21 dni

Published on: 3 maja 2015

Filled Under: #Run2Tri, W Biegu

Views: 3279

Tags: , ,

Nie wiem jak Wam, ale ja mam wrażenie, że czas to ostatnio zapierdziela jak głupi. W sumie doba ma zawsze te dwadzieścia cztery godziny, miesiąc 30 albo 31 dni (tak wyjątkiem jest luty nie wiedzieć czemu ;)). Dopiero co był maraton w Walencji, gwiazdka, sylwester, a tu już majówka. Szczerze mówiąc to nie mam pojęcia kiedy ten czas minął… Nie trzeba się długo zastanawiać – na treningach, w pracy i wyjazdach – a tych w ostatnich dniach było całkiem sporo.

Kiedy dziś patrzę w kalendarz, widzę tylko jedną rzecz – 21 dni … oczko – szczęśliwa liczba. To równo trzy tygodnie temu biegłem maraton w Wiedniu, a jednocześnie równo za dwadzieścia jeden dni stanę na linii startu pierwszych w tym roku zawodów triathlonowych …

… 21 dni po …

Do tej pory to maraton przez ostatnie dwa lata trenowania był celem numer jeden. To niego przygotowywałem się skrupulatnie dwa razy w roku. Miesiące treningów zazwyczaj oznaczały wyrzeczenia, choć tak naprawdę to wydaje mi się, że nimi jest tylko ciężej na początku – potem jakoś się człowiek już przyzwyczaja i traktuje to jako codzienność :) Podobnie było kilka lat temu jak zaczynałem się odchudzać – w pierwsze dni jest zawsze trudniej, a później już jakoś idzie.

image5

Po maratonie przychodziło roztrenowanie – zmniejszała się znacznie liczba treningów – był czas na pójście na squasha, czy częstsze wyjścia do kina. To był zawsze też ten okres, kiedy dawałem sobie na luz z trzymaniem diety. Pozwalałem sobie na częstsze jedzenie pizzy czy wypicie kilka dni z rzędu piwka. I zawsze wszystko było w porządku – po tygodniu luzowania wracałem do swoich nawyków, a po 3 tygodniowym odpoczynku od biegania powoli wracały dłuższe treningi, wprowadzające w kolejny okres treningowy.

image1

Tym razem było inaczej … roztrenowania jako takiego nie było – po prostu było mniej biegania, ale było za to sporo wyjeżdżania i stanowczo za dużo jedzenia nie tego co się powinno. Po maratonie przez jakiś tydzień ciągnie mnie do czekolady, ale to co się działo w tym roku to przechodził ludzkie pojęcie :) W zasadzie cały czas chciało mi się czegoś słodkiego.

image1

Ostatnie 2 tygodnie to życie na walizkach – z Wiednia powrót w poniedziałek wieczorem, a już w piątek rano wylot do Sztokholmu. Szybki weekend – powrót w niedzielę, pranie i we wtorek z rana już wylot do Anglii do pracy. I tu w tym UK leży pies pogrzebany… O ile na lunch (czy obiad jak kto woli mówić na ten posiłek) udawało mi się jeść sensowne sałatki (zamiast ociekających tłuszczem ryby i frytek), to wieczorem wychodziliśmy zawsze na kolację, która po prostu była drugim obiadem – uwielbiam kuchnię azjatycką, ale ilość jedzenia jaką wtedy zjadłem była stanowczo za duża – dawno się tak nie źle czułem po jedzeniu …

image3

Wszystko spoko – bo zazwyczaj jem dwa duże posiłki, ale nie w okresie kiedy obciążenie treningowe jest minimalne, a do tego wszystkiego dochodzi ciasteczko do porannej herbatki (i tej popołudniowej też).

W międzyczasie jeszcze jakiś muffinek… no i tak podjadając sobie przez te 21 po maratońskie dni udało mi się nagromadzić trzy dodatkowe kilogramy :) Nie ma dramatu – w sumie przed maratonem osiągnąłem optymalną wagę startową, i te 3 kilo nie robią jakiegoś dramatu … ale …

… no właśnie jest jedno ale … w tym roku to nie maraton był celem, ale cały okres tri … i ta mniejsza waga by się nadal przydała :)

Czemu o tym piszę? Z jednej strony, żeby pokazać Wam, że wszystko jest dla ludzi, i że w życiu trzeba korzystać z tych „niedobrych” rzeczy, ale wszystko z umiarem :) Ja w tym roku przesadziłem, ale na całe szczęście mam jeszcze tych kolejnych 21 dni do pierwszego startu, gdzie raczej bez problemu nadmiaru kochanego ciałka powinienem się pozbyć. I tak naprawdę to nie chodzi tu o same kilogramy na wadze – po prostu dużo lepiej się czuje o te 1-2 kg mniej na wadze – lepiej mi się wtedy biega.

image3

 

Szczerze chcę Wam też pokazać, że też czasami potrafię przegiąć, i że nie jestem jakimś żywieniowym freakiem, który nie spojrzy na golonkę, czy smalec (ktoś kiedyś zapytał pod jakimś zdjęciem na fejsbuniu, czy zdarza mi się po prostu zjeść kiełbasę i wypić piwko – tak zdarza, a ostatnio to nawet było za często :))

Piszę też o tym te, bo podobno tylko, a może aż dwadzieścia jeden dni potrzeba, żeby coś co robimy stało się naszym nawykiem.  Na wszystko jest miejsce w życiu, pamiętajcie tylko o tym, by mały skok w bok nie stawał się zaraz codziennością.Wyjątek jest po to, żeby potwierdzał regułę, a nie stawał się nią!

21 dni przed 

Za równo 21 dni pierwszy start w triathlonie. Można też powiedzieć, że debiut. Co prawda mam już za sobą jak to mówi moja koleżanka „baby triathlon”, ale wtedy była to bardziej rekreacja – zarówno pływanie jak i rower zrobiłem z marszu, bez żadnego przygotowania i przez cały czas myślałem wtedy o tym, aby już nadeszło bieganie :)

W tym roku sezon rozpocznie się w Piasecznie na dystansie 1/8 IronMan (475 m pływania, 22.5 km roweru oraz 5.25 km biegu). Będzie to start na przetarcie, przed debiutem na dystansie  – 1/4 IronMan (950 m pływania, 45 km roweru, 10.5 km biegu).

I tu pojawia się pytanie, gdzie jestem z przygotowaniami? Ponad pięć miesięcy przygotowań to 1200 km biegu, 1800 km roweru i 120 km pływania. O ile kilometraż biegowy nie robi na mnie większego wrażenia – tyle wcześniej biegałem w trzy miesiące – to jednak próba wyobrażenia sobie, że na rowerze pokonałem dystans z Warszawy do Hamburga i z powrotem, a przepłynąłem dystans pomiędzy Warszawą a Płockiem to gdzieś daje mi to nadzieję, dobrze przepracowanego przygotowania.

O bieganie się nie boje – widzę, że poszło do góry i biegam na prędkościach, które kiedyś wydawały się nie osiągalne to wciąż nie wiem na czym stoję w pływaniu i rowerze. Patrząc po treningach widzę, że pływam szybciej – jednak nadal nie umiem kontrolować tempa – po prostu trzeba będzie płynąć w pałę ile fabryka dała wykorzystując przede wszystkim ręce a nie nogi :)

orlen-out-mor15d_01_rkl_20150426_095147.jpg-22449

Rower jednak według mnie pozostawia wiele do życzenia … tu podobnie nie mam zielonego pojęcia jak bardzo mogę pozwolić sobie na zmęczenie nóg, żeby mieć później siłę na sensowny bieg. Ale czy nie o to chodzi? Pierwszy sezon to będzie testowanie własnych możliwości.

Zawody w duathlonie z minionego piątku pokazały mi jedno – to wiatr dyktuje warunki – większość dystansu musiałem jechać sam. Patrząc na treningowe prędkości – 27/28 km/h, a wynik z zawodów 31.2 pokazuje, że coś tam szybciej jestem w stanie pojechać, a w sezonie będzie trzeba jeszcze bardziej odważnie podchodzić do tematu.

To co mnie cieszy, to, że do triathlonu wchodzę z biegania, które jest na samym końcu, i to właśnie wtedy będę mógł nadrabiać to wszystko co stracę na początku. Rywalizacja sama ze sobą jest najważniejsza, muszę jednak przyznać, że dostaje się potężnego kopa widząc jak zaczyna się wszystkich prześcigać w biegu, kiedy to oni zostawiali Cię w tyle na rowerze.

 

11193310_922455674441856_9103827604216143234_n (1)

Na sam koniec powiem tylko tyle, że nie mogę doczekać się już pierwszego startu. Triathlon to coś zupełnie innego jak bieganie – to coś co powoduje, że przekraczam kolejne granice – moment, kiedy wbiegam do strefy zmian jest dla mnie metafizyczny … nie pytajcie dlaczego – po prostu tak jest :)Tam znaczenia ma już nie tylko to co masz wytrenowane w nogach, ale to jak bardzo jesteś w stanie wyłączyć się i skupić głowę jedynie na tym co masz zrobić w jak najkrótszym czasie. Nie mogę się doczekać momentu wyjścia z wody i biegu do strefy zmian, nie mogę doczekać się tego jak zejdę z roweru i będą w swoim biegowym żywiole, nie mogę się doczekać pierwszego startu :)

A już niedługo będę miał dla Was niespodziankę triathlonową :)

Jak zawsze – jeżeli podobał się wpis – ładnie poproszę o kciuka w górę :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *