W grupie raźniej

Published on: 8 marca 2016

Filled Under: Trening, Triathlon, W Biegu

Views: 2467

Tags: , , ,

Pamiętacie swój pierwszy rower? U mnie to był niebieski BMX, który dostałem na komunię. Wtedy to były czasy – każdy chciał dostać rower i zegarek Casio :) Od małego razem z kolegami śmigaliśmy po osiedlowych uliczkach. W weekendy robiliśmy sobie dłuższe rozjazdy i jechaliśmy w stronę Wilanowa. Tam gdzie teraz stoi monumentalna Świątynia Opatrzności, kiedyś było puste pole z jedną ławeczką na środku. To ona była naszym celem. Rodzice, żebyśmy nie odjeżdżali za daleko, straszyli nas, że kradną tam rowery. Podobno starszaki podchodzili do takich smarkaczy jak my, zdejmowali z rowerów razem z butami i tyle było po prezentach :)

Mówi się, że jak raz nauczysz się jeździć na rowerze to jest to jedna z tych rzeczy, której nie zapominasz do końca życia. W moim życiu przewinęło się jeszcze kilka górali, które Tata przywiózł kiedyś z Chin. Do dziś stoją u rodziców w piwnicy. Później pojawił się rower krosowy, aż w końcu rok temu przyszło przesiąść się na szosę.

Pierwszy raz nie był taki straszny jak wszyscy mówili. Nie zaliczyłem nawet żadnej gleby. Później na treningach było kilka szlifów, ale żaden z nich nie był jakiś drastyczny. Patrząc po zeszłorocznych startach, to jednak rower był moją najsłabszą stroną. Niby człowiek całe życie obcuje z dwoma kółkami, a jednak jazda na szosie, czy ściganie się z czasem podczas triathlonu to całkiem inna bajka.

FullSizeRender_4

Bałem się roweru – nie wiem czego bardziej, czy tego, że podczas podjazdów mam wrażenie, że poruszam się tempem ślimaka do góry, czy zjazdów z kosmiczną prędkością, gdzie przy każdym lekkim zakręcie mam śmierć w oczach. Przyszedł w końcu czas, żeby stawić czoła wyzwaniu i przełamać się na rowerze. To coś stało się wczoraj podczas pierwszego grupowego treningu w jakim wziąłem udział. Nie wiem jak to jest w życiu z seksem grupowym, ale tak sobie go właśnie wyobrażam …

FullSizeRender_6

Dzień wcześniej mówiłem chłopakom, że nie ma bata, żebym utrzymał się z nimi w grupie. Nie dość, że jestem najsłabszy z nas, to jeszcze mamy podłączyć się pod profesjonalną grupę kolarską. W planie był 75 kilometrowy trening … 30 po lekko pofałdowanym terenie, później 8 pod górę, nawrotka i znów 8 zjazdu i powrót tą samą trzydziestką.

FullSizeRender_1

Pierwsze 30 km zleciało jak z bicza strzelił. Aż sam nie wierzyłem w to jak łatwo idzie. Jechaliśmy 30-32 km/h a w nogach nie było nic czuć, żebyśmy się jakoś zbytnio męczyli. Z Arkiem byliśmy na trzeciej, czy czwartej pozycji w peletonie i całą drogę przegadaliśmy. Spadł mi nawet na zjeździe raz łańcuch, ale  prezes grupy od razu do mnie podjechał złapał za ramię i powiedział co zrobić. Zrzuć przerzutkę, i kręć cały czas pedałami. Nie minęło kilka sekund i odzyskałem pełną kontrole nad moim Lowelo.

FullSizeRender

Po trzydziestce rozdzieliśmy się z peletonem i grupką około 10 osób zaatakowaliśmy 8 kilometrowy podjazd. Wiedziałem tylko tyle, że przede mną około 30 minut jazdy pod górę. Nie miałem pojęcia jak wysoko. Może to i dobrze bo pewnie zostałbym z resztą na dole. Pierwsze dwa kilometry nie były takie straszne, aczkolwiek tętno szybko poszło w górę. Na szczęście komuś zachciało się siku, więc zrobiliśmy szybki postój. Po dwóch minutach znów byliśmy w siodle i atakowaliśmy szczyt.

FullSizeRender_3

Tu już zaczęła się potężna wspinaczka i powoli zacząłem odstawać od grupy. Ze mną jeszcze jeden kolega. Szybko zacząłem się męczyć i w myślach zaczęły krążyć myśli, żeby odpuścić. Wtedy jednak w głowie od razu zapaliła się lampka

Te RunEat – piszesz ludziom, że granice są po to, żeby je przekraczać, a chcesz już odpuścić?

FullSizeRender_2

To dało mi siłę na dalszy podjazd. Byliśmy już daleko za grupą, ale wspólnie kręciliśmy pod górkę. W końcu szczytowaliśmy. Myśleliśmy, że na górze będzie chociaż chwila odpoczynku, a tu ledwo jak dojechaliśmy i zaczęliśmy zjazd. Nie wiem co było gorsze. Jechałem ostatni i widziałem jak tylko wszyscy się oddalają. Ale cisnąłem ile idzie i udało się przełamać strach.

Zostało 30 km powrotu – znów złapaliśmy grupę, aczkolwiek teraz Euro Bike przestał już jechać tak lekko i zegarek pokazywał tempo 35 km/h. O ile jak jechaliśmy po płaskim, to pierwsza górka zweryfikowała od razu i odpadłem od grupy. Ostatnie 20 km zostało mi samotnej jazdy, aczkolwiek ku mojemu zdziwieniu udało się w miarę trzymać tempo. O ile jeszcze rok temu w Szklarskiej podjazdy robiłem ze średnią bliska 10km/h to w końcu udało mi się kręcić szybciej nóżkami :)

Wszystko super :) Naprawdę jazda w grupie mi się podobała, jest tylko jeden minus :) Nie było czasu zatrzymywać się za dużo robić zdjęć :)
A teraz lecimy na kolejny trening :)

One Response to W grupie raźniej

  1. dumnamama pisze:

    Kiedyś na komunię rower a tera quady :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *