Uwierz w Siebie! – Triathlon Piaseczno

Published on: 25 maja 2017

Filled Under: Triathlon

Views: 4227

Tags: , ,

Garmin Iron Triathlon Piaseczno to trochę triathlonowy ewenement. Większość narzeka, że pływa się w śmierdzącym bagnie, że strefa zmian długa, a na dodatek niesprawiedliwa, że na rowerze się jeździ po garbach, a bieg to już w ogóle ciężki … I tak sobie to nasze triathlonowe środowisko narzeka, a miejsca na listach startowych znikają jak świeże bułeczki. Dla mnie to zawsze pierwszy start w sezonie, na który idę bez odpuszczania w treningu. Pozwala mi zobaczyć gdzie jestem z formą, zrobić solidne przetarcie, a jednocześnie rozgrzać się przed nadchodzącym ważnym startem w Sierakowie.

To już trzeci raz jak pojawiłem się na starcie w zalewach przy popularnych Górkach Szymona. Zawsze towarzyszył mi pewien niepokój. Tym razem byłem dziwnie spokojny i w ogóle nie czułem tego startu. Przestałem analizować i nastawiać się na konkretny wynik. Na pewno chciałem poprawić zeszłoroczny rezultat, ale nie miałem żadnego ciśnienia. Założenie było jedno – odważnie na pływaniu, mocno na rowerze i jak najmocniej na biegu. Ostatnie treningi pokazywały, że jestem w zupełnie innej dyspozycji aniżeli rok temu, trzeba to teraz było potwierdzić na zawodach. Wszak można być mistrzem treningu i to często mi wychodziło, a na samych zawodach zawsze czegoś brakowało. Trzeba było w końcu się przełamać i uwierzyć w swoje możliwości.

IMG_9399

W wodzie znaleźliśmy się 5 minut przed startem. Jeżeli ktoś obawiał się tego, że woda będzie zimna to był w dużym błędzie. Płytki staw w Piasecznie nagrzał się do 22 stopni i w piankach było nawet trochę za ciepło. Start odbył się bez żadnego ostrzeżenia. Usłyszałem tylko Arka, który zapytał, czy będzie jakieś odliczanie i w tym momencie BOOM … usłyszeliśmy odgłos trąbki i zaczął się w rękach kołowrotek. Nie myślałem o tym czy zaczynam za szybko, kiedy mnie odetnie – mocno pracowałem rękoma, żeby znaleźć się jak najbliżej czołówki. Wiedziałem, że mam przed sobą tylko 475 metrów pływania, więc spokojnie mogę próbować jak najdłużej utrzymać jak najmocniejsze tempo. Jak już będzie odcinać to będzie trzeba jedynie dopłynąć do wyjścia.

Dopływając do pierwszej nawrotowej boi, ratownik na kajaku postanowił podzielić się z nami swoją fantazją i kazał nam zawracać na inną bojkę … Dosłownie prawie wiosłem dostawaliśmy po głowie i zostaliśmy kierowani na oddaloną o jakieś sto metrów bojkę, która notabene była przygotowana dla dystansu 1/4IM. Kiedy nawracałem przy nowo wymyślonej przez ratownika trasie okazało się, że reszta zawodników płynęła już właściwą trasą. Tu nie było czasu na analizowanie, trzeba było cały czas mocno płynąć, aby możliwie łatwo przedostać się pod mostkiem dzielącym stawy.

IMG_9436

Po niecałych dziesięciu minutach wyszedłem z wody. Patrząc na to, że to czas 475 metrów to można rzec, że dramat, aczkolwiek biorąc pod uwagę że nadrobiliśmy z fantazji ratownika nadrobiliśmy około 150 metrów to wyszło całkiem przyzwoicie. Dało mi to 31 wynik pływania na 242 osoby (pierwsze 12%). Gdyby nie dodatkowe metry pewnie udało by się być kilka(naście) pozycji więcej. Niewątpliwie spora ilość treningów na Lanzarote oraz zmiana pianki od Triathlon Serwis spowodowała, że udało się popłynąć przyzwoicie. Szybkie wyjście z wody jeszcze szybsza strefa zmian. To chyba moja najmocniejsza część triathlonu -T1 pokonałem z 6tym czasem !!! 

fot.Pawel Naskrent/Maratomania.pl

fot.Pawel Naskrent/Maratomania.pl

Po raz pierwszy postanowiłem zaryzykować na rowerze. Pierwszy raz też miałem założony dysk od Ron Wheels. Nie jestem super kolarzem, ale chciałem przetestować jak jeździ się na takim sprzęcie. Brałem nawet pod uwagę to, że pojadę nieco wolniej, bo podobno dysk tak ciężko rozpędzić, a jak nie jedzie się 40km/h plus to już w ogóle nie ma sensu. Jak się okazało, moje lowelo śmigało jak ta lala i z każdym pokonywanym kilometrem jechałem szybciej. Czułem wiatr w plecy, ale i też moc pod nogą, a jednocześnie słyszałem ten cudowny odgłos rozpędzonego tylnego koła. W okolicy 7 kilometra ujrzałem zielony strój zawodnika TriWawy, z dwoma czerwonymi tatuażami na nogach. Po chwili wiedziałem, że to Kuba, który chciał się ze mną ścigać na biegu. Wtedy postanowiłem mocniej docisnąć i powoli dochodziłem Kubę, aż w końcu udało mi się wyjść przed niego. To był chyba pierwszy mój triathlon, kiedy to ja mijałem innych zawodników na rowerze, a sam nie byłem mijany! Przy nawrotce moja średnia wynosiła 36.5 km/h – takich prędkości to ja nigdy nie widziałem !!!

fot.Piotr Naskrent/Maratomania.pl

fot.Piotr Naskrent/Maratomania.pl

Nawrotka i BOOM – w morde wind … pierwsze metry ciężko, ale udaje się w końcu rozpędzić. To nie są już prędkości, które miałem jeszcze przed chwilą ale widzę 32-34 km/h. Kiedyś moim szczytem możliwości było jechanie po 25 km/h pod wiatr. Po chwili wyprzedza mnie Kuba, ale łatwo skóry nie oddaję i odpieram atak i wychodzę ponownie na prowadzenie. Tak zostaje już do końca. Przed zejściem z roweru biorę jeszcze pół żelu. Etap kolarski kończę z czasem 39:11 (32 wynik). Po raz pierwszy mam rower tak samo mocny jak pływanie, zazwyczaj byłem gdzieś w okolicy 30%, a tu pierwsze 12%! Kolejna szybka zmiana (19 wynik). Tu była szansa na urwanie kilkunastu sekund, gdyby nie zatrzymanie się na poprawienie buta. Jednak lepiej zrobić to jeszcze w strefie niż cierpieć na biegu.

IMG_9496

Przede mną ostatni etap. Mój najmocniejszy – Bieg – tylko, a może aż 5 kilometrów i 250 metrów. Przy tym dystansie nie ma kalkulowania trzeba biec mocno od samego początku. Staram się biec poniżej 4 min/km, ale jakoś nie do końca czuje się dobrze. Nie wiem czy to, żel wzięty za późno, czy za dużo wypiłem na rowerze, ale cały czas mi się odbija. Bez problemu trzymam tempo w okolicy 4-4:10 min/km. Bieg pokonuję samotnie i nie początkowo nie widzę nikogo przede mną, kto mógłby mnie motywować do przyśpieszenia. Liczyłem na podobne jak w ubiegłym roku ściganie z Kubą, ale w tym roku zakończyliśmy już tę rozgrywkę na rowerze :) Przyznam, że brak mi było już trochę motywacji do wyjechania się na biegu, bo wiedziałem, że już zrobiłem konkretny wynik. Niesamowici są dopingujący znajomi – wtedy przyśpieszam, choć wiem, że biegnie mi się ciężko. To może być też efekt bardzo mocnego roweru, ale w końcu na mecie liczy się efekt końcowy. Triathlon to trzy konkurencje, a nie sam bieg! Na metę wpadam z uniesioną ręką zwycięstwa po 20 minutach 40 sekundach – średnia w okolicy 4 min/km. Daje to wynik w pierwszych 7% wszystkich zawodników. Mimo, że nie był to bieg na 100% to nadal pokazuje to, że to moja najmocniejsza konkurencja.

piaseczno17-dystans18-08005

Koniec końców, kończę zawody na 24 pozycji z czasem 1:13:58. W ubiegłym roku byłem na 33 miejscu z wynikiem o blisko 10 minut gorszym. Fakt, trasa w tym roku była trochę krótsza, ale samo przesunięcie się o 9 pozycji w górę pokazuje, że solidne trenowanie przynosi efekty. Rozgrzewkowe zawody mocno mnie podbudowują, i z niecierpliwością czekam na start na dystansie dwa razy dłuższym – 1/4 IM w Sierakowie, a to już pojutrze …

fot.Pawel Naskrent/Maratomania.pl

fot.Pawel Naskrent/Maratomania.pl

3 Responses to Uwierz w Siebie! – Triathlon Piaseczno

  1. Krzysztof pisze:

    Dzięki.

  2. Zawodnik pisze:

    Gratuluję startu! Jedyne co mnie boli, to łatwość rozmów ze sponsorami. Niektórzy zawodnicy, którzy (no trzeba przyznać) mają mocniejszą nogę na rowerze, a muszą jeździć na customowych kołach, mogąc jedynie pomarzyć o ron’ie czy jakimkolwiek dysku do testów. Także tutaj również gratuluję zawzięcia w rozmowach ze sponsorami i firmami. Wiadomo, nie ma nic za darmo.

    • RunEat pisze:

      Dzieki! Tak jak mowisz, nie ma nic za darmo. Nikt nie daje nic za darmo – to rozmowy i wspolne projekty, a zarazem tez pokazanie, ze mozna sprzetu uzywac przez wszystkich zawodnikow. Jesli mowimy o kolach to Ron jest otwary na testowanie wiec polecam probowac :)))

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *