Mój pierwszy raz …

Published on: 16 lutego 2015

Filled Under: #Run2Tri, Motywacja, Trening, Triathlon

Views: 2969

Tags: , , , ,

Nasz romans z Lowelo zaczął się całkiem niedawno – w grudniu ubiegłego roku. Najpierw pokochaliśmy się od pierwszego wejrzenia i mimo, że szukałem jeszcze po portalach randkowych – tfu znaczy stronach z dwoma kółkami innych rowerów w podobnej klasie, to od początku wiedziałem, że to musi być ten. Cóż to dużo gadać, na sprzęcie się wtedy nie znałem (nie to, żebym teraz mógł nazwać siebie ekspertem), to głównie to na co zwracałem uwagę to to, czy rower mi się podoba, czy nie :) W końcu musi ładnie wyglądać na zdjęciach !!! Treneiro był odpowiedzialny za wybór osprzętu, a ja za kolorystykę i takie tam :) Za dużo jednak nie było szukania, bo nic innego co dostawałem jako propozycje po prostu, ani się nie opłacało, ani się nie podobało. To była miłość od pierwszego wejrzenia!

image1W grudniu udało nam się umówić na pierwsze spotkanie, i po połówce w Toruniu przyjechał do mnie :)

Początki nie były też łatwe. Zanim udało mi się razem z nim potrenować upłynęło trochę czasu, gdyż złożenie trenażera nie było najłatwiejszą rzeczą w świecie (swoją drogą, nadal uważam, że nie jest poprawnie złożony :))

Byłem przekonany, że jeszcze trochę czasu będziemy się poznawać u mnie w kuchni / salonie / sypialni / pokoju gościnnym. Wybór należy do Was gdzie, ale, że jest to niespełna czterdziesto metrowe mieszkanie, to byliśmy już razem w każdym zakątku mojego własnego M :) Spodziewałem się, że na miasto wyjdziemy razem dopiero za jakiś miesiąc, może dwa – bo kto by pomyślał, żeby jeździć na szosie w lutym… swoją drogą pamiętam, jak rok temu biegałem w lutym w krótkich spodenkach, za którą dostał mi się niezły opierdziel od Treneiro :)  A tak w domu jak sie jeździ, to zawsze ktoś może przyjść, podać Ci piwko jak trenujesz i jesteś spragniony – no idealny romans :)

image3

Jak o Treneiro już mowa, to wpadł na genialny pomysł, że w związku z tym, że takie super prognozy pogody na weekend, to nie można tego zmarnować i wymyślił, że w Niedzielę pójdziemy na trening na zewnątrz. Cóż … jak wiemy prognozy są obarczone błędem, ale nie o tym mowa :)

Ważnym elementem tego treningu był moment w którym uznałem, że plastikowa reklamówka przestaje być wiochą. Całe życie uważałem, że chodzenie z siatką w ręku to faux paux, ale dziś zakładając je na nogi pod drugą warstwę skarpet pokochałem tą czynność – jak się później okazując ratującą moje nogi przed całkowitym wymarźnięciem.

image5

Dziś był pierwszy raz, kiedy wyszedłem na trening po szosie. W sumie  trening jak trening i po co o nim coś pisać. A dla mnie to było coś niesamowitego, w ciągu zaledwie kilku sekund zweryfikowały się moje wszystkie myśli na temat triathlonowego jeżdżenia na rowerze.

image9

Pierwszy raz wsiadłem na rower, z przymocowanymi na stale nogami do pedałów. Spodziewałem się gleby, albo dwóch – obyło się bez tego. Jak się okazało wpinanie i wypinanie w trakcie jazdy nie jest tak skomplikowane, jak wszyscy mówili. To co zaskoczyło mnie dużo bardziej była prędkość. O ile na swoim poprzednim masywnym rowerze jeździłem średnio prędkością 20km/h i nie było to jeżdżenie bez włożenie siły, to tu kilka obrotów pedałami i od razu jechało się szybko, a co za tym idzie dość szybko poczułem jak chłodne powietrze zaczyna oplatać dosłownie każdą część mojego ciała.

Początkowo jechaliśmy razem. Kiedy czułem jak dostaje wiatrem (tak mi się zdawało) po mordzie, to usłyszałem jak Łukasz mówi: O na początek jedziemy z wiaterkiem… Z Wiatrem ??? Przecież jedziemy pod wiatr !!! I tym samym powoli się rozdzielaliśmy i widziałem jak zielona kurtka powoli oddala mi się z pola widzenia :) Najpierw zastanawiałem się ile to jest te 10 metrów, które trzeba trzymać, żeby nie draftować, ale później już wiedziałem, że na pewno dzieli nas więcej jak niebezpieczna granica :) Każdy pojechał w swoją stronę…

image6

Przez pierwsze 15km byłem zdziwiony, że w sumie udaje się trzymać niezła prędkość, no ale co tu się dziwić jak podobno było z wiatrem :) Zabawa zaczęła się po skręcie na rondzie w lewo i jechaniem pod wiatr. Prędkość spadła, ale coś tam udawało się jeszcze kręcić konkretnego, ale powoli w głowie układała się myśl – to całe jeżdżenie na trenażerze w domu to jest jak wakacje w pięcio gwiazdkowym resorcie na Dominikanie – bidon pod ręką, komórka z internetem, w telewizorze film, na stole pilot do klimy, ręcznik – wszystko co trzeba, a w rzeczywistości to, jak wyjazd na narty na lodowiec – nie dość, że zimno to jeszcze po pysku wiatrem się dostaje. Ale wiecie co? Im było ciężej tym bardziej mi się podobało i cały czas sobie myślałem, że fajnie by było, żeby był już maj, żeby były pierwsze zawody, żeby móc mocniej pokręcić nogą.

image7

Po nawrotce na 20km to już w ogóle wietrzysko było centralnie w pysk :) Prędkość daleka od tej kręconej na trenażerze, ale się jechało. Nagle podjechał jakiś ktoś :) Powiedział Siema – podczepię się Ci na koło, jeśli nie masz nic przeciwko. W sumie nie miałem, i tak walczyłem z wietrzyskiem, więc myślę, a niech koleś sobie jedzie :) przynajmniej jemu nie będzie wiało :) I wtedy poczułem się, jak bym już w tym rowerowaniu siedział od jakiegoś czasu. Ktoś obcy korzysta z mojej pomocy, a przecież to ja jestem pierwszy raz na szosie. I to ja pewnie chętnie bym podczepił się komuś na koło. Poprowadziłem go jakieś 10 km, później podjechał równolegle, chwilę pogadaliśmy i powiedział To ja wrócę na koło, żeby jeszcze trochę skorzystać z Twojej pomocy. Cóż … niech jedzie dalej, ale po 2 km zboczyłem w bok wracając już do Trenerskiego Domu, co by szybko się przebrać i lecieć dalej na bieg.

Niby trening, taki jak każdy, a jednak zupełnie inny. Im bardziej zagłębiam się w świat triathlonu tym bardziej czuje, że odkrywam jakieś nowe elementy samego siebie. Kiedyś pewnie po takim rowerze powiedział bym „Pier…. nie robię”, wziąłbym paczkę czipsów i położył się na kanapie. Nie ! Zaraz – kiedyś nie poszedłbym w taką pogodę na rower :)

10885255_1585919834955619_1086689733566768262_n

Nie dość, że odkrywam na nowo samego siebie, to uczę się cały czas tego jak trenować. To, że szybko kręci się na trenażerze – cudownie, ale dopiero jak wyjdziesz do świata rzeczywistego to dopiero wtedy okazuje się na co naprawdę Cie stać. Niesamowite jest to, jak w ciągu godziny można szybko stwierdzić jak są to zupełnie inne treningi, oba jak najbardziej potrzebne. Niesamowite jest to, że w ciągu tej godziny można doznać tylu fajnych emocji. Naprawdę cały czas myślałem o tym, że jestem już na zawodach. Co później tylko pomogło, jak poszedłem biegać po lesie, wtedy to już miałem wrażenie, że jest 31 maja i startuje właśnie w swoim debiucie na dystansie 1/4 IM w Sierakowie. Nie może być inaczej jak podczas treningu na dodatek przebiegasz przez miejscowość o tej samej nazwie.

image10

Na koniec powiem tylko, tyle, że mam nadzieję, że to co robicie w życiu jest Waszą pasją i sprawia wam radość. Nie robicie tego, bo ktoś od Was czegoś oczekuje, albo, żeby komuś innemu coś udowodnić. Pamiętajcie, że wszystko to co robicie musi być zgodne z tym co myślicie – robicie to dla Siebie – dla nikogo innego. Życzę Wam tego, abyście takich treningów, jak ten mój dzisiaj mieli jak najwięcej w życiu – mimo, że jesteśmy osobami, które znają nas samych najlepiej, to nadal jest w nas dużo rzeczy do odkrycia. Powodzenia w poznawaniu samych siebie!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *