American Dream – preludium

Published on: 29 października 2015

Filled Under: W Biegu

Views: 2475

Tags: , ,

Nowy Jork – popularnie zwany Big Apple, czy też miastem, które nigdy nie śpi. To miasto, w którym czuje się jak w domu. Spędziłem w nim w sumie kilka lat swojego życia. To miasto, które jest dla mnie jak drugi dom. Miasto, w którym po wylądowaniu i wyjściu z samolotu czuje się jak bym wracał do siebie…

Pierwszy raz w NYC byłem w 2002 roku – rok po zamachu terrorystycznym na dwie wieże. Była to wtedy też moja druga, a zarazem pierwsza świadoma w kraju za wielką wodą, który przez wszystkich chwalony był jako raj na ziemi. Nie wiem czy zgodzę się z tym, że Ameryka jest rajem, ale na pewno na pierwszy rzut oka widać wśród Amerykanów więcej uśmiechu na twarzy. Nieważne czy mają zły dzień, oni zawsze zapytają się How are you i zawsze odpowiedzą I’m fine. Może i jest to zakłamanie, ale jest to o wiele przyjemniejsze w odbiorze niż nasze rodzime narzekanie.

NYC naprawdę nigdy nie śpi. Wystarczy pojechać do centrum miasta, na skrzyżowanie ulic pomiędzy 42ą a 50tą z popularnym musicalowym Broadwayem. Times Square – najjaśniejsze miejsce na ziemi. Nie ważne czy znajdziesz się tam o 11 przed południem czy o trzeciej w nocy. Potężne billboardy będą zawsze rozświetlać to miejsce, a na ulicach będzie tłum ludzi. Kiedy byłem tam za pierwszym razem w dniu Amerykańskiego Święta Niepodległości nastąpił blackout. Wysiadł prąd w całym stanie Nowy Jork. Wyobraźcie to sobie jak wyglądało to miejsce gdzie zawsze świecą tysiące diod. Ciemność – zupełne nic. Coś naprawdę niesamowitego.

523133_10151412400284447_639897902_n-2

Do mojego ukochanego miasta wracałem w kolejnych lat dwa – trzy razy w roku. Raz były to dłuższe półroczne wyjazdy, a czasem zdarzały się krótkie dwu, albo nawet jednodniowe wizyty. Potrafiłem wsiąść w samolot w piątek po pracy, wylądować około 17 polecieć prosto na musical, następnego dnia rano na szybkie zakupy i w sobotę popołudniu siedzieć już w samolocie powrotnym do Polski. Spędzałem prawdopodobnie tyle samo czasu w samolocie co na miejscu. Szalony niektórzy mówili. Wizyta na Broadwayu, czy w jednej z moich ulubionych Nowo Jorskich knajpek, czy szybkie zakupy były jednak tego warte.

303543_10151412439979447_1407816902_n

W czasie kiedy wchodził musical Legalna Blondynka, który grany był w teatrze w samym centrum Times Squeare, razem z koleżanką z Angli spędziliśmy w sumie 24 godzin siedząc pod teatrem czekając na premierowe bilety w pierwszym rzędzie. Siedzieliśmy jak menele w miejscu zwanym centrum świata na papierowych gazetach. I wiecie co? Zdobyliśmy te bilety – byliśmy na premierze różowego musicalu i był to jeden z lepszych jakie widziałem.

Kiedy dowiedziałem się, że Krakowski teatr Variette będzie grał polską wersję, a główna rola grana będzie przez Basię Kurdej Szatan nie zastanawiałem się długo nad wyjazdem. Na szybko wykupiłem bilety, zarezerwowałem pendolino i już byłem w Krakowie.

10473416_1650436988503903_5508953896080044734_n

Wracając do Nowego Jorku – kiedyś daleko było mi do sportu. Jedyną aktywnością jaką robiłem były przejażdżki na rolkach od samego dołu Manhatanu wzdłuż Hadson River aż do 116 ulicy, przy której mieszkałem na Columbia University. Rolki kupione kilkanaście lat temu mam do dziś. Zdarzyło mi się kiedyś pojeździć w Central Parku na rowerze, ale jednej rzeczy jeszcze nigdy tu nie robiłem, Nigdy nie miałem okazji biegać po moim mieście.

29083_448356344446_5811095_n

To tu kupiłem swoje pierwsze buty do biegania. To właśnie w 2010 roku rozpoczęła się moja przygoda biegowa, ale nie miałem okazji założyć moich biegowych butów i potruchtać po wielkim Central Parku. Fakt rok, czy dwa później biegałem w Ameryce, ale po lokalnych uliczkach New Jersey w której nocowałem. Dzieliła nas tylko rzeka, jednak bieganie w NYC to było moje marzenie. Początkowo chciałem jedynie móc mieć tą możliwość, żeby przebiec koło Pól Truskawkowych, czy też obok mozaiki z kamieni Imagine.

image2

Marzenie to jednak szybko zaczęło ewaluować. Po przebiegnięciu swojego pierwszego maratonu wiedziałem już, że będę chciał pobiec w Nowym Jorku. Pobiec w największym maratonie na świecie. Pobiec w moim mieście…

Największe maratony na świecie wchodzące w skład World Marathon Majors takie jak Nowy Jork, Chicago, Boston, Berlin, Tokyo czy Londyn różnią się tym od naszych rodzimych maratonów, że nie jest tam tak łatwo się dostać. Wyjścia zazwyczaj są trzy. Pierwsze dla większości z nas niedostępne – zakwalifikować się z odpowiednim czasem z innego maratonu. Dla trzydziestolatka na NY taki limit to 2:55 .., który jak na razie jest poza moim zasięgiem. Druga opcja to loteria. Nie ma co się oszukiwać – trzeba liczyć na łut szczęścia. Kandydatów są setki tysięcy a miejsc tylko kilka tysięcy. Trzecia – ostateczna to zakup pakietu, często wraz z przelotem i hotelem przez biuro podróży, wspierając liczne akcje charytatywne. Koszty jednak są tu znacznie większe aniżeli już spore w przypadku kiedy uda nam się wylosować pakiet w loterii.

Pierwszy raz zaaplikowałem rok temu. Kiedy w marcu byliśmy z Moniką na nartach w Val Thorens w środku nocy usłyszałem zza ściany okrzyki radości. Cośka była tą szczęściarą, którą system wylosował do uczestnictwa w 2014 NYC Marathon. Mi się nie udało. Wiedziałem jednak, że prędzej czy później i do mnie uśmiechnie się szczęście i będzie mi dane pobiec królewski dystans, finishując w Central Parku.

image3-752x490

W listopadzie ubiegłego roku spróbowałem po raz drugi. Wypełniłem aplikację – zapłaciłem wpisowe (10 dolarów) i nie pozostało nic innego jak czekać … nie krótko bo aż do marca. Europejczycy losowani są ostatniego dnia. Wiedziałem dokładnie kiedy to będzie. Tej nocy nie mogłem spać. Budziłem się dosłownie co 30 minut i zerkałem na komórkę sprawdzając czy mail z wynikami losowania już przyszedł. Była 2:30 … . Przyszedł… dostałem się … Poziom radości i podekscytowania był tak duży, że już nie zasnąłem. Rano miałem zaplanowany trening tempowy na Warszawskiej Agrykoli. Byłem już tam przed piątą. Nie mogłem wyleżeć w łózku – musiałem iść pobiegać. To serio była jedna wielka radość. To spełnienie biegowego marzenia było coraz pewniejsze.

255532_10151412446474447_885336396_n

Nadszedł październik. Ostatnie dni przed wylotem nie myślałem już o niczym innym, jak o tym, żeby być już na miejscu. Odliczanie dni, słuchanie Alicey Keys czy Franka Sinatry. Oglądanie zdjęć. Szybkie pakowanie. Nie mogłem się doczekać. Powoli docierało do mnie, że to dzieję się naprawdę. Po roku nieobecności w NYC wracam … znów będę mógł pochodzić moimi uliczkami, usłyszeć klakson żółtych taksówek, usiąść na Times Square i patrzeć jak przewija się przez niego tysiące ludzi dziennie. Tym razem to będzie inny wyjazd. W końcu uda mi się pobiegać po ulicach dużego jabłka. Nadszedł dzień wylotu. Ponownie nie mogłem spać. Obudziłem się o 4tej i już tylko odliczałem ostatnie godziny.

29083_448358424446_1998791_n

To będzie też całkowicie inny maraton. Dla mnie już piąty, jednocześnie pierwszy w którym nie będę ścigać się z czasem. Te czterdzieści dwa kilometry to będzie czas w którym będę rozkoszować się biegiem, widokami, ludźmi, atmosferą. Nie mam żadnego ciśnienia na wynik. Pobiegnę 5 godzin? Super – więcej czasu spędzę w moich biegowych butach na ulicach miasta. Będę chciał się zatrzymać i zrobić zdjęcie? Po prostu to zrobię bez wyrzutów sumienia, że stracę cenne sekundy. Będę przybijać piątki, strzelać selfiaki i dopingować innych. Będę się bawić biegiem spełniając swoje największe biegowe marzenie. A do tego wszystkiego wbiegając na metę przebiegnę dziewięciotysięczny kilometr w swoim życiu – to się nazywa zbieg okoliczności!

12118700_1686159358264999_7156461176900633475_n

Dzień wcześniej wystartuję tez w biegu na 5km. Tu postaram się dać z siebie 99%. Dlaczego nie 100? Żeby mieć siłę na dzień następny :) To będzie najdroższy bieg w moim życiu – pakiet kosztował 50 dolarów, a biec będę mam nadzieję, że niespełna dwadzieścia minut. W życiu jednak trzeba robić to co sprawia nam przyjemność. To po to pracuję, żeby móc sobie na coś takiego pozwolić. 

12189000_10154304215994447_851034457585649563_n

Teraz siedzę już w samolocie. To się dzieję naprawdę. Za sześć godzin znajdziemy się z Zosią i Mateuszem siedem tysięcy kilometrów od domu. Wylądujemy na wielkim lotnisku JFK, które spokojnie mogłoby być małym miasteczkiem. Rozpocznie się kolejna biegowa przygoda. Mimo, że będę już w tym mieście kolejny raz to znów będzie coś nowego. Będziemy na meczu koszykówki, pójdziemy na musical. Po raz kolejny wjadę na szczyt Top of The Rocks, żeby zobaczyć jak Empire State Building góruje nad manhatanem. Po raz pierwszy zobaczę Manahtan z drugiej strony – z obserwatorium One World – wieży powstałej w miejscu, gdzie jeszcze 15 lat temu stało World Trade Center. Nie wiem który już raz przejdę przez Brooklyn Bridge – za każdym jednak razem czuje coś wyjątkowego spacerując i obserwując linię wieżowców na Manhatanie.

image1-2

Do Maratonu mamy 3 dni, żeby móc przeżyć to miasto na swój sposób. Będziemy w turystycznych miejscach, ale będziemy też w takich, które są wyjątkowe dla miasta a nie znane turystom. Bądźcie ze mną w tym czasie. Na instagramie będą pojawiać się zdjęcia, a na snapchacie (RunEat.pl) będziecie mogli na żywo śledzić nasze kroki i zobaczyć razem z nami Nowy Jork – naszymi oczami.

Marzenia są po to, żeby je spełniać i my właśnie zaczynamy to robić. Mam nadzieję, że znajdę chwilę czasu i codziennie będziecie mogli poczytać na blogu jak wygląda nasza przygoda. Zaczynamy od Nowego Jorku, a już dzień po maratonie wybieramy się na Hawaję poczuć trochę Iron Manowego świata i złapać jeszcze kilka promieni słońca. Koniecznie bądźcie z nami. Zmykam chwilę się przespać w samolocie co by zmiana czasu poszła łagodniej. Was zapraszam do kliknięcia lubię to poniżej i śledzenia naszego amerykańskiego snu.

Pozdro!

PS. Jest 5ta rano. Spać już sie nie chcę :) Czekam na zdobycie WIFI żeby móc wrzucić Wam post, a tymczasem lecę pobiegać :)

2 Responses to American Dream – preludium

  1. JackRuns pisze:

    Bo najważniejsze to spełniać swoje marzenia :) pozdrawiam i miłej zabawy :)

  2. runwithmum pisze:

    Ajjj ja na pewno będę śledzić!! Zazdroszczę nieprzyzwoicie i mam nadzieję, że kiedyś też tak będę mogła. Wyjątkowego czasu!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *