Maraton, którego nie ukończę …

Published on: 3 kwietnia 2016

Filled Under: Motywacja, Podróże, W Biegu

Views: 3604

Tags: , , ,

Niespełna rok temu, biegłem swój ostatni mocny maraton w Wiedniu. Podjarany wciąż aktualną życiówką (3:19:47) kilka dni po powrocie z Austrii, zaraz jak tylko ruszyły zapisy na paryski maraton zapisałem się , nie zastanawiając się dokładniej po co to robię. Byłem na biegowym highu i znów na wiosnę chciałem zrobić mocny wynik. Tym samym namówiłem kilka(naście) osób na wspólny wyjazd do stolicy światowej mody. Najwyższa pora wyłożyć karty na stół – w Paryżu stanę na linii startu, ale maratonu nie ukończę…

Pomyślicie, no skoro z takim podejściem idziesz na bieg, to fakt – raczej marne szanse na ukończenie. Sprawa jest znacznie prostsza. Po minięciu znacznika z 18 kilometrem, ściągnę numer startowy i zejdę z trasy.

Od kilku dni, dostawałem pytania, jaki cel na maraton. Czy zamierzam biec dla funu, podobnie jak w Nowym Jorku, a może mam w głowie jakiś konkretny wynik. Już jakiś czas temu, kiedy wspólnie z Łukaszem zastanawialiśmy się nad kalendarzem startowym na 2016 rok, maraton w Paryżu odpadł w przedbiegach.

Ubiegły sezon minął pod znakiem triathlonu i tak będzie i w tym. Pobiegnięcie mocnego maratonu na 2 miesiące przed rozpoczęciem zmagań w tri byłoby głupie. Mocny wysiłek na pograniczu trzech godzin z małym hakiem byłby zbyt obciążający dla organizmu. Nie będę kokietować – jestem obecnie w życiowej formie, a wciąż jestem w okresie przygotowawczym. Start w Maniackiej Dyszcze był typowo kontrolnym, prosto z treningu, bez odpuszczania. Gdybym teraz postanowił walczyć o wynik maratonie, wykorzystałbym moment, ale jednocześnie pożegnał się z formą. W okresie wakacyjnym mógłbym tylko pobawić się w triathlon, a nie walczyć o lepsze wyniki.

FullSizeRender

Wszystko jest kwestią odpowiednich priorytetów. Bieganie było, jest i zawsze będzie dla mnie numerem jeden. To jest ta konkurencja w triathlonie, w której czuję się najmocniejszy. Dlatego też cieszę się, że jest ona na końcu zmagań, bo w momencie kiedy większość triathlonistów opada z sił, sam dostaje wtedy energetycznego kopa. Może to i głupie, ale fakt, że wyprzedzasz wszystkie te osoby, które jeszcze kilka chwil temu mijały Cię na rowerze jeszcze bardziej motywuje do mocnego biegu.

_O0C1627

W tym roku, a właściwie w pierwszej jego połowie stawiam na triathlon. Z mocnego biegania zostaje mi półmaraton w Budapeszcie, który już za dwa tygodnie i może jeszcze jeden kontrolny start na dyszkę. Od maja aż do sierpnia to zabawa, ale i walka o czas w triathlonie. Ostatni start planuję w Chodzieży, z którą mam do załatwienia porachunki po ubiegłym roku. Dwa trzy tygodnie luzu, żeby dać organizmowi się zregenerować – tu postaram się wykorzystać voucher do SPA, który był jedną z nagród w Blog Roku, i tym samym z początkiem września rozpocznę przygotowania do maratonu, który planuję pobiec na przełomie listopada i grudnia. Trzy miesiące to dobry czas na mocne treningi, które będą już bazowały na miejmy nadzieje solidnej bazie, którą do tego czasu jeszcze wypracuję.

Gdzie ten maraton? Obecnie w głowie są trzy miejsca – Malaga, Florencja, oraz Walencja, w której biegłem już półtora roku temu. Wymienione trasy cieszą się mianem szybkich, więc będzie szansa na powalczenie o dobry wynik :) Na tę chwilę wygrywa Malaga, która rozgrywana jest w pierwszy weekend Grudnia. Tym samym rzucam propozycję wspólnego wyjazdu :) Wiadomo, że po maratonie trzeba odpocząć, a z Malagi na Gibraltar droga krótka, więc chyba nie muszę Was namawiać :)

rt20x30-MARH1751

Kilka dni temu koleżanka zapytała, czy nie żałuję, że nie dostanę medalu. Skoro już tam jestem to może warto by dotruchtać do końca. Po pierwsze primo nie biegam dla medali :) Po drugie primo, mój plan treningowy ma ręce i nogi :) A po trzecie primo ultimo bardzo chętnie zrobię mocny trening, a później będę kibicować znajomym, którzy będą zmagać się z królewskim dystansem.

Nie nie żałuję, że mam pakiet i nie przebiegnę maratonu. Mam jeszcze przed sobą sporo biegania i chciałbym, przy osiąganiu lepszych wyników wciąż mieć z tego radość i zabawę, a tym samym robić to bez kontuzji :)

To tyle :) Taka moja mała spowiedź :) A teraz czas zrobić mocny trening. Dla ciekawskich na trasie paryskiego maratonu będę wyglądał pewnie dość dziwnie. Zacznę od 3 kilometrowej rozgrzewki – zapewne będę biegł dużo wolniej od pozostałych. Ba – nawet zatrzymam się na chwilę, co może wyglądać komicznie, żeby już na trzecim kilometrze się rozciągać. Zrobię później kilka przebieżek – tu też będzie zdziwienie na oczach pozostałych biegaczy. Co ten koleś takie sprinty krótkie robi. Po czym przejdę do zadania głównego – 4×3 km w tempie od 4:10 do poniżej 4 min/km. Tu z kolei będę wyprzedzać pozostałych, żeby co niecałe 12 minut robić 3 minutową przerwę na truchtanie. To na pewno będzie ciekawe doświadczenie :)

Trzymam kciuki za wszystkich startujących dziś w Warszawie, Paryżu i Dębnie. Jeśli jeszcze w innym miejscu biegniecie to tez jestem z Wami :) Powodzenia i dobrego biegu :)

Previous post:
Next Post:

3 Responses to Maraton, którego nie ukończę …

  1. kasiazeta pisze:

    Szczerze z całego serca polecam Malagę! Nie wiem jaka jest trasa maratonu ale jest to przepiękne miasto, małe ale cudowne, więc chociażby dlatego warto. Andaluzja jest magiczna :) Gdybym kiedykolwiek miała zmieniać miejsce, w którym miałabym żyć to byłaby to właśnie Malaga :)

  2. Michał pisze:

    Po tym wpisie zrozumiałem po co tak naprawdę jest trener w tej dyscyplinie, nawet dla amatora. ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *