American Dream – pierwsze bieganie

Published on: 30 października 2015

Filled Under: Podróże, W Biegu

Views: 2301

Tags: , ,

Była czwarta nad ranem. Pomyślałem sobie … może sen przyjdzie, może mnie odwiedzi …. Prosto po przylocie do Nowego Jorku pojechaliśmy do naszego mieszkania, zostawiliśmy manele i prosto udaliśmy się na Time Square. Nie przeszkadzał nam deszcz – chcieliśmy od razu poczuć magię tego miasta. W łóżku znaleźliśmy się koło pierwszej nad ranem- czyli szóstej czasu polskiego. Blisko 24 godziny bez snu, nie licząc dwóch – trzech godzin w samolocie. O 4 ponownie skończyło się spanie. Nie wiem czy to przez popularny jet lag, czy przez ekscytację. Poprzewracałem się jeszcze dwie godziny w łóżku próbując zasnąć i w końcu o szóstej postanowiłem rozpocząć pierwszy dzień – nie inaczej – to musiał być bieg. 

Miejsce gdzie śpimy oddalone jest od Central Parku niecały kilometr. W NYC nawet jak nie znasz miasta, nie da się zgubić. Kierunek północ – południe wyznaczane jest przez Aleje, natomiast wschód zachód przez ulice. Wszystko ponumerowane od 1 wzwyż. Mówiąc komuś spotkajmy się na rogu drugiej i siedemdziesiątej szóstej jasno wskazujesz w którym miejscu miasta się znajdujesz.

image1

Pobiegłem wzdłuż 76 ulicy i po niespełna pięciu minutach znalazłem się przy wejściu do Central Parku. Miasto znam prawie jak własną kieszeń, nie wiem nawet, czy nie lepiej jak własną Warszawę. Początkowo chciałem pobiec do Times Square, ale zatrzymywanie się co sto – dwieście metrów na światłach było trochę irytujące. Zrobiłem więc rundkę po wielkiej zielonej części Manahatanu.

image3

111

Zaraz po wbiegnięciu do parku doznałem dosłownie szoku. Nie widziałem jeszcze tyle biegaczy w jednym miejscu, nie licząc zawodów. Dosłownie ruch jak na Marszałkowskiej. Jedna grupka za drugą. Mało było osób samotnie biegających. Byli biegacze z psami, osoby młode i starsze. Dosłownie każdy biegał. Dodam tylko jedno – było jeszcze ciemno – to jednak nie przeszkadza amerykanom, żeby aktywnie rozpocząć dzień.

image4

image7

image5

Kiedy wróciłem do domu Zosia i Mati jeszcze spali. Zebrałem towarzystwo i udaliśmy się zdobywać świat. Na początek sprawy organizacyjne :) Szybko zdobyłem amerykański numer a zarazem dostęp do internetu. Spacer po Manhatanie w stronę Times Square – świeci się tak samo mocno jak w ciągu nocy, tylko niebo jakoś jaśniejsze. Ogarneliśmy bilety na musical, na który dzisiaj idziemy i dalej szwendaliśmy się po mieście.

image13

 

Odwiedziliśmy China Town, gdzie udało mi się kupić nowy pokrowiec na komórkę a następnie Little Italy, gdzie rozpoczęliśmy węglowodanowe ładowanie przed maratonem.

image14

image16

image15

O 15 byliśmy umówieni na Expo razem z grupą 3run.pl w barwach której pobiegniemy maraton. Jeżeli kiedyś mówiłem, że expo to taki mały dodatek do biegu to kłamałem. Tu przed biegowe targi to jest COŚ. Już na samym wejściu czujesz, że jesteś częścią czegoś niesamowitego. Czegoś wielkiego. Tu już czuć, że to nie będzie zwykły maraton. Dziesiątki wolontariuszy, punkty informacyjne a do tego bardzo sprawny odbiór pakietów. Wszystko zajmuje dosłownie kilkadziesiąt sekund. Odebrałem oba pakiety – na sobotnią piątkę i na niedzielny maraton.

image18

image19

image21

Sama hala targowa przeogromna. Początkowo wielka część partnera sportowego biegu – firmy Asics. Koszulki, kurtki, kubki, misie – co dusza zapragnie – wszystko z logo sponsora, oraz z odpowiednią ceną. Nie oszukujmy się – tanio dla nas nie jest, ale ceny są lokalne, a dla nich to jak nasze złotówki. Po przejściu do drugiej części stoiska wystawców można kupić dosłownie wszystko. Gdyby ktoś chciał obejść wszystko to spokojnie mógłbym tam spędzić cały dzień.

IMG_3082
image20

Na wieczór zaplanowaną mieliśmy wizytę w Madison Square Garden na mecz otwarcia sezonu NBA dla New York Nicks. Byłem tu tyle razy, a nigdy w środku, więc nie mogłem sobie tym razem odmówić tej przyjemności. Hala robi wrażenie – wielka. Super miłym zaskoczeniem były koszulki na siedzeniach dla wszystkich kibiców. Nic nie szkodzi, że wszystkie w rozmiarze XL :)

image26

image28

image29

Fanem koszykówki nie jestem, ale tu nie chodziło o mecz – chodziło o przeżycie, czegoś lokalnego. Miałem jednak wrażenie, że poziom samego meczu nie był najwyższy. Nicksi dostali mocne wciery od Atlanty. Dla samego momentu wprowadzenia drużyny na parkiet warto było zobaczyć ten mecz i się trochę wykosztować. Jeżeli jeszcze nie macie to zapraszam na snapchata (RunEat.pl) – sporo filmików z meczu, a już za kilka godzin znikną więc polecam zaprzyjaźnić się z tą apką :)

image27

Tyle pisania – zapraszam do obejrzenia zdjęć, a my idziemy dalej zdobywać miasto ;) Kolejne ciekawostki przed nami – dzisiaj Word Trade Center, Wall Street, SOHO i musical na koniec dnia :)))

image24

image23

image22

image17

image31

image30

image11

image6

image1-2

image8

image12
image2

image10

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *