Osiągaj więcej – Duathlon 10/60/10

Published on: 14 maja 2018

Filled Under: Bez kategorii, Motywacja, Triathlon

Views: 6645

Tags: , ,

“Jak przeżyjesz ten duathlon to na połówce będzie już dużo prościej” powiedział do mnie Damian na kilkadziesiąt minut przed startem w miniony weekend. Za 5 tygodni czeka mnie spełnienie kolejnego triathlonowego marzenia – główny start jaki zaplanowałem sobie na ten rok to połówka IronMan’a w Kazakhstanie. Przede mną 1900 m pływania, 90 km jazdy na rowerze z wisienką na torcie – 21.1 km biegania. Osiągaj więcej – hasło przewodnie Duathlonu w Czempiniu idealnie wpisuje się w moje motto – If You Can Dream It You Can Do it, dlatego też  z niecierpliwością w ostatnich dniach wyczekiwałem startu, gdzie czekało mnie przebiegnięcie 10 kilometrów, następnie 60 km roweru i znów 10 kilometrów biegu.

Do tej pory startowałem w Czempiniu zawsze na krótkim dystansie (5/20/2.5). Tym razem jednak zdecydowałem się na dystans długi, który był dla mnie idealnym treningiem przed czekającym w czerwcu wyzwaniem w Astanie. Start odbywał się w sobotę o 13 – całkowicie nie moja pora. To czas gdzie wciągu dnia jest najwyższa temperatura. I to też się dobrze składało, bo mimo, że w Kazakhstanie start jest rano, to z temperaturą nie wiadomo – może być i nawet 30 stopni, więc nie przejmowałem się zbytnio tym, że będzie gorąco. Wiedziałem, że będzie ciężko, ale nawet chciałem tego – w myśl zasady im ciężej na treningu, tym łatwiej na zawodach.

Tego dnia wszystko wydawało się swojego rodzaju zagadką. To pierwszy raz, miałem przed sobą tak długi multi sportowy wysiłek. Nie wiedziałem jak zareaguje mój organizm, a do tego zupełnie nie miałem pojęcia jaką przybrać taktykę jedzenia przed startem. Wczesna pobudka około 6 i jechaliśmy już na miejsce zawodów gdzie Treneiro startował na krótkim jako przetarcie przed kolejnym startem w drodze do kwalifikacji na mistrzostwa świata w RPA (wygrał !!!).

Po wstaniu zdecydowałem się na owsiankę (70gr płatków owsianych, banan, łyżka miodu i dwie łyżki konfitury owocowej). Koło 9 tej zjadłem banana, żeby po godzinie zjeść standardowe śniadanie przedstartowe – 2 kajzerki z miodem i kolejnego banana. Na godzinę przed startem zjadłem jeszcze żel Run & Bike i udałem się na rozgrzewkę. Często pytacie o to jak się odżywiam więc myślę, że to Wam się przyda :) Z Bartkiem, z którym razem lecimy do Astany udaliśmy się na rozgrzewkę.

Z każdą minutą która zbliżała nas do startu czuć było jak rośnie temperatura. Już na rozgrzewce lało się ze mnie, a to przecież na razie był luźny bieg, a za chwilę miałem biec o 25% szybciej. Biegło mi się dobrze – nogi lekko ciężkie – w treningu nie było specjalnie odpuszczenia – tętno na normalnym poziomie rozbiegania. Ostatnie kilkanaście dni, kiedy specjalnie trenowałem w godzinach południowych pozwoliły już organizmowi zaadaptować się do wyższych temperatur. Kilka przebieżek i stanęliśmy na linii startu. Po raz pierwszy nie czułem stresu. Czułem ekscytację – chciałem poczuć jak to jest podczas tak długiego wysiłku i jak mój organizm przyjął dotychczasowe treningi. Jedyne czego żałowałem, to, że tym razem nie będziemy pływać, bo bez wątpienia była by to najprzyjemniejsza konkurencja tego dnia.

IMG_6596

Założenia były na ten dzień proste – nie przesadzić na pierwszym biegu, ale też nie opierdzielać się. Pojechać mocno rower i w miarę mocno kolejny bieg. Pierwszą dyszkę planowałem biec w granicy 4:10 – 4:15 min/km. To tempo, które leży jeszcze w mojej strefie komfortu, jednak, muszę też trochę pracować, żeby je trzymać. Pierwszy kilometr otworzyłem w 4:00 – wiedziałem jednak, że jest z górki i dalej starałem się już nie szarżować – trzymałem tempo w granicach 4:10-4:11. Biegło mi się dobrze – tętno w dolnej granicy drugiego zakresu. Czekały nas dwie pętle po 5 kilometrów, z których każda kończyła się długim 500 metrowym podbiegiem. Nie był zbytnio strony, jednak dawał się mocno we znaki. Lubię biegać na pętlach – wiem wtedy gdzie są ludzie, którzy mi kibicują, a to nakręca do działania.

Jak o kibicach mowa to niesamowite jest ile ludzi krzyczało i dopingowało mnie na trasie – nie tylko wśród kibiców, ale wśród zawodników. Praktycznie co chwila ktoś krzyczał “Dawaj RunEat” co było mega motywujące. Dziękuje! Pierwsza piątka poszła bez problemu. Robiło się cieplej – troszkę zwolniłem o 1-2 sek na kilometrze. W okolicy dziewiątego kilometra (37 minuta) wziąłem pierwszy żel. Plan miałem aby podczas ponad 3 godzinnego wysiłku zjeść sześć truskawkowych żeli Run & Bike – co 30 minut każdy.

Do strefy wbiegłem bez większego zmęczenia i bardzo sprawnie zdjąłem buty. Razem z Boratem wyruszyliśmy na długą i mocną jazdę. Cała zmiana zajęła mi 43 sekundy i była najlepszym wynikiem wśród wszystkich startujących na dystansie długim! Nie od dziś powtarzam, że zmiany to dodatkowa konkurencja w duathlonach czy triathlonie.

Podczas etapu kolarskiego podobnie jak na biegu do pokonania były dwie pętle po 30 kilometrów. Założenie miałem próbować utrzymać moc w granicach 190 watów. Rok temu w Czempiniu 20 kilometrów przejechałem ze średnią 33 km/h, a miałem w nogach tylko 5 kilometrów, a tu już dyszka za mną. 60 kilometrów to całkiem sporo, jednak na połówce do pokonania będzie ich 90! Postanowiłem sobie podzielić ten etap na 4 mniejsze – każdy po 15 kilometrów – do nawrotki i z powrotem. 15 km to sensowny dystans, który w miarę szybko mija dzięki czemu łatwiej skupić się na utrzymaniu mocnego wysiłku. Z watami było coś nie tak, bo raz pokazywały mi poprawnie kolo 190, a raz 60. Przestałem patrzeć na to co pokazuje licznik i skupiłem się na tym, aby trzymać wypracowaną prędkość w granicy 34 km/h. Kilka km przed pierwszą nawrotką poczułem coś na pograniczu skurczu w lewej łydce kiedy mocniej depnąłem w pedały. Mimo, że nie minęło jeszcze 30 min na rowerze postanowiłem wziąć szybciej pierwszy żeli i zacząć pić trochę częściej. Później pojawiło się to jeszcze raz w lewej i raz w prawej, ale na tym się skończyło.

IMG_6653 2

Było coraz cieplej, jednak po raz pierwszy nie miałem uczucie, że gotuje mi się głowa. Do tej pory jeździłem w czasowym kasku POCa, który całkowicie pozbawiony jest wentylacji. Od kilku tygodni mam przyjemność jeżdżenia w aerodynamicznym Oakleyu. Jestem wniebowzięty bo w końcu mój mózg się nie przegrzewa. Szczerze polecam takie rozwiązanie niż kosmiczne ładnie wyglądające kaski, które nie mają nic z przewiewu. Na pewno w Astanie pojadę w nowym, który pomoże mi zachować świeżość umysłu.

Początkowo to ja wyprzedziłem nawet kilku uczestników, jednak zbliżając się do końca pierwszej pętli to ja zacząłem być wyprzedzany. Niestety nie były to pojedyncze osoby, a często kilku osobowe grupki, które z pełna radością jechały razem dając sobie co jakiś czas zmiany. Nie toleruje  draftingu, ale niech każdy będzie fair w stosunku sam do siebie i cieszy się z własnych oszukanych wyników…

Kiedy zbliżałem się do końca pierwszej pętli na liczniku średnia wskazywała 34.4 km/h – byłem zadowolony wiedząc, że wypracowałem go sam – bez pomocy innych! Byłem przede wszystkim fair do innych, a głównie przed sobą. Czułem, że zaczyna podobać mi się długi dystans – to mocny wysiłek, ale jeszcze nie na granicy pełnego zmęczenia. Cały czas jednak nie wiedziałem co będzie dalej – przecież jeszcze kolejne 30 kilometrów jazdy i 10 kilometrów biegu przede mną. Zabawa tak naprawdę dopiero się zaczynała, a ja pełen ekscytacji wyjechałem na drugą pętlę …

… ale o tym jak się jechało, biegło ostatni bieg i jak będą wyglądać ostatnie przygotowania przed Astaną już jutro …

One Response to Osiągaj więcej – Duathlon 10/60/10

  1. Ale żeś urwał opowieść. Niech Cię! ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *