Niech moc będzie z Tobą! Osiągaj Więcej!

Published on: 15 maja 2017

Filled Under: Triathlon

Views: 2766

Tags: , , ,

Po dobrze przepracowanej zimie, poprawionych życiówkach na 5, 10 i 21 kilometrów coraz bardziej wyczekiwałem rozpoczęcia triathlonowego sezonu. „Sprzymierzeńcem moim jest Moc. I potężnym sprzymierzeńcem ona jest.” Dwa tygodnie spędzone w lutym na Teneryfie pokazały mi, że jest jeszcze nadzieja w moim pływaniu i rowerze, dlatego tym bardziej chciałem zobaczyć już jak to wygląda w rzeczywistości … na początek sezonu w tym roku wybrałem start w Duathlonie w Czempiniu.

To już druga edycja tej imprezy. Z wielką przyjemnością przyjąłem zaproszenie Izy – organizatorki do ponownego odwiedzenia tej małej miejscowości oddalonej 30 kilometrów od Poznania. Biorąc pod uwagę, jaką piękną mieliśmy do tej pory wiosnę i początek maja, duathlon wydawał się idealnym pomysłem na początek sezonu.

Po tygodniu majówkowej zabawy i lekko ograniczonych treningów nie czułem pełni mocy i przyznam szczerze, że nie oczekiwałem żadnych fajerwerków. O ile dobrze jeździło mi się na rowerze, to nogi na biegach miałem jakieś ociężałe, a do tego po dość dużej ilości kalmarów i innych smakołyczków z Chorwacji przywiozłem kilka kilogramów obywatela więcej. Jestem też dość mocno pospinany w nogach – taki efekt jak na chwilę odstawi się rozciąganie. Stając na linii startu chciałem zobaczyć na co mnie stać i zrobić dobre przetarcie przed Sierakowem, który za dwa tygodnie jest dla mnie startem A.

IMG_8577

Zawody odbywały się w konwencji – 5km bieg / 20 km rower oraz 2.5 km bieg. Rok temu pobiegłem bardzo dobrze, jak na swoją ówczesną formę. Pierwszy bieg pokonałem w czasie 20:03. Założenie na ten rok było biec w tempie życiówki na 5km – 3:48 -3:50. Po wystrzale startera ruszyłem mocno do przodu. Pierwszy kilometr z górki i między czas 3:48. Nie czułem, żeby było to wymagające tempo, ale nie było też one tak komfortowe jak bym chciał. Tętno w zasadzie na drugim zakresie, ale nogi jakoś nie chciały trzymać dalej tego tempa. Drugi kilometr ciut wolniej i już powoli w głowie myśli, że tylko nawrotka i zaraz będzie powrót do strefy zmian. Zaraz po nawrotce wiatr w twarz. Nadal zero problemów wydolnościowych, tętno to samo, zle prędkości już nie te. Trzeci i czwarty kilometr biegnę w okolicy 4 min/km. Ostatni kilometr to tylko już myśli, żeby w końcu wsiąść na rower (aż sam jestem zdziwiony, bo zazwyczaj marzę o tym, żeby z roweru zejść na bieg). Długi podbieg, i wiatr w twarz nie ułatwiają sprawy. Mam trochę zapasu, żeby przyśpieszyć na ostatnich dwustu metrach, ale taktycznie wolę utrzymać tempo żeby szybko wsiąść na rower.
18424254_1912674705636191_12914624888173687_n

Wszyscy triathlon utożsamiają z trzema dyscyplinami. No dobra dla duathlonu będą dwie. Zawsze powtarzam, że to czym można przegrać lub wygrać zawody to są strefy zmian. Wykonuje swoją najlepszą zmianę w życiu – podbiegam do roweru – w biegu zdejmuje już buty, okulary wrzucam do koszyka i już biegnę z rowerem. Całość zajęła mi 42 sekundy, co dało mi TRZECI wynik spośród blisko 350 zawodników.

Zaczyna się rowerowy pościg. Założenie od trenera proste w słowach:

Rower chciałbym, żebyś pojechał bardzo mocno i się nie oszczędzał.

Staram się jechać mocno. Pierwszą część pokonujemy pod wiatr. Pierwsza piątka troszkę wolniejsza – trzeba się rozpędzić a później przypiąć buty. Wieje w twarz, ale udaje mi się wyprzedzać już innych. Średnia z piątki 31.2 – dupy nie urywa, ale wiem, że już teraz mogę się rozkręcać. Dojeżdżam dwóch kolesi i wyprzedzam. Nie mija minuta, i widzę jak jeden z nich mnie wyprzedza, a zaraz drugi. Chłopaki zachowują przy tym odstęp draftingu, czego niestety nie można powiedzieć o sporej części pozostałych zawodników. Odpowiadam na zmiane i tym razem ja wychodzę na prowadzenie. Nadal wieje w mordewind, ale wiem, że po nawrotce dostaniemy automatyczne pchanie do zmiany. Druga piątka szybsza – 34km/h.

Teraz zaczyna się cała zabawa. W drogę powrotną wyruszam pierwszy. Za chwile wyprzedza mnie Paweł i krzyczy „No nie odpuszczasz”. Za chwile mija mnie jego brat Marek. Nie pozostaje dłużny i zaraz ja wychodzę na prowadzenie. Tak wzajemnie się napędzając tylko przyśpieszamy. Trzecia piątka 36km/h. Czwarta blisko 38km/h. Dobrze rozegrany negative split :) Pierwszy raz jestem zadowolony z roweru, ale wiem, że czeka mnie jeszcze 2.5 kilometry biegu, które z założenia mam lecieć w trupa!

IMG_8587

Jak się później okazuje – Paweł i Marek to bracia – do Brownlee Brothers jeszcze im trochę brakuje, ale wspólnie wykonaliśmy dobrą robotę. Chłopaki organizują Kórnik Triathlon w sierpniu i nawet chyba chętnie do nich pojadę zobaczyć czy Moc jest cały czas z nimi!

IMG_8591

Ponownie ekspresowa zmiana i w myślach, że to tylko 10 minut biegu. Wybiegając ze strefy zabieram swoją butelczkę wody (szczerze polecam – w lato nawet zamrożoną zostawiam) biorę dwa łyki i wylewam na siebie. Myślę, że nikt nie spodziewał się tego, że będzie gorąco. Dwieście metrów od strefy widzę wracającego zwycięzcę Roberta. Staram się biec szybko, ale ciężkie nogi w ogóle nie chcą współpracować. Pierwszy kilometr 3:55. No nie jest to tempo w trupa, ale nie chce iść szybciej. Jeszcze tylko dwieście metrów i nawrotka i można lecieć już na maksa. Głowa chce, nogi nie bardzo – Wiatr i górka nie pomagają. Moc nie była tym razem ze mną. 600 metrów do mety i organizator przybija mi piątkę i krzyczy, że dwóch gości biegnących przede mną są do dojścia, a oddaleni byli o jakieś 50 metrów. Wciąż było pod górkę, ale udało mi się zebrać w sobie i jeszcze na górce wyprzedzam ich wiedząc, że za dwieście metrów będzie można rozpocząć finish.

IMG_8625

Finish to moja mocna strona. Tym razem jednak zaraz po górce ciężko było mi włączyć już najwyższe obroty. Jednak sto metrów przed metą widzę, że jest jeszcze jeden delikwent do prześcignięcia. Odpaliłem wrotki i udało się na pomarańczowym dywanie wskoczyć o oczko wyżej w generalce. Nie czuję wielkiego zmęczenia wydolnościowego, ani mięśniowego. Z ubiegłego roku udaje się urwać blisko dwie minuty – wszystko w zasadzie z roweru i stref zmian. Bieg sam w sobie wychodzi lekko poniżej zeszłego roku.

Z jednej strony czuję radość – wynik lepszy, z drugiej gdzieś jestem zawiedziony swoim biegiem. To w końcu moja najmocniejsza dyscyplina. No ale nie można spodziewać się fajerwerków, jeśli przez tydzień wcześniej nie wiele biegałem swoim tempem. Szybkość szybko ucieka, ale na szczęście u mnie też szybko wraca, więc ten start dał potężnego kopa, a przede mną jeszcze kilka treningów tempowych w nadchodzącym tygodniu i start w 1/8 IM w Piasecznie.

Na mecie udaje mi się wręczyć też medal koleżance, która dzień wcześniej kiedy przechodziłem obok powiedziała – O! PAN Z INTERNETÓW !!! Dawno się tak nie ubawiłem :))

IMG_8624
IMG_8667

Po zawodach dość szybko zabraliśmy się, żeby resztę weekendu spędzić w moim ukochanym Sierakowie. Bez wątpienia to mój drugi dom. Tam zjadam schabowego w geście zwycięstwa i żeby nie siedzieć bezczynnie idziemy rozjeździć nogi po okolicznych pagórkach :) To było też mój ostatni schabowy w najbliższym czasie. Po szaleństwach w Chorwacji od dzisiaj zaczynam mocno kontrolować to co jem. Pomoże mi w tym Light Box.  W najbliższym czasie mocno zamierzam skupić się na odżywianiu oraz dużej ilości rozciągania. Do Sierakowa dwa tygodnie, a już za 2 miesiące start w Nowym Jorku – trzeba się dobrze przygotować! Wszystko jest dla ludzi. Pokorzystałem z życia w Chorwacji, ale teraz wracam na kontrole samego siebie i nawet wino idzie w odstawkę :) Bardzo jestem ciekawy tego, jak będzie mi się jadło przygotowane dania – na pewno pomoże mi to zyskać trochę czasu, a tego zawsze jest za mało. W Sierakowie spędziłem niesamowite półtora dnia, ale to już w osobnym poście, który przybliży Wam trochę klimat tego miejsca.

2 Responses to Niech moc będzie z Tobą! Osiągaj Więcej!

  1. MartaK pisze:

    Ten blog od dzis jest w moich top2 codziennych lektur :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *