Maraton ma to coś …

Published on: 9 października 2014

Filled Under: Motywacja, W Biegu

Views: 2416

Tags: , , , ,

Pierwsze dni października za nami. Termometry pokazują dość niespotykaną jak na tą porę roku temperatury, a prognozy na najbliższy weekend przewidują temperaturę bliską rekordowi Polski z 1966, kiedy to na słupkach mogliśmy zaobserwować ponad 28 stopni w Gorzowie Wielkopolskim.

IMG_0362

O tym, że jesteśmy w pełni maratonowego sezonu może chyba obecnie świadczyć jedynie kartka z kalendarza, no i drzewa z pustymi już gałęziami wraz z pięknymi żółto brązowymi liśćmi leżącymi na ziemi. Wrocław, Warszawa – dwa z trzech dużych jesiennych maratonów za nami, a już za 3 dni Poznański maraton. Im bliżej tej daty, tym więcej zastanawiam się nad maratonem … bo w końcu to Poznań był miastem mojego maratońskiego debiutu, a już w najbliższy weekend będę w tym samym miejscu kibicować biegaczom, jednocześnie czując to dziwne uczucie, że chciałbym być po drugiej stronie

To miał być tylko jeden raz…

Kiedy ponad rok temu decydowałem się na to, aby przebiec maraton, myślałem o tym, jako jednorazowej akcji. Była to tak zwana jedna z pozycji na liście rzeczy do zrobienia w życiu. Drzewo już zasadziłem (nawet nie jedno), dom i potomek w planach, no i gdzieś tam przewijała się myśl maratonu. Czemu ktoś spyta? W zasadzie to sam nie wiem. Cofając się do początku 2013 roku to pewnie miałem myśl, że chcę sobie udowodnić, że jestem w stanie dokonać czegoś co nie jest na wyciągnięcie ręki. Co prawda byłem już wtedy odchudzony, ale moja kondycja na pewno nie pozwalała by mi wtedy przebiec z marszu więcej jak 10km. Kiedy udało mi się dostać do drużyny Wyzwania Runners World poczułem, że cel jest trochę bardziej realny – w końcu dostałem trenera, który przeprowadzi mnie przez tych kilka miesięcy pracy i pozwoli odhaczyć na liście TO DO pozycję maraton.

39772-MPO13-6099-42-000101-mpo13_01_mpa_20131013_122925_1 - Kopia

Czerwiec był pierwszym miesiącem przygotowań i dobrze pamiętam jak wtedy stwierdziłem, że to nie jest taka trudna sprawa – 4-5 razy w tygodniu po 10-12km. Powinno być na luzie. Pamiętam też moment w którym dostałem plan na lipiec i nogi mi się lekko powiem ugięły. Środowa dyszka zamieniła się w 20km w jakimś kosmicznym tempie. Wtedy jeszcze nastawianie budzika na 5, żeby przed pracą iść na trening nie przychodziło mi z taką łatwością jak dzisiaj.

Pamiętam, jak mówiłem, że byle do 13 października. Przebiegnę te 42km 195 metrów udowadniając sobie, że rzeczy z pozoru nierealne, można osiągnąć. Wystarczy tylko chcieć. Wystarczy spotkać na swojej drodze odpowiednich ludzi, i w końcu wystarczy odrobinę samozaparcia. A później już miałem olać te wszystkie biegowe nawyki, stało się jednak inaczej …

2 godziny później…

… byłem zapisany na kolejny maraton…. Po debiucie w Poznaniu, po wejściu do domu mojej siostry w Poznaniu, pierwsze co zrobiłem to pożarłem wielkiego schabowego, następnie wziąłem prysznic, odpaliłem kompa i zapisałem się na Krakowski Maraton, a chwilę później sprawdziłem kiedy rozpoczyna się rejestracja na jesienny maraton w Berlinie …

Maraton to Maraton

Człowiek patrzący z boku, powie, że maratończycy są nienormalni. W pełni władz umysłu, sami z siebie zapisują się na kilka godzin walki. Walki z czasem, walki z samym sobą. Nie oszukujmy się – maraton to nie jest bieg, na który idziesz spontanicznie. To nie jest bieg, gdzie wszystko jest pięknie przez całe 42195 metrów. Kibice, którzy obserwują biegaczy na 30+ kilometrze zastanawiają się po co Ci ludzie to robią?

46508-MKR14-625-42-000101-mkr14_01_sch_20140518_095246_1

Są też i tacy biegacze co po prostu maratony biegają bo uwielbiają tą atmosferę maratonu. Mają ochotę pokonać ten dystans po raz kolejny i kolejny i robią to często w odstępach kilkutygodniowych. Tu to ja się łapię często za głowę, jak ktoś mi mówi, że czuje się znakomicie, i że tylko jeden maraton biegnie na maksa, a resztę bo po prostu lubi. To w sumie najważniejsze, bo w życiu trzeba robić te rzeczy, które lubimy, ale jednak maraton to maraton. Te 42km czy chcemy tego czy nie, czy czujemy w kościach czy nie, daje nam nieźle popalić. I mimo, że te pozostałe biegniemy wolno, to jeszcze bardziej nasze kości dostają w kość (masło maślane :-)). No ale każdy Wie co robi :) Mądre biegowe głowy, powiedziały mi kiedyś, że optymalnie jest biegać dwa maratony w roku – jeden na jesieni, drugi na wiosnę i tego będę się trzymał :)

Dla większości startujących na królewskim dystansie, jest to jednak bieg w którym w pewnym momencie masz po prostu dość (na własne życzenie), a jednak mimo przeklinania na trasie, po dobiegnięciu na metę w głowie powstają myśli – to gdzie następny? Bo po prostu …

… ma to COŚ …

Maraton to bieg, na który często czekamy po kilka miesięcy. Przygotowujemy się solidnie do niego. A on nadal zostaje jedną wielką niespodzianką. Możesz być świetnie przygotowany, a tu nagle w dzień maratonu zamiast obiecywanych październikowych 12 stopni pojawia się 30 stopniowy upał. Możesz z czystym sumieniem, że wszystkie treningi zrobiłeś jak należy, a tu po prostu może nie być Twój dzień.

46508-MKR14-625-42-000101-mkr14_01_mta_20140518_105253_2

Może być też i tak, że to jest Twój dzień i to Ty rozdajesz karty. Ty decydujesz, że maraton nie będzie Ci dyktował warunków, ale to Ty rozprawiasz się z nim wedle swojego pomysłu. I z takim właśnie podejściem trzeba biec maraton. Trzeba być pewnym siebie i mieć silną (czy jak kto woli mocną głowę). Maraton to nie tylko bieganie, ale też psychika. Często to właśnie dzięki głowie wygrywamy – i nie zawaham się użyć tu stwierdzenia, że maraton do 30km biegnie się na nogach, a później głową.

Maraton ma to coś, na co czekamy przez 30km. Ma tą nutkę niepewności – ma to coś co powoduje, że chętnie powracamy na maratońską trasę podnosząc poprzeczkę coraz wyżej i wyżej. To COŚ w maratonie pozwala nam się napędzać i trzyma nas w napięciu do ostatnich metrów biegu.

46508-MKR14-625-42-000101-mkr14_02_mz_20140518_122837_3

Maraton, to nie jest mój ulubiony dystans. Dużo bardziej wolę połówki, gdzie mam większą pewność siebie, i to, że nie boje się tam zaryzykować, ale to właśnie maraton ma w sobie to coś tajemniczego, że chce więcej i więcej. Mimo, że do jesiennego maratonu zostało mi jeszcze kilka tygodni, to już jestem zapisany na kwiecień przyszłego roku do Wiednia, a jednocześnie przeszukuje internety, gdzie by tu nie pobiec na jesieni 2015. Tak jest z tym biegiem, że uzależnia.

Nie mogę się już doczekać kiedy za kilka dni znajdę się znów w Poznaniu. Jakoś nie wyobrażam sobie, że nie mogło by mnie tam nie być. Chcę znów poczuć tą tą atmosferę. Pokibicować tym, którzy jak ja rok temu debiutują na tym dystansie. Spotkać znajomych…

Wszystkim tym, którzy w Poznaniu startują, życzę powodzenia i tego, aby Wam też maraton wszedł w nawyk :)

A dla tych co zastanawiają się nad tym czy pobiec w maratonie – to jest właśnie idealny moment. Pomyślcie czy jesteście już psychicznie gotowi na to. Czy macie już za sobą kilka miesięcy biegania. Jakąś połówkę na koncie. Jeśli tak, to czas popatrzeć gdzie na wiosnę organizowane są biegi – w Polsce to Orlen, Łódź czy Dębno – w Europie to np. Wiedeń czy Barcelona. Wystarczy wybrać miejsce i zacząć przygotowania :) Zacząć przygodę, żeby odkryć w maratonie to COŚ. COŚ co dla każdego jest czymś innym, a jednoczy nas wszystkich w tym, że z uśmiechem na twarzy startujemy na linii startu, żeby po 42km z małym haczykiem znów uśmiechnąć się na mecie :)

39772-MPO13-6099-42-000101-mpo13_01_jk_20131013_124129

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *