Nie ma nudy …

Published on: 9 lutego 2017

Filled Under: Motywacja, Trening, Triathlon, W Biegu

Views: 2404

Tags: , ,

“Nie ma nudy” – to hasło pojawiło się w mojej głowie pod koniec ubiegłego roku, kiedy myślałem o tym co chcę zrobić w 2017. Ponad miesiąc temu napisałem o 17 marzeniach na ten rok … no właśnie … minęło już 40 dni nowego roku, a na blogu cisza…

“Opuszczasz się w pisaniu”, “Czemu nic nie piszesz?”, “Kiedy będzie jakiś nowy tekst na blogu?” to chyba częściej zadawane przez Was ostatnio pytania, niż te dotyczące treningu, czy sportowych porad. Jedyne co mogę powiedzieć to mea culpa. To co mogę mieć na swoje usprawiedliwienie, to to, że rzeczywiście #NIEMANUDY.

Mamy początek lutego, a tak naprawdę dopiero teraz, podczas blisko 6 godzinnego lotu mam pierwszy raz chwilę wolnego, żeby usiąść i coś napisać. Niech nie brzmi to jak wymówka, bo zgadzam się z tym, że czas zawsze można znaleźć, ale wszystko jest kwestią priorytetu i jakości. Dla mnie w ostatnim czasie priorytetem była regeneracja – nie ma co owijać w bawełnę – wracając do domu zazwyczaj po prostu szedłem spać. Nie jestem ideałem blogera, który co kilka dni wrzuca nowy tekst. W tym roku do tej pory pisałem za mało – ba prawie w ogóle nie pisałem, bo jedyny tekst jaki pojawił się to ten o marzeniach na ten rok. Nie chciałem pisać, czegoś na pół gwizdka. PRZEPRASZAM, obiecuję poprawę :) Mam nadzieję, że teraz podczas obozu treningowego uda mi się nadrobić i co jakiś czas podrzucę Wam jakiś nowy tekst, a pisać jest o czym, bo jak do tej pory część z tych marzeń już udało się spełnić.

IMG_3499

Zaraz na początku stycznia poleciałem na dłuższy weekend do Lizbony. Pisałem już o tym kiedyś – niesamowite jest to, jak łatwo jest teraz podróżować. Nie trzeba wydawać fortuny, wystarczy trochę sprytu i przez 2-3 dni można spędzić w śródziemnomorskim klimacie, kiedy w naszym kochanym kraju trzyma sroga zima. Czy Lizbona mnie zachwyciła? Tego na razie nie zdradzę …

Jeszcze w Lizbonie udało mi się zrobić pierwszy mocniejszy trening w tym roku. Po tym, jak nie udało się pobiec maratonu w Maladze biegałem jedyne luźne rozbiegania, dlatego też bardzo zastanawiało mnie, jak bardzo forma jest ulotna. I tu bardzo pozytywne zaskoczenie – bez problemu wszedłem w tempo maratońskie, a nawet lekko szybsze i bieg progowy był dla mnie całkowicie w strefie komfortu. To przełożyło się na wynik w pierwszym starcie w tym roku, kiedy tydzień później wystartowałem w XXXV Biegu Chomiczówki.

Nie jest to mój ulubiony bieg. Zazwyczaj jest zimno, a trasa to 3 pętle wokół śmietnika. To, że bieganie poszło do przodu pokazał wynik, w którym udało mi się urwać ponad dwie minuty z poprzedniego roku. Niestety podczas biegu zaufałem zegarkowi, i byłem przekonany, że lecę na złamanie godziny (tempo poniżej 4min/km). Jak jednak się okazało później GPS trochę mnie przekłamywał, więc koniec końców tempo wyszło lekko wolniej – nie mniej jednak jestem bardzo zadowolony z tego wyniku, zważając, że to dopiero początek treningu, a w poprzedzającym tygodniu bez odpuszczania trenowałem.

IMG_5279

Nie trzeba było długo czekać na kolejną podróż. W połowie stycznia w 17 osób + Misiek wybraliśmy się na biegową wycieczkę do Aten. To trzecia edycja wyjazdu po Brukseli i Rzymie. Byłem bardzo pozytywnie zaskoczony tym, że tak wielu z Was zechciało wspólnie przeżyć tą przygodę. To był niesamowity czas, mnóstwo dobrego jedzenia, dobrego wina i fajnego biegania. Specjalnie dla nas został otworzony o wschodzie słońca stadion, na którym rozgrywały się pierwsze nowożytne Igrzyska Olimpijskie. Tu znów potrzymam Was trochę w napięciu i już niedługo zaproszę na osobny tekst.

IMG_6290

Za dużo czasu w domu nie spędziłem – dosłownie tylko się przespałem i wyprałem ciuchy biegowe i już następnego dnia biegałem po Londynie. Tam spędziłem ponad tydzień podczas służbowych spotkań i przyznam, że byłem bliski depresji. Cały czas ciemno. Wychodziłem na trening o 5tej rano, o 7 kończyłem i o 8 już byłem w biurze, kiedy to dopiero wstawało słońce. Koniec pracy po zachodzie, szybka kolacja, czy to ze znajomymi z pracy, czy moimi przyjaciółmi, którzy mieszkają w Londynie i do łóżka spać. Uwielbiam Londyn – w związku z częstymi podróżami z pracy, już nie muszę zastanawiać się jak ułożyć trasy biegów, bo czuje się praktycznie jak w domu, i wiem przy którym drzewie, czy czerwonej budce telefonicznej mija kolejny kilometr. Jedyne czego mi zabrakło podczas wyjazdu, to odwiedzenia musicalu, ale to się nadrobi w kolejnym miesiącu.

IMG_7128

I tak mijał dzień za dniem. Ostatni tydzień przed wyjazdem oddałem się ułańskiej fantazji Treneiro. Nie wiem czy podsyłając mi plan treningowy, przypadkiem nie wysłał mi swojego planu, ale minione dni to był kawał solidnej pracy treningowej. Siedząc teraz w samolocie czuję trochę zmęczenie w nogach, a to wszystko przed dwutygodniowym okresie, podczas którego obciążenia na pewno nie będą mniejsze… Może Łukasz, zrobił taki okres wprowadzający? No bo jak można nazwać weekend, w którym w sobotę wykonujesz zakładkę 50 km roweru (OUTDOOR) z 10 podjazdami na Agrykoli, połączoną z 6 km biegiem, a po kilku godzinach lecisz na basen. W niedzielę robisz 20 km biegu, a w kolejnych dniach widzisz w planie podbiegi, interwały rowerowe i 3000 m pływania. No nic … Żeby były wyniki trzeba zapierdzielać.

IMG_7639

W tym wszystkim udało się znaleźć jeszcze czas na przeczytanie trzech książek, kino, teatr oraz kilka wyjść ze znajomymi na jakieś dobre jedzenie. Tu dobra sytuacja, przy okazji wspomnianej zakładki weekendowej – po powrocie dzwoni trener i pyta, czy nie mam ochoty pójść na ziemniaka do Grooli? Na co odpowiedziałem – ochotę mam, tylko ktoś mi zaplanował basen – nie znasz może? Taki dowcipniś z mojego Treneiro …

A teraz najbliższe 15 dni dzięki Wam spędzę na Lanzarocie spędzając czas w taki sposób jak lubię – aktywnie. To właśnie Wy nominując mnie rok temu do nagrody Blog Roku, pozwoliliście wygrać nagrodę, jaką był voucher do ITAKI. Dzięki temu będzie okazja do potrenowania w dobrych warunkach, podjedzenia moich ulubionych kalmarów i przede wszystkim złapania dużej dawki słońca. Bardzo ciekawi mnie jak różni się też ta wyspa od Teneryfy, na której byłem “po maratonie” w Maladze. Obiecuję też stworzyć moje vademecum Teneryfy, bo naprawdę jest wiele miejsc, które warto odwiedzić, a nie koniecznie są one w przewodnikach.

Tak więc nie przedłużając, bardzo dziękuję za docenienie pracy w ubiegłym roku i możliwość spędzenia teraz czasu w słońcu i obiecuję poprawę w pisaniu … no i w filmikach, bo materiał jest tylko trzeba znaleźć czas, żeby go złożyć.

Jeszcze raz dzięki i trzymajcie kciuki za nasze treningi!

One Response to Nie ma nudy …

  1. krajowy.biz pisze:

    Pomocne informacje, dziękujemy bardzo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *