Astana – pierwsze wrażenia z kraju Borata

Published on: 13 czerwca 2018

Filled Under: Bez kategorii, Podróże, W Biegu

Views: 3357

Tags: , ,

Kocham podróżować – to odkrywanie nowych miejsc na świecie jest czymś co powoduje, że co jakiś czas odpalam przeglądarkę i po kolei sprawdzam promocje na połączenia w dowolne miejsce na świecie. Podobnie było pod koniec ubiegłego roku, kiedy usiadłem przed stroną IronMana i zacząłem szukać miejsca na swój pierwszy start na połówce. Początkowo miał być to Sieraków, jednak chciałem, żeby debiut był sygnowany czerwoną Mką … Jako, że rower to ta część w tri w której mam największe rezerwy, szukałem miejsca, gdzie trasa będzie w miarę płaska … Na połówce standard to 700-900 m przewyższenia na 90 kilometrach … przeglądałem, przeglądałem i nie mogłem się zdecydować …

Któregoś dnia ponownie zajrzałem na mapę IronManowskich połówek (a jest ich sporo) i nagle dostrzegłem dodatkową pinezkę, która znalazła się w samym centrum Azji … hmm – to może być ciekawe? Otworzyłem konkretne wydarzenie i okazało się, że w Astanie – stolicy Kazakhstanu po raz pierwszy będzie organizowany triathlon z serii 70.3. Serce zaczęło mi bić co raz mocniej, bo ot właśnie kraj Borata jest mi wyjątkowo bliski. Kiedy zaczynałem swoją przygodę z pracą w korporacji, jednym z moich pierwszych zadać było wprowadzanie marki Avon na rynek kazachski, a następnie otwieranie Kirgistanu. Wszystkim Avon kojarzy się z konsultantkami, a tych jest naprawdę sporo – do dziś pamiętam jak przy pierwszych katalogach zakładaliśmy, że będą z nami pojedyncze reprezentantki. Z biegiem czasu ta liczba rosła wykładniczo. Wzrost biznesu był niesamowity i to najbardziej mnie fascynowało w tej pracy. Niestety nigdy służbowo nie pojechałem do Almaty, gdzie mieliśmy biuro…

polowki

Przypatrując się trasie wszystko wskazywało, że to coś dla mnie – rower praktycznie płaski – na całej trasie 100m przewyższenia, do tego też płaski bieg. Sprawdziłem, czy jest jakieś sensowne nie kosztujące majątku połączenie do Astany z Warszawy. Kolejne miłe zaskoczenie – od niedawna LOT lata tu bezpośrednio … przypadek? Grzecznie poczekałem na pierwszy dzień zapisów (październik ub. r.) i tak po 8 miesiącach, 1 czerwca tego roku zrobiłem sobie przent na dzień dziecka i wsiadłem w samolot – rozpocząłem kolejną przygodę życia do miejsca, w którym za 4 dni stanę na linii startu swojego pierwszego pół-ironmana.

34090307_10157510300804447_5873729774303576064_n

Dziś nie chciałem pisać ani o motywacji, ani o treningu, a tym bardziej już o samym starcie. Kazakchstan to dla mnie całkowicie nowe miejsce, a jako dziecko stanu wojennego – rocznik 82 jestem pierwszym rocznikiem, który w podstawówce nie uczył się rosyjskiego. Bukwy są dla mnie tak samo zrozumiale jak chiński alfabet, więc zapowiadała się powtórka z rozrywki po podróżach do Chin czy Tajwanu, gdzie próby porozumiewania się po angielsku spełzły na niczym. Dziś moje pierwsze wrażenia z wizyty w miejscu całkowicie dla mnie nowym – inna kultura, inny język, inne pieniądze – tu wszystko jest inne …

Sorry – taki mamy klimat …

Jeszcze w Polsce sprawdzałem jakiej pogody można się spodziewać – prognozy zapowiadały, że może być ciepło. Nawet gorąco – dlatego też przez ostatni czas starałem się trenować w warunkach najbardziej zbliżonych – w Warszawie biegałem w południe co pozwoliło przygotować się organizmowi do wyższych temperatur.

Kilka osób ostrzegało mnie przed tym, że w Astanie może wiać … do tej pory miałem chyba inne pojęcie mocnego wiatru, bo ten wiejący w okolicy 20 km/h był już dla mnie potężnym wyzwaniem. Po kilku wyjazdach na Wyspy Kanarysjkie, a szczególnie ostatnim na Feurcie poznałem jednak, ze wiać może dużo mocniej, jednak prawdziwa lekcja czym jest wiatr nastąpiła w momencie przylotu do Astany.

Pierwsze mocne podmuchy poczułem już po wyjściu z lotniska – niby 20 stopni, a zimno na maksa – wszystko przez wiatr. Kiedy drugiego dnia po przylocie miałem wyjść na dłuższy rower, zawróciłem po 10 kilometrach. Nie byłem w stanie jechać – i to nie czołowy wiatr stanowił problem a ten boczny – tak mocno wiało, że praktycznie wywracało mnie na bok. 40-50 km/h to nie jest coś co RunEat lubi najbardziej. Początkowo byłem nawet lekko załamany i już myślałem o sprowadzaniu innych kół, bo na stożkowych mogło mnie po prostu przewrócić.

Astana to miasto położone w środku niczego – nowo wybudowana stolica (Astana znaczy właśnie stolica) znajduje się w centrum kraju pośród bezkresnych stepów. Nie jest niczym osłonięta. Pogoda zmienia się tu jak w kalejdoskopie – jednego dnia potrafi być 30 stopni w ciągu dnia, żeby drugiego być już około 15tu. W nocy spada do 9 – i to wszystko w środku lata. Choć to i tak nie ekstrema – normą są temperatury blisko 40 stopni na plusie w lato – zimą temperatura spada do -40 stopni, a śnieg wywożony jest ciężarówkami … jak to powiedział by klasyk w naszym kraju – SORRY – taki mamy klimat.

Architekt płakał jak projektował

Tak jak wspominałem, to dosyć nowe miasto. Stolicą jest od 20 lat – niesamowicie się rozwija i z tego co słyszałem, nic mu do typowych kazachskich miast. Nowoczesność jest tu widoczna gołym okiem – wszystko dzięki EXPO, które odbywało się tu w ubiegłym roku i niesamowitej ilości nowo powstałych budowli. Nic tu się raczej nie trzyma ładu i składu. W jednym miejscu gigantyczna piramida, obok wielki biało złoty meczet, a 50 metrów dalej wielki szklany wieżowiec. To wszystko połączone trzy – cztero pasmowymi drogami … Początkowo mnie to strasznie drażniło jednak z każdym kolejnym dniem podoba mi się tu coraz bardziej i w tym całym architektonicznym miszmaszu jest to coś … jedno trzeba przyznać – Kazachowie mają rozmach !!!

34303510_10157515484589447_2366671110608519168_n

Szto ty gawarisz?

Język jest tu dla mnie największą barierą, a jednocześnie wyzwaniem to pobudzenia swojej kreatywności. Mało kto mówi po angielsku, ale czy to musi być coś, co powinno nas stopować przed wybieraniem podróży w takie kraje? Przy obecnie dostępnej technologii i odrobinie wyobraźni można sobie poradzić …

Moim pierwszym wyzwaniem było odnalezienie pływalni. Jeszcze pierwszego dnia pobiegłem w kierunku domniemanego basenu. 7 kilometrów w wietrze i ulewie nie nastrajało jakoś pozytywnie, jednak udało się dobiec do celu. Wielka Hala hipodromu w Astanie – tam miał być basen – znalezienie wejścia było wyzwaniem. Ochroniarz ani me ani be po angielsku. Słowo pływać po polsku też nie pomagało, zacząłem więc udawać, że płynę – raz żabką, raz kraulem i tak miły Pan wskazał mi kierunek do wejścia. Gdyby ktoś się kiedyś wybierał – pływalnia czynna jest od 7 do 23 codziennie oprócz poniedziałków, a koszt wstępu to 4000 KZT (44 PLN)

Dzień później w Uberze kierowca przez dobra 10 minut próbował do mnie mówić, aż w końcu zorientował się, że ja nie gawari. Strzeliliśmy wspólną fotkę – powiedział SALAM MALEJKUM i pojechał dalej…  cóż – co kraj to obyczaj :) Na pewno wszyscy tu na swój sposób starają się być bardzo pomocni – nawet jak nie rozumieją języka ….

34383459_10157521123469447_5155259433051226112_n

Бұл қанша тұрады – skolka stoit?

Pytacie o zakupy i czy mają tu makaron … Jesteśmy uratowani – pastę można dostać bez problemu, jednak asortyment w sklepach jest dość dziwny – nie napiszę, że ubogi, bo wszystkiego jest pod dostatkiem, aczkolwiek ciężko czasem znaleźć coś, co u nas jest na porządku dziennym. Tym bardziej, jak nie wiesz jak szukać.

Moją metoda jest google translate – szukając tuńczyka w puszce wpisałem na komórce, pokazałem Pani w sklepie i już zaprowadziła mnie do odpowiedniej alejki w której odnalazłem poszukiwany skarb. Mało na którym produkcie znajdziemy etykietę po angielsku – zazwyczaj będzie to rosyjski, kazachski oraz jeszcze jeden podobny język…

IMG_9140

Pod domem mam duży supermarket, jednak w nim ciężko o większy wybór warzyw – pomidor, papryka ogórek – jasne, ale już avokado, czy np. rukola – tego nie znajdziesz. Duży wybór mięs – głównie czerwonych, oraz popularne gotowe danie kupowane na wagę. Bez problemu dostaniesz tu ugotowany ryż, czy kaszę gryczana z dynią. Przyznam, że jest całkiem smaczna.

Dopiero wczoraj znalazłem sklep, w którym jest np. łosoś – uff – będzie co jeść, bo ile można jeść kurczaka?

Ceny zbliżone do polskich, a może nawet odrobinę taniej?

kak dobratsya do?

Transport w Astanie jest wyjątkowo dobrze rozwinięty. Znakomita sieć autobusów, a każdy przejazd kosztuje złotówkę, niezależnie od tego, czy jedziesz jeden przystanek, czy na drugi koniec miasta. Bilet kupujesz od konduktora w autobusie, który mimo tłoku i czasem uczucia, ze jesteś sardynką w puszce dokładnie wie, kto wsiada i wysiada na jakim przystanku. Grzecznie podjedzie i zainkasuje od Ciebie przysłowiową złotówkę.

Z lotniska dojedziesz bez problemu autobusem linii 100 do samego centrum. Alternatywą jest uber …

Sam często poruszam się nim na pływalnie, czy do centrum – jest tu niezwykle tani. Za 10 kilometrowy przejazd płacę około 10 złotych, jednak jeżeli oczekujesz limuzyny to możesz się przeliczyć. Ogólnie mało tu nowych samochodów, wszystko ma już swoje lata świetności za sobą, ale w tym jest klimat … szczególnie jak podjeżdża po Ciebie na pływalnie rozklekotany Mercedens Benz … Unikajcie taksówek – są dużo droższe i próbują oszukiwać. Za tą samą odległość gdzie uberem płaciłem 700 KZT taksówkarz chciał 1500 …

34274817_10157514884079447_2732275825108844544_n

Jest co zwiedzać?

I na koniec pytanie klucz – czy sama Astana to miasto, w którym jest co zwiedzać. Szczerze? Nie za wiele. Poza najbardziej popularną wieżą Bäjterek, która kojarzy się z miastem niewiele. Jest kilka meczetów, ale czy można do nich wejść nie wiem – nie próbowałem. Jest centrum handlowe Khan Szatyr w kształcie dużego cyrku – taka architektoniczna ciekawostka – coś jak nasze warszawskie Złote Tarasy. Generalnie wszystko można załatwić 3 kilometrowym spacerem w linii prostej zaczynając od Pałacu Prezydenckiego, poprzez park i wieżę przypominającą wielkiego lizaka Chupa Chups, fontanny, napis I <3 Astana i kończąc na zakupach pod wielkim namiotem. 

IMG_8711

Tyle z pierwszych wrażeń o Kazachstanie i samej Astanie. Dajcie znać w komentarzach, czy chcecie takich podróżniczych wpisów więcej – co Was interesuje, na co zwracać uwagę.

Ja tymczasem lecę na zabawę biegową a następnie kolejne wyzwanie przede mną – znaleźć fryzjera i wytłumaczyć mu, że po obcięciu nie chcę wyglądać jak Borat :)

 

Previous post:
Next Post:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *