Paryż w 100 km

Published on: 8 kwietnia 2016

Filled Under: Bez kategorii, Podróże, W Biegu

Views: 2809

Tags: , , ,

Uwielbiam bieganie w innych miastach – szczególnie w tych, nazwijmy to turystycznych. W takich gdzie to piękne zdjęcia popularnych TOP 10 można zobaczyć tylko w albumach, albo na widokówkach. W ciągu dnia pierwsze co zobaczymy to tłumy turystów… Wciąż mam w głowie poranne bieganie w Rzymie, kiedy dobiegłem pod fontannę Di Trevi i nie było tam żywej duszy. Byłem tylko Ja i woda… coś niesamowitego. Teraz nadeszła chwila na podobne zwiedzenie Paryża. 

Trzy dni, a w nogach 100 (słownie: STO kilometrów). Można? Można jak się chce :) Nie wszystkie wybiegane, ale ten weekend na pewno należał do aktywnych. Głównym celem wyjazdu był maraton, ale jak wiecie już w momencie kiedy kupowałem bilety wiedziałem, że tego maratonu nie ukończę. 

IMG_6385

Do Paryżewa polecieliśmy w sobotę z samego rana. Jak zwykle włączył mi się wyjazdowy nieśmiertelnik. Budzik nastawiony na 3:30, aczkolwiek spać nie mogłem już od 2giej. Zawsze tak mam przed wyjazdami – jakoś podświadomie ekscytuje się tym co będzie się działo. Energia trzyma mnie zawsze do momentu kiedy wsiadam do taksówki jadącej na lotnisko w drodze powrotnej.

W Paryżu, a właściwie w pod paryskim Beauvais wylądowaliśmy kilkanaście minut przed dziewiątą rano. Tu czekał na nas Pan Norbert, którego serdecznie polecam, jeśli kiedyś będziecie przylatywać na to lotnisko. Za 15-20 EUR, w zależności od liczby osób zawiezie Was prosto z lotniska pod drzwi miejsca docelowego. I to wszystko w niecałą godzinę. Dla porównania, autobusy, które kursują z lotniska kosztują 17 EUR, a do tego jadą dwie godziny. Później musicie wziąć jeszcze metro, które dowiezie Was do hotelu.

IMG_5760

Zaraz po zameldowaniu się w naszym tymczasowym domu poszedłem biegać. Maratończycy mieli chwilę na drzemkę i regenerację przed biegiem. Ja już byłem w swoim żywiole i zwiedzałem miasto. Wyznaczyłem sobie cel – Wieża Eiffela – była jakieś 6-7 kilometrów od domu, więc idealnie wpasowywała się w zaplanowany trening – 12 kilometrów i w 2 kilometrowa zabawa biegowa. Komórka z mapą w kieszeń i ruszyliśmy z Jackiem. Po drodze odbiliśmy żeby zobaczyć wpierw Łuk Triumfalny – w końcu wszystkie drogi do niego prowadzą. Przebieżka wzdłuż Pól Elizejskich po których przechadzały tysiące turystów, przypominała trochę ostatnie bieganie z Arkiem po La Rambli w Barcelonie.

IMG_5854

IMG_5915

Po powrocie udaliśmy się na EXPO odebrać pakiety i na pierwszy porządny posiłek. Nie chcieliśmy tego dnia za dużo łazić – w końcu za kilka godzin, niektórzy z nas mieli zmierzyć się z królewskim dystansem. Wieczorem udało nam się spotkać większą ekipą na makaronowe carboloading i grzecznie poszliśmy spać… Tak tak – nic innego nie robiliśmy, tylko jedliśmy :)

IMG_5972

IMG_5935

Niedziela to dzień pod znakiem maratonu. Maratonu, który udalo mi się zobaczyć zarówno jako biegacz, jak i kibic (klik klik). To niesamowite uczucie móc być po dwóch stronach i obserwować tak dużą imprezę z różnej perspektywy.

IMG_6170

IMG_6071

IMG_6303

Cały dzień latania po mieście i każdy już umierał z głodu. Popołudniu poszliśmy całą grupą na podobno najlepsze mule na świecie. Knajpka Les Leon de Bruxeles zlokalizowana na Polach Elizejskich przyjęła nas bez problemu. Mule były niezłe, ale nie powiedziałbym, żeby to była ich najlepsza wersja jaką jadłem. No ale nie będę wybrzydzać.

IMG_6415

Zebraliśmy tyłki i poszliśmy na umówionego szampana i winko pod wieżę Eiffela. Po drodze zrobiłem deal życia. Za 4 euro kupiłem butelkę czerwonego wina – nawet było niezłe – a do tego korkociąg za 11 EUR. Niezłe nie :) ???

IMG_6455

IMG_6460

Tym razem w łóżkach nie wylądowaliśmy tak wcześnie, ale miałem swój mały plan na dzień następny. 5 godzin spania to dla mnie całkowicie za mało, ale nie mogłem nie wykorzystać tego, żeby móc być w mieście i mieć je całkowicie dla siebie. Wschód słońca o tej porze roku w Paryżu jest kilkanaście minut po siódmej rano. Wiedziałem, że muszę wybiec około 6:40, żeby dobiec na szczyt na którym znajduje się katedra Sacre Care. Budzik na szóstą, ale jeszcze na chwilę przysnąłem. Wszystko zgodnie z planem i na górze byłem jeszcze przed fotografami, którzy wdrapali się na górę, żeby uwiecznić wschód słońca. Podobnie, kiedy byłem w Londynie i oglądałem budzące się do życia miasto przy Tower Bridge. 

IMG_6568

IMG_6577

IMG_6532

Na ten dzień treneiro zaserwował mi 12 kilometrową przebieżkę, więc postanowiłem pobiec do katedry Notre Dame. Niesamowite jest to, że kiedy jesteś w tych wszystkich turystycznych atrakcjach o poranku nie ma tam nikogo. To zupełnie inny widok, który widzisz już dwie godzin później, kiedy miasto jest pełne turystów.  Biegnąc do katedry zahaczyłem o centrum Pompidou a w drodze powrotnej po raz pierwszy korzystałem z mega opcji w zegarku – powrót do domu. Nie musiałem się zatrzymywać, patrzeć na mapę gdzie biec … Po prostu biegłem przed siebie, w kierunku, który wskazywała strzałka. No mega!

IMG_6925

IMG_6589

IMG_6616

IMG_6617

Resztę dnia już wspólnie przechadzaliśmy się po Paryżu “zaliczając” wszystkie najważniejsze miejsca – Wieża Montparnasse z pięknym widokiem na Eiffela, ponownie katedra, most zakochanych, Luwr. Jak japońscy turyści – a to wszystko na nogach, z jak najrzadszym korzystaniem z metra. Miasto w swoich wąskich uliczkach wygląda zupełnie inaczej jak tylko przemieszczając się komunikacją miejską.

IMG_6766

IMG_6663

IMG_6920

IMG_6680

IMG_6733

Najlepszy punkt dnia to nasz piknik w ogrodach Tuileries koło Luwru. W sklepie ogarnęliśmy bagietki, śmierdzące sery, długo dojrzewające szynki i winko. Tym razem korkociąg już miałem więc jednak inwestycja była niezła :) Siedzieliśmy tak ze dwie godzinki na słońcu delektując się chwilą. Dla takich chwil warto żyć :)

1916378_10154738971984447_1121096552597786613_n

IMG_6828

Wieczorem jeszcze raz wdrapaliśmy się na szczyt Sacre Coeur żeby w jednej z lokalnych knajpek zjeść kolację. Spacerem wróciliśmy do hotelu, żeby jeszcze przed świtem wyruszyć w drogę powrotną.

IMG_6888

IMG_6929

Sam Paryż mnie nie zachwyca. Ma kilka miejsc, które warto zobaczyć, ale jakoś nie czuję klimatu tego miasta. To nie jest to co Barcelona, czy Nowy Jork, w których czuje się jak w domu. To dla mnie miasto w stylu tych do odhaczenia – byłem, zobaczyłem starczy. Nie wiem czemu wszyscy tak mówią, że to miasto miłości – te wszystkie oświadczyny etc. Dla mnie to całkowicie nie miejsce na takie akcje :) Raz w życiu warto pojechać pozwiedzać … a kilka razy, żeby pobiegać, bo biegając odkrywa się zupełnie inne miasto. To w którym byłem sam mi się podobało – kiedy przebiegałem obok otwierających się kawiarenek, czy klimatycznych małych uliczek Montmartre. Dajcie znać w komentarzach, jakie są Wasze odczucia, jeśli już tam byliście.

Poniżej jeszcze kilka informacji kosztowo – logistycznych:

  • Samolot (Wizzair) – 120 PLN rezerwacja w grudniu
  • Trzy noce w 2 osobowym pokoju Ibis Budget – 140 EUR
  • Transfer Lotnisko – Miasto – 15 EUR – Norbert Kwiatkowski – +33 689 63 36 44
  • Metro (1 dzień) – 7 EUR
  • Pizza / Makaron – 10-20 EUR
  • Obiad z napojem – 20-30 EUR
  • Wino – butelka 4 EUR – w Paryżu legalnie można siedzieć w Parkach z Winem i Szampanem
  • Kawa + Ciastko – 5 EUR

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *