w końcu swoje bieganie, w którym udaje mi się rozwijać, to na cholerę komplikować sprawę. Ale, żeby nie było, że odpuszczam postanowiłem, że podejmę decyzję czy w ogóle startować jak zobaczę to na żywo. Treneiro miał swój pierwszy start zaplanowany na końcówkę maja, w Sierakowie – miejscu gdzie spędziłem sporą część swojego dzieciństwa – tak więc nie mogło mnie tam zabraknąć. To była idealne połączenie tego, żeby móc pokibicować a jednocześnie przekonać się jak to wszystko wygląda…

Od pierwszego wejrzenia …

I tak to się zaczęło. To było zauroczenie od pierwszego wejrzenia, zauroczenie, które było połączone z niepewnością, zauroczenie którego się bałem i gdzieś podświadomie odsuwałem je, że to nie dla mnie. Przyznam, że nawet ciężko mi określić stan w jakim się znajdowałem w Sierakowie. Czułem się trochę jak małe dziecko, które weszło do Disneylandu, albo do wielkiego sklepu z M&Ms na Times Square w Nowym Jorku. Generalnie miałem szczękę na poziomie podłogi i cały czas zastanawiałem się co się dzieje wokół. Start z plaży, bojowa muzyka, wystrzał startera, tłum ludzi wbiegających do wody.

I ten wewnętrzny niepokój. Na tym triathlonie nie byłem z Łukaszem jako trenerem, ale z Łukaszem przyjacielem. I generalnie denerwowałem się podwójnie. Chyba wtedy byłem bardziej zestresowany niż przed maratonem. Moment w którym biegł do strefy zmian, przejeżdżał koło nas na rowerze, czy później biegł – mi zapierało dech, pojawiały się łzy w oczach, a na końcu zdarte gardło. Nawet teraz jak o tym myślę to gdzieś robią mi się mokre oczodoły.  A te 2 godziny, kiedy on walczył tylko coraz bardziej uświadamiały mi, że też chcę spróbować. To, że cała idea połączenia trzech dyscyplin i walki mi się spodobała było już pewne, teraz chciałem zobaczyć jak to wygląda od środka.

photo 2

I tak nie trzeba było czekać na okazję. Dwa tygodnie po Sierakowie odbywał się triathlon w Płocku, a przy okazji wersja dla amatorów. Szybko się zapisałem, i wtedy znów zadałem sobie pytanie – po co mi to… generalnie chyba lubię sobie tak pogadać :). Wiem, że tego chcę, ale trochę takie gadanie, że mogłem siedzieć na kanapie wcinać chipsiki, popijać cole, oglądając jakiś film zamiast jeździć na jakieś te całe triatlony mi pomaga w oswojeniu się z myślą, że robię coś nowego…

You never know, until you TRI …

I tak w piątek wieczorem znaleźliśmy się w Płocku. Po kolacji skoczyliśmy zobaczyć jak wygląda miejsce gdzie będą odbywać się zawody. Wtedy znów zacząłem gadać po co mi to, a jednocześnie czułem podekscytowanie czymś nowym… Niby i dobrze pływam, na rowerze każdy głupi umie jeździć, a do tego mam niezły bieg, to w zasadzie, czym się przejmować. A tu trzeba to wszystko zrobić …

Start zaplanowany był na 10:45 w sobotę. Chwilę wcześniej, trzeba było oddać rower do strefy zmian i w zasadzie tyle. Wszystko było jednym wielkim znakiem zapytania :) Co zabrać do strefy zmian, jak zacząć pływanie w wodzie, jak szybko się z pianki rozebrać … i tak mógłbym wymieniać i wymieniać.

Szybka odprawa, sędziowie mówią, że wejdziemy do wody, mamy się ustawić plecami do pomostu i opłynąć wszystkie bojki z prawej strony…

I tak zrobiliśmy, do wody wszedłem jako jeden z pierwszych i ustawiłem się całkowicie nie w tym miejscu co chciałem. Ano właśnie, bo chciałem być tak, żeby nikomu nie przeszkadzać i płynąć swoim torem bez tłumu, a znalazłem się w miejscu, z którego wszyscy chcieli płynąć, bo po najkrótszej linii. Nie miałem nawet założonych okularków, kiedy ledwo usłyszałem, że 5 sekund do startu….

Zaczęło się … zaczęliśmy płynąc. Do pokonania 375 metrów, ja z niedociśniętym lewym okularkiem i nalewającą się wodą…. Ale płyniemy… I to pływanie, którego najbardziej się obawiałem, było chyba najłatwiejszą częścią z całego TRI. Tak naprawdę to do pierwszej bojki to musiałem zwalniać, bo cały czas kogoś doganiałem i nie było miejsca jak wymijać. Po drugiej bojce obrałem już swój własny tor i spokojnie własnym rytmem płynąłem do kolejnej. Na zegarek nie patrzyłem bo nawet nie było jak :) Nie było też spiny na czas wiec i pływanie było na czuja. Cały czas myślałem sobie tylko, że jeszcze tylko rower a później najfajniejsza bo w końcu moja część TRI – bieganie.

TRI1

Z wody udało mi się wyjść całkiem sensownie i nawet bez jakiegoś wielkiego trudu pozbyć się pianki i dobiec do strefy zmian. Co prawda myślałem, że moje tętno jest koło swoich maksymalnych wartości, to okazało się, że jednak wcale tak nie jest. Szybkie włożenie butów, razem z moimi sznurówkami mocy i już wybiegam z rowerem na drugą część…

Lowelkiem trzeba było pokonać 8 km przełajowej trasy – część prowadziła po betonowych płytach, przeplatanych śpiącymi policjantami, część to przełajowa wspinaczka po wybojach na skarpę nad jeziorkiem i w końcu część po brukowej kostce. Dwie 4 km pętle znacznie się u mnie różniły. Pierwsza jak to powiedziała Dorota, to była wycieczka krajoznawcza  … usłyszałem tylko przebieraj tymi nóżkami – i fakt jechałem sobie po prostu na wycieczkę, ale na 2-gim kółku zaczęła się walka – zobaczyłem, że do tej pory nieźle mi szło kręcenie to i przyśpieszyłem. I tak zbliżał się upragniony moment biegu.

tri3

Moment kiedy zsiadłem z roweru i myślałem … teraz to będzie to … był całkowitą niespodzianka. Nogi z waty… nie kontaktujące z tym co chcę zrobić. Staram się biec z rowerem do strefy zmian… najchętniej to bym usiadł i odpoczął. Ale patrzę, że jakaś dziewczyneczka koło mnie tylko wbiega i zostawia rower – no to zrobiłem to samo. Wyjście ze strefy zmian i od razu skręt miedzy krzaczory na przełajową ścieżkę, która przez pierwszy kilometr była całkowicie pod górę. Całość trasy to 2.5km do pokonania. Miałem wrażenie, że truchtam w miejscu, aż spojrzałem na zegarek i okazało się, że całkiem przyzwoite tempo miałem. I tak większość trasy biegłem z tą dziewczynką, wyprzedzając tych co nadrobili na rowerze. W pewnym momencie chciała mnie wyprzedzić, ale w głowie szybka analiza – nie no, nie będzie mnie wyprzedzać 16 letnia dziewczynka. I wtedy odpaliłem do przodu, nóżka też nieźle podawała. Kilkaset metrów przed metą usłyszałem Olę, które krzyczała, że już końcówka, i jak na prawdziwy finish przystało jeszcze przyśpieszyłem.

tri4

Wbiegłem na metę, ukończyłem swój pierwszy triathlon. Zostałem triathlonistą.

Nie była to połówka, ani ćwiartka Iron Mana. Tylko szybki spirnt, krótkie dystanse. Jedni powiedzą, że żadna sprawa … a dla mnie to poznanie kolejne rzeczy i odkrycie swojej nowej pasji. Odkrycie czegoś co powoduję, że nadal podnoszę poprzeczkę próbując nowych rzeczy. Wybrałem krótki dystans głównie po to, żeby zobaczyć jak to wygląda od środka. Nie chciałem zaczynać od wielkich zawodów gdzie jest 1000 osób, gdzie tylko mógłbym się zrazić. Teraz wiem, że to jest to…, że jest to coś co na stałe zagości w moim treningu.

Ale, ale … nadal bieganie zostaje na pierwszym planie. Dlatego też, ponownie zrezygnowałem ze startu w Poznaniu. Dlaczego? Ano dlatego, że do pierwszej ćwiartki chce się porządnie przygotować. W tym roku spróbuję swoich sił w dwóch mniejszych triathlonach – czy jak ktoś chce mówić – triathlonikach dla dzieci. w 2015 pobiegnę w kwietniu maraton, i wtedy skupie się na przygotowaniach do 1/4 IM nie gdzie indziej, ale w Sierakowie. Miejscu wspomnień dzieciństwa, a zarazem miejscu gdzie zakochałem się w triathlonie.

Nie bój się nowego …

Nie pamiętam już od kiedy jeżdżę na nartach – chyba od zawsze. Miałem pewną przerwę, ale narty i zima są dla mnie nie rozłączne. W pewnym momencie popularne zrobiły się snowboardy. Nigdy jednak nie chciałem próbować – wiecie dlaczego? Bo bałem się nowego… bałem się spróbować, bałem się tego, że mi się spodoba i co wtedy? Nie będę już jeździć na nartach? Doświadczenie z triathlonem pokazuje mi tylko jedno. Żałuję, że do tej pory nie spróbowałem na dłużej deseczki – fakt miałem na nogach na 30 min i nawet mi się podobało, ale ani razu nie poświęciłem choćby pół dnia na naukę. Teraz wiem, że na następnym wyjeździe jeden dzień poświęcam na deskę.

Warto próbować nowych rzeczy – co najwyżej się nam nie spodobają – ale będziemy wiedzieć, że to nie to… a tak gdy odsuwamy od siebie rożne rzeczy tworząc wymówki powoduje tylko to, że możemy żyć w błędzie, że może być coś co jest dla nas, ale boimy się tego spróbować.

Podejmujcie nowe wyzwania – naprawdę warto – jesteśmy wtedy bogatsi o nowe doświadczenia, a przy okazji i bardziej szczęśliwi.

No to w ramach kolejnych prób w tym tygodniu uderzamy w Bieszczady na Bieg Rzeźniczka … (i po co mi to….:) ???)

7 Responses to Od pierwszego wejrzenia …

  1. Marek pisze:

    Ja mam w drugą stronę. Zawsze mnie ciągnie do nowego :) btw. spróbuj biegania po schodach :D Dobrze słyszeć, że złapałeś bakcyla. Do zobaczenia na trasie :)

    • RunEat pisze:

      biegałem już na rondo 1 – wtedy stwierdziłem, że to była najgłupsza rzecz jaką w życiu zrobiłem :) ale wtedy w ogóle nie miałem wydolności :)))

  2. Fajnie to napisałeś, u mnie powoli kiełkuje zamiłowanie TRI, ale na razie tylko się zachwycam :)

  3. Agata Lipiec pisze:

    Napiszę to tylko raz i właśnie pod tym tekstem. Marzę o TRI odkąd w wieku 16 lat poznałam ówczesnego Mistrza Polski w moim ośrodku w Drzonkowie. Wtedy o tej dyscyplinie prawie nikt nie słyszał, bo to była końcówka lat 90-tych. Przez Ciebie to wspomnienie, a co za tym idzie chęć realizacji tego marzenia zaczyna powoli kiełkować. I tylko nie wiem czy to dobrze, bo tak jak Tobie cały czas dźwięczy mi w głowie „Po co mi to”…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *